Polski, lwowski, śląski, światowy

Wojciech Kilar w 2002 roku przekazał rzeszowskiemu stowarzyszeniu STORAT darowiznę (wita się z Martą Gutowską). Fot. archiwum STORAT
Wojciech Kilar w 2002 roku przekazał rzeszowskiemu stowarzyszeniu STORAT darowiznę (wita się z Martą Gutowską). Fot. archiwum STORAT

Wspominamy Wojciecha Kilara – wybitnego kompozytora, człowieka wielkiego serca.

Na forum popularnego portalu YouTube pod kompozycjami zmarłego Wojciecha Kilara można znaleźć wiele komentarzy. Fani na całym świecie słowami „genius”, „maestro”, „bets composer” przyjęli informację o śmierci wielkiego polskiego kompozytora.

Wojciech Kilar urodził się 17 lipca 1932 roku we Lwowie. Mówiąc o latach dzieciństwa kompozytor wspominał przepiękne, cudowne, polskie miasto. Po wysiedleniu Polaków ze Lwowa w 1944 roku przez krótki czas mieszkał w Rzeszowie, który w owym czasie był stacją przesiadkową dla wielu wysiedlanych Kresowian. W Rzeszowie nawiązał kontakt z pianistą profesorem Kazimierzem Mirskim. To on poradził młodemu pianiście, aby zajął się komponowaniem i to on pierwszy zapoznał go z muzyką Ravela, Debussy’ego i Szymanowskiego. W Rzeszowie matka Kilara, która był aktorką, grała główne role w „Marii Stuart” i „Balladynie”, a młody Kilar widział „Zemstę” Fredry z Hanuszkiewiczem jako Wacławem i Dejmkiem jako Papkinem.

Po Rzeszowie były Kraków i, od 1948 roku, Katowice, z którymi związał się na 60 lat. W stolicy Górnego Śląska młody Wojciech ukończył Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną Bolesława Woytowicza (fortepian i kompozycja). Na studiach kompozytor poznał swoją przyszłą żonę. – Basia miała wówczas 18 lat i była w klasie maturalnej, a ja byłem już na roku dyplomowym Akademii Muzycznej, miałem 22 lata – wspominał kompozytor po wielu latach. – Pewnego dnia szedłem korytarzem na parterze, nagle na zakręcie schodów mignęła mi sylwetka Basi i natychmiast zniknęła. Coś mnie w tej sylwetce zafascynowało i można powiedzieć, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. To prawdziwe zrządzenie Bożej Opatrzności porównuję do pioruna, jak w „Ojcu Chrzestnym”… (…) Nasze narzeczeństwo trwało bardzo długo, bo 12 lat, ale w tym też był palec Boży. Pobraliśmy się w kwietniu 1966 r. w katowickiej parafii katedralnej.

Od awangardy do tradycji
Wojciech Kilar do roku 1974, kiedy skomponował swój najsłynniejszy dzisiaj utwór, poemat symfoniczny „Krzesany”, uchodził za czołowego przedstawiciela polskiej awangardy muzycznej. Miał w swoim dorobku „Riff 62” (1962), kompozycję ultranowoczesną w brzmieniu i w formie, która stała się symbolem sprzeciwu wobec tradycji. „Riff 62” odniósł na festiwalu Warszawska Jesień niezwykły sukces: Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Śląskiej bisowała, a to się w nowej muzyce rzadko zdarza!

„Krzesany” wywołał szok. Wśród zwykłych melomanów zrobił furorę, profesjonaliści widzieli w nim coś fałszywego. Utwór zrobił jednak wielką karierę i jest wciąż bardzo chętnie grany i słuchany. Kilar nie dał jednak publiczności i krytykom wytchnienia i w dwa lata po „Krzesanym” napisał następny górski utwór – „Kościelec 1909” (1976), poświęcony Mieczysławowi Karłowiczowi, wybitnemu kompozytorowi, który w wieku 33 lat zginął pod lawiną właśnie pod Kościelcem w 1909 roku. Potem były następne utwory „góralskie”: „Siwa mgła” oraz „Orawa”. Kilar tworzył też muzykę sakralną. Zainspirowany różańcem jasnogórskim jest „Angelus”. W 2000 roku skomponował jedyną w swoim dorobku mszę „Missa Pro Pace”. Utwór powstał w intencji pokoju na nowe tysiąclecie. Dzięki kardynałowi Dziwiszowi kompozytor mógł wykonać mszę przed Janem Pawłem II.

Stylistyce przyjętej w utworach począwszy od „Krzesanego” pozostał Kilar wierny właściwie do końca. Operował uproszczonym językiem muzycznym, preferował stosowanie wielkich mas brzmienia, eksponował melodię i miał skłonność do wywoływania silnych emocji. Dotyczyło to zarówno utworów nawiązujących do muzyki ludowej, w szczególności folkloru podhalańskiego, jak i dzieł narodowo-religijnych, odzwierciedlających głęboką wiarę i patriotyzm kompozytora.

