Polityka na kredyt, czyli co każdemu Polakowi pozostanie po rządach Tuska

Fot .Wojciech Preisner

Kontynuujemy naszą akcję “Rozliczamy premiera Tuska z kłamliwych obietnic”. Dzisiaj przyglądamy się obietnicy ograniczania długu publicznego.

Oczy po mamusi, nosek po tatusiu, 20 tys. zł długu po Tusku – tak brzmi jeden z żartów opisujących politykę zadłużania państwa przez rząd PO-PSL. Właśnie tyle musiałby zapłacić każdy Polak, aby zniknął nasz dług publiczny. Według szacunków kierowanej przez prof. Leszka Balcerowicza Fundacji Obywatelskiego Rozwoju jego wysokość przekroczyła już 822 mld zł! Jest to efekt wielu lat wydatków publicznych znacznie przewyższających dochody, który swoje apogeum osiągnął właśnie za rządów Tuska.

- Państwo, które żyje na kredyt, nie będzie dla obywateli godne zaufania. Deficytu budżetu oznacza stały wzrost długu publicznego i wysokie koszty spłaty odsetek od tego długu (…) Żeby zbudować w tej dziedzinie zaufanie, zaufanie społeczne, także zaufanie ludzi do własnego państwa, potrzebne jest ograniczenie wzrostu długu publicznego. Dług publiczny nie może narastać w takim tempie jak do tej pory. W ciągu kilku lat budżet należy doprowadzić do stanu bliskiego równowagi. Tylko w ten sposób możemy trwale odsunąć groźbę ponownego wzrostu podatków i nagłych cięć wydatków socjalnych czy płac w sektorze publicznym. Dążenie do tego celu zrównoważonego budżetu wynika także z traktatów Unii Europejskiej – przemawiał w swoim expose w 2007 roku premier.
Tymczasem przez pierwsze 4 lata rządów PO-PSL nasz dług publiczny z 527 mld zł na koniec 2007 roku wzrósł gwałtownie do ponad 820 mld zł, a więc aż o prawie 300 mld zł! Oznacza to, że polityka Tuska zadłużyła każdego z nas, od najmłodszego do najstarszego, na prawie 8 tysięcy złotych. W regionie Europy Środkowo-Wschodniej wyższy poziom zadłużenia mają tylko Węgry, które w 2008 roku były zmuszone skorzystać z międzynarodowej pomocy MFW i Komisji Europejskiej.

Papier przyjmie wszystko
Od ponad 4 lat Platformie skutecznie udaje się odwracać uwagę opinii publicznej od tej sprawy, a jest ona obecnie jedną z największych barier dla szybkiego i bezpiecznego rozwoju gospodarczego Polski. W myśl ustawy o finansach publicznych dług publiczny nie może przekroczyć 60% PKB. Zdaniem wielu ekonomistów Polska pod rządami Tuska już przekroczyła ten poziom, ale prawdziwe zadłużenie udaje się ukryć dzięki tzw. kreatywnej księgowości ministra finansów Jacka Rostowskiego.
- Obecny rząd przygotował operację ukrywania długu publicznego przed obywatelami na skalę bez precedensu w nowożytnej historii. W ciągu 10 lat rząd planuje schować ponad 300 mld długu. 200 mld zostanie schowanych przez zabranie naszych składek z OFE i przeznaczenie ich na bieżące wydatki. 30 mld już zostało schowane w Krajowym Funduszu Drogowym, a ponad 70 mld złotych zostanie schowane w wyniki zmian w ustawie o BGK. Ten bank państwowy będzie zaciągał długi na budowę infrastruktury, a ten dług nie będzie wliczany do zadłużenia finansów publicznych – pisze na swoim blogu prof. Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP. W ten sposób dług publiczny stabilizuje się na papierze, a w rzeczywistości rośnie bardzo szybko – 56 mln zł każdego dnia, 2,3 mln zł na godzinę i prawie 650 zł na sekundę.

Prawdziwy dług
We wrześniu 2009 roku Paweł Dobrowolski z Instytut Sobieskiego opublikował raport pod tytułem “Wysokość długu publicznego Polski”, w którym policzył pozabilansowe zadłużenie Polski. Wynika ono przede wszystkim ze zobowiązań, które rządy będą realizowały w przyszłości, a które są już zapisane. Te zobowiązania najczęściej dotyczą systemu emerytalno-rentowego i systemu ochrony zdrowia. Po uwzględnieniu oficjalnego zadłużenia, przyszłych zobowiązań funduszu emerytalnego, zobowiązań związanych z KRUS, przyszłych kosztów emerytur mundurowych, pracowników wymiaru sprawiedliwości i nauki oraz kosztów funduszu emerytur pomostowych, ale bez wzrastających kosztów systemu ochrony zdrowia, wskaźnik polskiego długu do PKB wzrósł z 47% do… 208%. Tak wygląda prawdziwa polityka ograniczania długu publicznego przez Platformę. Zapłacimy za to my, nasze dzieci i wnuki w postaci wysokich podatków.

Od września 2010 roku nad budynkiem Cepelii przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie działa tak zwany “licznik długu publicznego”. Jego pomysłodawca – prof. Leszek Balcerowicz – chce za jego pomocą uświadomić Polakom niebezpieczeństwa związane z rosnącym długiem publicznym

Marcin Fisz

do “Polityka na kredyt, czyli co każdemu Polakowi pozostanie po rządach Tuska”

  1. Józef

    -8mld zagarnięte z funduszu rentowego ZUS
    - od 1.02.2012 większe o 2% składki rentowe (od tych obniżonych przez PIS)
    -majątek Polski (kapitał) wyprzedany prawie do cna oprócz istniejących jeszcze resztówek
    - armia prawie nie istnieje (oprócz tej która można zgromadzić na 1-dnym nowo zbudowanym stadionie)
    -historia i patriotyzm idą w zapomnienie
    - nauka i szkolnictwo wyższe nie przystosowane do potrzeb
    -z powodu wciąż nieistniejących dróg i autostrad jest więcej ofiar w jednym roku niż za PIS w ciągu 2 lat
    - o kolejach, stoczniach, zakładach dających pracę trzeba zapomnieć

    • bogacz hehe

      a co tam, mnie jest dobrze! mam zasiłek z opieki społecznej, chodze na obiady do restauracji „albert”, na śmietniku zawsze znajde kolacje i coś na śniadanie ! woda do picia jest w rzece, madrzy ci rządzacy ! w urzedzie pracy nawet się uśmiechają (mam nadzieję że się nie śmieją ze mnie bo premierem nie jestem pzeciez) posiedze 8 godzin w urzędzie na korytarzu bo ciepło, nie daja zdechnąć !

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.