Potężny kolos uszkodził ponad 70 nagrobków. Straty są ogromne

Cmentarz w Targowiskach został potwornie zrujnowany. Trwa wyjaśnianie przyczyny tego niecodziennego zdarzenia.

TARGOWISKA (gm. Miejsce Piastowe). Straty są ogromne – wstępnie oszacowano je na kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Mimo, że od tego niecodziennego zdarzenia minęło kilka dni, ludzie do dziś nie mogą zrozumieć, dlaczego operator potężnego spychacza nie zdołał zapanować nad maszyną i przejechał przez cmentarz niszcząc przy tym nagrobki. Na razie nie wiadomo co było przyczyną dewastacji nekropolii. Wiadomo za to, że zbadany zostanie stan techniczny spychacza.

Przypomnijmy. Do zdarzenia doszło w czwartek w godzinach przedpołudniowych. Operator 18-tonowego spychacza nie zapanował nad pojazdem, który nie zatrzymując się przejechał przez cmentarz niszcząc – jak policzono ponad 70 nagrobków. 50-letni operator akurat wykonywał prace przy niwelacji terenu pod boisko szkolne. Teren, gdzie wykonywał prace znajdował się w odległości około 200  metrów od cmentarza. W pewnym momencie potężny pojazd zjechał z placu budowy i skierował w stronę nekropolii. Przejechał przez łąki, staranował ogrodzenie i wjechał na cmentarz. Niszczył przy tym po drodze kolejne nagrobki. Na jego trasie znalazły się też kilkumetrowy krzew, który został wyłamany oraz kolejne elementy cmentarnego ogrodzenia. Następnie zatrzymał się na poboczu drogi.

Potwornie zrujnowana nekropolia
Cmentarz został potwornie zrujnowany. Rozwalone nagrobki z połamanymi tablicami i krzyżami, rozbite znicze, połamane płyty, poprzewracane kwiaty i wiązanki, mnóstwo gruzu – taki makabryczny widok  zastali ci, którzy akurat w tym czasie pofatygowali się w to miejsce, by uporządkować groby swoich najbliższych, zapalić znicze i pomodlić się. Rodziny zmarłych tu pochowanych są zszokowani. – Oby tylko wypłacono nam odszkodowania, za które można by odbudować nagrobki – mówili nam na miejscu zdarzenia.

Przeprowadzone wstępne badanie wykazało, że 50-latek był trzeźwy. Operatorowi pobrano także krew do badań, które mają ostatecznie potwierdzić, czy mężczyzna faktycznie nie był pijany.  – Podczas wstępnej rozmowy operator nie potrafił sensownie wytłumaczyć jak doszło do zdarzenia. Twierdził, że doszło do awarii, która nie pozwoliła mu panować nad sprzętem – informuje Marek Śliwiński z KMP w Krośnie. – Biegły do spraw motoryzacji wypowie się na temat stanu technicznego maszyny. Dalsze czynności mają wyjaśnić czy doszło do awarii maszyny, błędu lub chwilowego załamania sprawności fizycznej operatora. Jak się dowiedzieliśmy, osoby poszkodowane powinny kontaktować się z komisariatem policji w Rymanowie.

Wioletta Zuzak

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.