„Papież muzyki współczesnej”
Współpracę z kinem rozpoczął pod koniec lat 50. Napisał muzykę do ponad 170 filmów. Był „etatowym” kompozytorem  Krzysztofa Zanussiego, Kazimierza Kutza i Andrzeja Wajdy. Międzynarodową sławę przyniosła mu kompozycja do filmu Francisa Forda Coppoli „Dracula” w 1992 roku. Kompozycją na dwie orkiestry i stuosobowy chór polski kompozytor zrewolucjonizował hollywoodzką muzykę filmową, która zazwyczaj komponowana była na fortepian, a dopiero później rozpisywana przez innych muzyków na instrumenty.

Kompozycja do „Draculi” przyniosła Kilarowi międzynarodową sławę (awangardowy amerykański muzyk John Cage nazwał Kilara „papieżem muzyki współczesnej”); Kilar zaczął być stawiany w tym samym rzędzie co Ennio Morricone. Po „Draculi” rozpoczął współpracę z reżyserami z całego świata, m.in. z Jane Campion („Portret damy”) i Romanem Polańskim („Śmierć i dziewczyna”, „Pianista” i „Dziewiąte wrota”).

Najwybitniejszymi i twórcami filmowymi w opinii polskiego muzyka byli Michelangelo Antonioni, którego cenił za to, że połączył melodramat z metafizyką, oraz Francis Ford Coppola. „Ojca chrzestnego” Coppoli Kilar przyrównał do „Bolera” Ravela. – Wszystko genialnie rozpisane, co do ułamka sekundy. Nie da się tam wcisnąć ani żyletki – mówił o dziele Coppoli. Wysoko cenił też pierwszą część „Czasu Apokalipsy” tego reżysera. Za genialną scenę uważał nalot helikopterów przy muzyce Wagnera.

Jasna Góra drugim domem
Wojciech Kilar był osobą wierzącą. Nawrócił się w stanie wojennym na Jasnej Górze. Od tamtego czasu jasnogórskie sanktuarium było jego drugim domem, na Jasnej Górze świętował swoje urodziny. Muzyk cieszył się specjalnymi względami gospodarzy sanktuarium – ojców paulinów. W 2007 roku udzielił „Rzeczpospolitej” znaczącego wywiadu o tytule „Jestem z zaścianka”, w którym wyznał: „ Gdy zacząłem słyszeć o „moherowych beretach”, uświadomiłem sobie, że ja jestem właśnie z takiego domu, że moja babcia, gdyby dzisiaj żyła, to byłaby słuchaczką Radia Maryja. Ja też go słucham (…).”

Był patriotą, czego nie musiał deklarować słowami, bo swoje uczucia do polskiej, lwowskiej, śląskiej i góralskiej tradycji i kultury przekazywał najpiękniej jak mógł, czyli w muzyce. Gdy autor wzruszających walców i polonezów filmowych, m.in. w „Panu Tadeuszu” Wajdy, poparł projekt IV RP, ubolewał nad panującą w Polsce nienawiścią polityczną.

Ofiarny darczyńca
Był skromnym, otwartym i szczerym człowiekiem, kochającym zwierzęta. Takim zapamiętała go weterynarz Marta Gutowska z Rzeszowa, jedna z założycielek Stowarzyszenia Cywilnych Zespołów Ratowniczych z Psami (STORAT), dziś prezes tej społecznej organizacji. W maju 2002 roku do Rzeszowa przyjechał kompozytor, by pokierować wykonaniem swojej mszy „Missa Pro Pace” na 41. Muzycznym Festiwalu w Łańcucie. Wtedy też zawitał do domu pani Gutowskiej, bo dowiedział się z prasy, że to właśnie działacze świeżo założonego w Rzeszowie stowarzyszenia odnaleźli 3-letniego chłopca z Żor zagubionego w lesie. W obecności ówczesnego prezesa STORAT-u Jana Jarosińskiego, Wojciech Kilar zadeklarował darowiznę 10 tys. zł i tak uczynił.

– Zaufał nam na tyle, że przekazał pieniądze, nie żądając informacji, na co je wykorzystamy. Była to pierwsza licząca się darowizna dla Stowarzyszenia, za którą kupiliśmy sprzęt, profesjonalne latarki i GPS – mówi prezes STOART-u Marta Gutowska. – Okazało się, że pan Kilar bardzo lubił psy. Mieliśmy świeżo urodzone szczeniaki, które chciał zobaczyć. Pokazaliśmy mu jednego noworodka, którego kompozytor zaczął przytulać – opowiada pani Marta.

Od 2007 roku, gdy zmarła żona Barbara, wielki kompozytor żył w samotności. Oddawał się lekturze „Boskiej komedii” Dantego. Nocami słuchał i komponował muzykę. Cztery „Sonety  dla Laury” na baryton i fortepian według Petrarki skomponował w hołdzie zmarłej żonie, z domu Pomianowskiej, kuzynce Bogumiła Kobieli. Wojciech Kilar zmarł w ostatnią niedzielę 2013 roku po długich zmaganiach z chorobą.

Piotr Samolewicz

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments