Pościg kryminalnych za multizłodziejem samochodów

50-letni Wojciech G. specjalizował się głównie w kradzieżach citroenów berlingo, nie gardził też peugeotami. Fot. Paweł Bialic

RZESZÓW. Niepozorny, schorowany, ale potrafił szaleńczo uciekać po ulicach Rzeszowa, a później biec jeszcze kilka kilometrów.

Było jak w filmie. Zasadzka, szaleńczy pościg za samochodem pędzącym momentami 180 km/h, a później złodziej uciekał blisko 7 km przez las. Wytropił go w końcu policyjny pies. Efekt jest taki, że wylądował w szpitalu, bo ma problemy sercowe i na razie policjanci muszą go tam pilnować. Gdy jego stan się polepszy, trafi prawdopodobnie do aresztu tymczasowego w Krakowie, bo podobno jego stan zdrowia jest bardzo zły. O Wojciechu G. (50 l.), mieszkańcu Łańcuta, pisaliśmy w ubiegłym roku jako pierwsi. Mężczyzna dostał wówczas 11 zarzutów za kradzieże citroenów berlingo i peugeotów partner, choć nieoficjalnie na koncie miał prawdopodobnie kilkadziesiąt kradzieży samochodów. Został jednak wypuszczony z aresztu ze względu na stan zdrowia, a w środę wpadł kolejny raz na kradzieży citroena wartego około 50 tys. zł.

W środę nad ranem kryminalni z rzeszowskiej komendy policji przygotowali na Wojciecha G. zasadzkę przy ul. Miłocińskiej. Mężczyzna pędził ukradzionym samochodem ul. Warszawską w kierunku Głogowa Młp. Udało mu się dojechać do lasów i tam porzucił auto, a następnie już pieszo uciekał przez około 7 km. Gdy został zatrzymany, był w kiepskim stanie. Tak przynajmniej sam twierdził. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Wojciech G. miał już zawał serca, dlatego trafił do jednego z rzeszowskich szpitali. – Dzisiaj rano jeszcze pilnowali go policjanci – mówił w czwartek podkomisarz Adam Szeląg z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. Później mężczyzna trafi do policyjnego aresztu, następnie prawdopodobnie do aresztu śledczego przy ul. Montelupich w Krakowie, bo tam jest jeden z największych oddziałów szpitali więziennych w Polsce. Oficjalnie wpadł tym razem na kradzieży jednego auta, ale prawdopodobnie na koncie ma o wiele więcej innych kradzieży.

Znał się na samochodach, bo jest byłym mechanikiem
Mężczyzna co prawda mieszka w Łańcucie, ale pochodzi z zupełnie z innego regionu Polski. Wcześniej już odsiadywał wyrok za kradzieże w Niemczech, a wiele lat temu był, jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, mechanikiem w Peugeocie, stąd znał się na samochodach jak mało kto.

W ubiegłym roku w Prokuraturze Rejonowej dla miasta Rzeszów usłyszał 11 zarzutów za kradzieże aut głównie w Rzeszowie, ale także w Poznaniu. Policjanci odzyskali jeden z samochodów, ukradziony właśnie w Poznaniu. Zarzuty dotyczą kradzieży w latach 2010 – 2012. Mężczyzna działał niezwykle profesjonalnie, a jak udało nam się ustalić – dwa ukradzione samochody zostały zarejestrowane na pewną kobietę. 50-latkowi udało się zarejestrować auta, bo m.in. wspawał nowe numery nadwozia.

Już w ubiegłym roku po zatrzymaniu przez policjantów skarżył się na kłopoty kardiologiczne, podobnie jak obecnie, ale wylądował w areszcie. – Tego faceta nic nie zresocjalizuje. Zna się na kradzieżach, to nie będzie już nigdy pracował uczciwie, a pobyty w więzieniu to tylko ryzyko zawodowe – mówi nam jeden z rzeszowskich policjantów.

Grzegorz Anton

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
blokers Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
blokers
Gość
blokers

jezeli nie da się frajera zresocjalizować,to poco fundować mu wycieczki krajoznawcze do Krakowa?.Na załązu zawsze jakiś felczer dyzur trzyma i da sobie rade.Jezeli nie ,to zaoszczędzi wiele spolecznych pieniedzy