Pomógł rannemu w wypadku

KROSNO. Ciężko ranny motocyklista żyje dzięki błyskawicznie udzielonej pierwszej pomocy

- Zobaczyłem, że jest wypadek i zatrzymałem się – relacjonuje ratownik dziennikarzom portalu Krosno24.pl. – Podszedłem do poszkodowanego, leżał na boku, odwróciłem go, żeby sprawdzić czy oddycha. Był cały we krwi…

- Do wypadku doszło we wtorek około godziny piętnastej w Krośnie – informuje podinsp. Marek Cecuła, oficer prasowy krośnieńskiej policji. – Na dwujezdniowej alei Jana Pawła II 29-letni mieszkaniec gminy Jedlicze jechał motocyklem romet w kierunku Jasła. Był na lewym pasie ruchu. Zjechał na pas zieleni rozdzielający jezdnie i uderzył w latarnię. Mężczyzna doznał urazu głowy i nieprzytomny został przewieziony do krośnieńskiego szpitala. Jego stan jest ciężki. Wyjaśniamy szczegółowe okoliczności tego wypadku. Prawdopodobnie w zdarzeniu nie uczestniczył inny pojazd.

Dziennikarze portalu Krosno24.pl dotarli do człowieka, który pierwszy nadjechał na miejsce dramatu. Prawdopodobnie tuż po wypadku. Jest to Jacek, ratownik wodny pracujący na basenie.

- Oceniłem parametry życiowe rannego – mówi dalej ratownik. – Miał pękniętą czaszkę Widziałem ruch klatki piersiowej. Udrożniłem mu drogi oddechowe. Mężczyzna zakrztusił się krwią. i zaczął oddychać. Wtedy nadjechał ambulans pogotowia ratunkowego. Mam nadzieję, że lekarzom uda się uratować tego człowieka.

- Najważniejsze są te pierwsze minuty po wypadku – podkreśla dr Tadeusz Nowosad, anestezjolog.- Pogotowie może dojechać najwcześniej po pięciu, sześciu minutach od wezwania. Jeżeli w tym czasie poszkodowany nie oddycha i nie pracuje jego serce, w mózgu zachodzą nieodwracalne zmiany. Dlatego tak ważne jest, by w tych pierwszych kilku minutach udrożnić drogi oddechowe, w razie potrzeby rozpocząć sztuczne oddychanie i masażem serca podtrzymać pracę układu krążenia. Na ogół trwa to kilka minut. Potem przyjeżdża pogotowie i ratownicy przejmują opiekę nad rannym.

Krzysztof Rokosz

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.