Pomogli odebrać życie 44 dzieciom

Oskarżonym grozi do 8 lat pozbawienia wolności. Prokurator nie zgodził się na to, by dobrowolnie poddali się każe. Fot. bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. 39-letnia Edyta W. i 50-letni Jerzy K. przyznają się, że wysyłali paczki z tabletkami, ale twierdzą, że nie były to środki poronne, ale… implanty dentystyczne.

163 zarzuty zawiera akt oskarżenia, który w czwartek (14.03) w skróconej wersji został odczytany przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu w sprawie Edyty W. (39 l.) i Jerzego K. (50 l.). Kobieta i mężczyzna odpowiadają za wprowadzenie do obrotu środków farmaceutycznych, pomoc w przerywaniu ciąży i fałszowanie dokumentów.

Spośród 163 zarzutów objętych aktem oskarżenia, 43 dotyczą przestępstw, które zdaniem prokuratora oskarżeni popełnili wspólnie i w porozumieniu. Kobieta i mężczyzna nie przyznają się do tego, by działali wspólnie. Przyznają się, że wysyłali paczki z tabletkami, ale nie należały one do nich i nie wiedzieli, jakie znajdują się z nich farmaceutyki.

Adam P.
- Paczki otrzymywałem od Adama P. – twierdzi Jerzy K. – On mi je dostarczał wraz z namiarami na adresata. Ja je tylko wysyłałem, być może czasem na poczcie musiałem przepisać druk nadania, bo był on nieczytelny, i dlatego na drukach wysyłkowych znajduje się moje pismo. To nie były jednak moje paczki. Nie dawałem ogłoszeń o sprzedaży środków poronnych i nie umawiałem się na takie wysyłki telefonicznie.

Zgodnie z linią obrony mężczyzny, za handlem tabletkami stoi niezidentyfikowany Adam P. Oskarżony twierdzi, że poznał takiego mężczyznę na dyskotece w 2009 r. i że był on technikiem dentystycznym oraz „miał swoją klinikę w jakimś mieście”. Mężczyzna nie jest jednak w stanie powiedzieć w jakim, widział jednak jej zdjęcia… – Ode mnie Adam P. chciał wynająć dom w Inowrocławiu, w którym także chciał urządzić klinikę – mówi oskarżony. A pytany przez sędziego o adres zamieszkania Adama P. powiedział, że z tego co wie, to Adam P. pochodzi „z okolic Podkarpacia” oraz że poruszał się oplem vectrą na niemieckich tablicach rejestracyjnych i mieszkał „gdzieś pod Berlinem”. Nie spotykaliśmy się często, po prostu czasami prosił mnie, abym nadał jakieś paczki. Myślałem, że są w nich implanty dentystyczne.

Tylko wysyłała paczki
Na pytanie sędziego, czy Adam P. kontaktuje się oskarżonym, 50-latek przyznał, że nie. – Od chwili mojego aresztowania (12 lipca 2011 r.) nie mam z nim kontaktu. Próbowałem się z nim skontaktować swoimi sposobami, ale mi się nie udało – powiedział mężczyzna.

Edyta W., która przyznała, że ze współoskarżonym związana jest od 20 lat, twierdzi że nigdy nie poznała Adama P. – Widziałam tylko raz jego samochód pod domem. Adam P. był u nas raz i rozmawiał z Jerzym kilka godzin. Ja im nie przeszkadzałam – mówiła Edyta W. Kobieta twierdzi, że może pod koniec wysyłania paczek domyśliła się, co w nich jest, po tym jak podsłuchała rozmowę partnera, wcześniej jednak nie wiedziała. Paczki wysyłała, gdyż prosił ją o to konkubent.

Prokuratura szukała tajemniczego Adama P., sprawdzała, czy do kogoś takiego należy jakieś centrum medyczne, ale żadna z informacji podanych przez oskarżonego nie potwierdziła się.

Makabryczne statystyka
W sprawie handlu środkami poronnymi przesłuchanych było ponad 130 świadków. Z aktu oskarżenia wynika, że Jerzy K. i Edyta W. wysyłając tabletki poronne pomogli w okresie od 2009-2010 r. w odebraniu życia 44 nienarodzonym dzieciom. W 13 przypadkach prokuratura postawiła parze zarzut usiłowania nieudolnego przerwania ciąży, gdyż albo tabletki nie doprowadziły do poronienia, albo kobiety, którym wydawało się, że spodziewają się dziecka, faktycznie w ciąży nie były. Jeden zarzut dotyczy przypadku dziecka, które miało już za sobą 25 tygodni życia płodowego. Jego matka zażyła środki poronne, ale przestraszyła się konsekwencji i zgłosiła się do szpitala. Dziewczynkę uratowano, a jej matka będzie zeznawać na najbliższej rozprawie.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.