Policja w ślubnym salonie

Właścicielka salonu sukien ślubnych "Violeqe" kopiowała wzory i sprzedawała suknie jako swoje. Teraz zapadła się pod ziemię. Fot. Archiwum

STALOWA WOLA. Suknia ubierana jeden jedyny raz w życiu, może być początkiem wielu kłopotów. Tak, ale pod warunkiem, że pochodzi z salonu „Violeqe”.

Właścicielka salonu sukien ślubnych „Violeqe” zapadła się pod ziemię. Szukają jej kontrahenci i część młodych panien, które miały pecha ubierać się u niej do ślubu. Kilka spraw jest już w sądzie. Policjanci proszą wszystkich, którzy czują się oszukani przez „Violege” o zgłaszanie się, bo podejrzewają, że klientek niezadowolonych z usług tego salonu, jest dużo.

Wioletta Z. postanowiła szybko się dorobić na sukniach ślubnych. Do chęci zysku doszło słabe krawiectwo, a z tego musiały się wziąć utarczki z klientkami. Niektóre zrywały umowy, ale były i takie, które nie miały już czasu krążyć po innych salonach i brały to, co właścicielka salonu im dostarczyła. A wiadomo, że kawałek koronki nie tak doszytej do sukni, może zepsuć całe wesele pannie młodej. Po takich weselach, część poskarżyła się organom ścigania.

Kopiowała wzory i sprzedawała suknie jako swoje
Gdy oszukane klientki zaczęły szukać mieszkanki pow. niżańskiego, ta zamknęła salon i przepadła. Nie tylko dla klientek, ale i dla kontrahentów. Chociażby dla rzeszowskiego salonu „La Belle”. Wioletta Z. kiedyś zamówiła w tym salonie 10 sukien, za które nie zapłaciła. Sprawa trafiła na policję, ale pani Wiola jeszcze odpowiedzialności uniknęła. Jeszcze, bo gdy właścicielka „La Belle” za którymś razem zawitała do salonu „Violege”, na manekinach zobaczyła suknie identyczne jak z jej katalogu, ale sprzedawane jako własne. Tego było już za dużo. „La Belle” nie był jedynym salonem tak potraktowanym przez Wiolettę Z. i właścicielki salonów, które kooperowały z „Vilege”, zawarły przymierze, czego efektem jest sprawa w sądzie.

Nie po suknie, ale po pieniądze za pracę, poszły do sądu też panie pracujące w stalowowolskim salonie. Gdy sprawa stała się głośna, na policję zgłaszali się kolejni właściciele lokali, w których Wioletta Z. wynajmowała pomieszczenia na swój salon. Każdy chce należnych pieniędzy, a teraz policja w Stalowej Woli chce tylko wiedzieć, kogo jeszcze przedsiębiorcza Wioletta Z. oszukała.

jam

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.