Całą noc wozili pijanego po Podkarpaciu

RZESZÓW, FRYSZTAK. Chorego psychicznie nietrzeźwego mężczyzny lekarz nie przyjął do izby wytrzeźwień

- Pacjent jest chory i trzeba go zawieźć z Frysztaka do szpitala w Rzeszowie – stwierdził lekarz pogotowia ratunkowego. – Na szczęście jest też pijany, więc można ten transport zlecić policjantom i niech zawiozą go do izby wytrzeźwień.

- Gość jest wprawdzie pijany, ale jest też chory, więc niech go policjanci wiozą do szpitala – odbił piłeczkę lekarz dyżurujący w rzeszowskiej izbie wytrzeźwień.

- Jest chory, ale pijany, wiec wieźcie go z powrotem na izbę – zadysponował lekarz w szpitalu.

- Nie przyjmę na izbę, bo jest chory – ponownie zawyrokował lekarz z izby wytrzeźwień.

I tak policjanci pół nocy wozili w tę i z powrotem człowieka, aż ten wytrzeźwiał, odmówił zostania w szpitalu i nad ranem został odwieziony do domu.

W noworoczny wieczór Waldemar S. z Frysztaka wpadł w alkoholową depresję i groził, że popełni samobójstwo. Był pijany. Badanie alkomatem wykazało u niego 1,23 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza, czyli około 2,5 promila. Przestraszona żona wezwała karetkę pogotowia. Lekarz wypisał choremu psychicznie pacjentowi skierowanie na oddział psychiatryczny. Nie miał jednak ochoty jechać karetką do Rzeszowa. Stwierdził, że nietrzeźwy mężczyzna powinien zostać przewieziony do Rzeszowa, do izby wytrzeźwień. Jednak Zbigniew R.. lekarz dyżurujący na izbie, odmówił przyjęcia pijanego pensjonariusza.

Policjanci zawieźli więc swojego podopiecznego do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Szopena. Ordynator Oddziału Psychiatrycznego orzekł, że pijany pacjent powinien najpierw wytrzeźwieć w izbie. Policyjny radiowóz, powiózł więc Waldemara S. ponownie na ul. Kochanowskiego.

Zbigniew R. tym razem bardzo obcesowo potraktował strzyżowskich funkcjonariuszy, a przede wszystkim zlekceważył chorego psychicznie pacjenta. W niewyszukanych słowach lekarz z izby kolejny raz odmówił przyjęcia nietrzeźwego mężczyzny. Odmówił też policjantom potwierdzenia na piśmie swojej decyzji.

Funkcjonariusze zawrócili więc na ul Szopena. Ordynator Oddziału Psychiatrycznego postanowił w końcu zaopiekować się trzeźwiejącym powoli pacjentem. Jednak Waldemar S. zdecydowanie odmówił poddania się hospitalizacji. Policjanci wpakowali go więc ponownie do radiowozu i… odwieźli do domu we Frysztaku.

Czy jeżeli chory psychicznie człowiek jest pijany, to nie może na Podkarpaciu liczyć na fachową pomoc lekarzy w sytuacji zagrożenia życia? Wszak Waldemar S. groził popełnieniem samobójstwa. Jednak w tym dramatycznym momencie ani lekarz pogotowia, ani lekarz izby wytrzeźwień nie udzielili mu pomocy medycznej. Zrzucili to na barki policjantów, którzy nie są przygotowani do opieki i pomocy chorym ludziom. Waldemar S. był przez kilka godzin pod niefachową opieką w radiowozie nieprzystosowanym do wożenia chorych psychicznie pacjentów. Gdyby nastąpiło nagłe pogorszenie się stanu tego człowieka, mogło dojść do tragedii, której policjanci nie byliby w stanie zapobiec.

Wygląda na to, że w noworoczną noc mogło dojść do naruszenia obowiązków zarówno przez lekarza pogotowia, jak i przez lekarza dyżurującego w izbie wytrzeźwień. Powinna to skrupulatnie zbadać prokuratura, a winni zaniedbań muszą ponieść konsekwencje. W przeciwnym przypadku następnym razem ktoś może umrzeć.

Ten artykuł właściwa prokuratura powinna potraktować jako obywatelskie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Imię i inicjał nazwiska pacjenta zostały zmienione, lecz są znane redakcji.

Do sprawy powrócimy.

Krzysztof Rokosz

do “Całą noc wozili pijanego po Podkarpaciu”

  1. wojtas

    czy lekarz oddziału psychiatrycznego moze odmówić przyjęcia osoby która była już leczona psychiatrycznie ponad to ma już próby samobójcze za sobą. Kobieta cały czas krzyczy że się zabije, podetnie sobie żyły. Kobieta przejawia objawy autoagresji oraz ma myśli samobójcze ale jest pod wpływem alkoholu. Proszę o pomoc i jakieś podstawy prawne

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.