Ponad 70-osobowa załoga do zwolnienia!

KORCZYNA. Czarne chmury zawisły nad jednym z największych zakładów w Korczynie

Korczyńska chłodnia wstrzymała działalność. Powód? Dostawcy energii, wody i gazu wypowiedzieli umowy. Robert Kowalik, prezes spółki „Ostfrost”, która dzierżawiła zakład, złożył wniosek o upadłość. Jest winien pracownikom około 200 tys. zł. ! W piątek (25 bm.) zorganizował spotkanie, by wręczyć załodze wypowiedzenia. – Od listopada ub.r. nie otrzymywaliśmy poborów. Teraz zostaliśmy bez pracy. Co z nami będzie? Zostało nam zaledwie parę lat do emerytury. Kto nas teraz zatrudni?! – pytają zrozpaczeni ludzie, którzy w chłodni przepracowali kilkadziesiąt lat.

Podkarpacki przetwórca warzyw i owoców – chłodnia w Korczynie od 2005 roku była dzierżawiona przez spółkę „Ostfrost”. Przed tym rokiem należała do upadłej spółki „Chłodnie Igloopol” w Dębicy. Niestety, zakład upadł. Odcięto prąd, gaz i wodę. Na hali produkcyjnej maszyny zaplombowane i oklejone przez komornika. Jak ustaliliśmy, należą do firmy z Wrocławia. Zostały tak zabezpieczone przez kradzieżą. Rolę ochroniarzy pełnią… pracownicy. Mimo, że produkcja mrożonek stanęła, muszą przychodzić do zakładu i przez długie godziny tu przebywać, marznąć do szpiku kości.

- Branża przetwórstwa owocowo-warzywnego jest bardzo trudna do prowadzenia – nie ukrywa Robert Kowalik. – Najtrudniejszym okresem był przełom 2009/2010 roku – informuje. – Zakład posiada przestarzałe technologicznie maszyny, niektóre pamiętają jeszcze lata 50. Stare urządzenia są bardzo energochłonne. Za same rachunki za prąd płaciliśmy najmniej 85 tys. zł aż do 125 tys. zł. Poważna awaria jednego z urządzeń spowodowała, że mimo tego, iż mieliśmy duży zapas surowców, to nie mogliśmy ich przerobić w wyznaczonym czasie i nie osiągaliśmy oczekiwanej odpowiedniej wydajności produkcji. Bardzo niska produkcja z powodu awaryjności maszyn pogrążyła ostatecznie firmę – wyjaśnia prezes.

- Do tego dochodzą jeszcze duże rachunki za wodę – płaciliśmy za nią od 25 do nawet ponad 40 tys. zł miesięcznie. W październiku zużyliśmy dużo wody. Było zadłużenie rzędu 50 tys zł. Co tydzień płaciłem dostawcy wody po 5 tys. zł, czyli tyle ile mogłem mu wtedy zapłacić. Któregoś piątku przed Świętami Bożego Narodzenia zapłaciłem kolejne 5 tys., a mimo to i tak w poniedziałek zakręcili nam wodę i zażądali spłaty całego zadłużenia – mówi prezes. – Gdy odcięli nam wodę, praktycznie nie produkowaliśmy, pracownicy zajmowali się sortowaniem jeszcze przez prawie cały styczeń. 8 lutego zakład energetyczny rozwiązał z nami umowę. Trzeba było więc wypompować amoniak z instalacji, a to wiązało się niestety z wygaszeniem pracy – dodaje smutno Kowalik..

W różnych okresach w zakładzie pracowało nawet ponad sto osób. Przez ostatnie miesiące zatrudnionych było ponad 70 osób. – Już na początku 2010 r. zakład zaczął kuleć. Wynagrodzenia wypłacano nieregularnie i w ratach. Jednak były i to się liczyło. Potem było coraz gorzej. Niektórzy sami wypowiadali umowy – opowiadają ludzie, a wśród nich są tacy, którzy przepracowali w zakładzie 12, 20, a nawet 30 kilka lat. – Nie zarabialiśmy tu kokosów, było to 1100 na rękę, jednak cieszyliśmy się, że w ogóle mamy pracę. A teraz zostaliśmy pozbawieni źródła utrzymania. Jak teraz wyżywimy rodziny? – pytają ze łzami w oczach

- Rozmawialiśmy kilkakrotnie z dzierżawcą chłodni. Sugerowaliśmy, by dogadał się z dostawcami surowców. Gmina nie ma możliwości uregulowania należności za zakład – mówi Jan Zych, wójt Korczyny. – Jaki widać historia lubi się powtarzać. Kilka lat temu chłodnia została zamknięta na kilka miesięcy. Są firmy zainteresowane jej dzierżawą – dodaje.

Wioletta Zuzak

do “Ponad 70-osobowa załoga do zwolnienia!”

  1. Karol

    Trzeba zapytać działaczy związkowych czy byli zadowoleni z likwidacji dębickiego Igloopolu licząc, że się uwłaszczą na ich majątku.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.