Polowanie prokuratora Kostrzewy

Janusz Gajos jako prokurator Kostrzewa w filmie „Układ zamknięty”. Fot. Kino Świat

Nowości kinowe recenzuje Piotr Samolewicz.

„Układ zamknięty” jako dramat wypada znakomicie. Traci natomiast, gdy rozpatruje się go jako thriller.

Filmowi Ryszarda Bugajskiego towarzyszy zainteresowanie mediów, porównywalne do szumu, jaki wywołała premiera „Syberiady polskiej”. Potwierdza to tylko, że Polacy potrzebują rodzimego kina poruszającego ważne, „deficytowe” tematy. Kolejne emocje pojawią się za rok, gdy na ekrany, zgodnie z zapowiedziami producenta, wejdzie pierwszy film fabularny o katastrofie TU-154 M – „Smoleńsk” Antoniego Krauzego.

Fabuła „Układu zamkniętego” jest oparta na faktach. Ale wiedza o nich raczej pozbawia widzów przyjemności oglądania ciekawej historii. Dlatego napiszę jedynie, że w roku 2003 w Krakowie organy państwa przeprowadziły akcję w interesie jakiejś wpływowej grupy, która chciała przejąć dobrze prosperującą fabrykę trzech biznesmenów.

Filmowa akcja została przeniesiona do Gdańska, a reszta zgadza się prawie w całości. Scenarzyści – Mirosław Piepka, Michał Pruski i pomagający im reżyser Ryszard Bugajski – skupili się nie na trzech biznesmenach, a na państwowych funkcjonariuszach tworzących układ władzy. Motorem grupy jest prokurator Kostrzewa, który karierę zaczął w PRL. Wie, jak manipulować ludźmi, jak zdobywać i utrzymywać wpływy. Jest wytrawnym myśliwym, który wie, kiedy i gdzie ma się ustawić z bronią, by ustrzelić zwierzę. Nie zna litości, gdy chce wykluczyć ze stada słabego osobnika.

Wykorzystana przez reżysera metafora polowania jest na miejscu, gdyż łowiectwo było ulubionym sportem komunistycznej nomenklatury. Gdy urządza się polowanie na ludzi, nie obowiązują żadne reguły gry. Prawo można dowolnie interpretować, ludzi można szantażować, poddawać psychicznej i fizycznej presji.

Ryszardowi Bugajskiemu, doskonale pamiętającemu poprzedni system, udaje się oddać mechanizmy, jakie przejęła III RP. Reżyser kreując zależność łączącą prokuratora Kostrzewę z jego młodszym podwładnym, odwołuje się do filmów swoich  starszych kolegów, tworzących w latach 70. ub. wieku tzw. „kino moralnego niepokoju”, np. Krzysztofa Zanussiego. Bugajskiemu pomaga też aktorstwo Janusza Gajosa. Ta jego wrodzona, pozorna obojętność, to tylko jeden z atrybutów kogoś, kto wie, jak rozdaje się karty.

Nie trudno jednak zauważyć, że fakty, jakie posłużyły do zbudowania fabuły, trzymają trochę ją na uwięzi. Nie pozwalają tej sforze psów  puścić się w dzikim pędzie i dopaść widza za gardło. Obrazowi brakuje brawurowej, inteligentnie pomyślanej i zrealizowanej sceny. „Układ zamknięty” w małym stopniu spełnia wymogi amerykańskiego thrillera. Nie wzbudza aż takich emocji, brakuje w nim suspensu, tego elementu zaskoczenia, który wciąga widza w grę zasłon, niedomówień, zmyłek.

Z „Układu zamkniętego” można wyciągnąć kilka mało optymistycznych lekcji. Pierwsza brzmi następująco: z człowiekiem w III RP można zrobić wszystko. Druga mówi o tym, że ciągnie się za nami nierozliczone dziedzictwo  poprzedniego systemu. Trzecia lekcja jest już wyłącznie filmowa: takie obrazy jak „Układ zamknięty” uczą pokory wobec amerykańskiego kina gatunków.  Narzekamy na jego schematy, a nawet naiwność, ale na razie żaden polski twórca nie był w stanie  dorównać Amerykanom w kręceniu intrygujących thrillerów. Polski Hitchcock jeszcze się  nie narodził.

„Układ zamknięty”, reż. Ryszard Bugajski, wyst.: Janusz Gajos, Kazimierz Kaczor, Urszula Grabowska, Przemysław Sadowski.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.