Potężny wybuch gazu zniszczył doszczętnie cały dom

Tyle zostało z domu mieszkańca Baryczki po wybuchu gazu ulatniającego się z butli. Fot. Wit Hadło

Tyle zostało z domu mieszkańca Baryczki po wybuchu gazu ulatniającego się z butli. Fot. Wit Hadło

BARYCZKA (GM. NIEBYLEC). – Ten wybuch gazu to jakby bomba wybuchła. Do teraz nie mogę się otrząsnąć – mówi nam 83-letnia mieszkanka Baryczki.

Dwanaście wozów strażackich, czterdziestu pięciu strażaków, karetki, śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, policjanci i częściowo zablokowana droga krajowa nr 9, to efekt piątkowego wybuchu gazu, do którego doszło około godziny 14. Gospodarz domu, 73-letni mężczyzna, trafił z rozległymi ranami do centrum leczenia oparzeń w Łęcznej.

Siła eksplozji była tak wielka, że jedno z okien przeleciało kilkadziesiąt metrów nad drogą krajową nr 9 i wpadło do rowu. W sąsiednim domu zniszczonych zostało aż 11 szyb, dwa samochody, odłamki szkła powbijały się w elewację. Sąsiedzi 73-latka pokazywali nam na swoim podwórzu należące do starszego mężczyzny m.in. porozrywane firanki, resztki szkła, czajnik, a nawet futrynę, która pokonała w powietrzu dobre kilkanaście metrów. Mieszkaniec sąsiedniego domu opowiada nam, że drzwi garażu były zamknięte na klucz, a siła wybuchu je otworzyła. Trzeba dodać, że miał ogromne szczęście. – Dosłownie za chwilę miałem wychodzić z domu do pracy wyjściem – właśnie tam, gdzie powstało najwięcej zniszczeń – mówi.

Ulatniający się gaz z butli?
Teraz wiadomo, że w domu był tylko 73-latek, a jego żona przebywała wówczas u znajomych. Na szczęście w domu nie było także wynajmujących pokój mężczyzny i kobiety, tyle że strażacy, którzy przyjechali na miejsce, nie wiedzieli tego. Gdy przyjechali, rannego 73-latka nie było już w środku, bo wcześniej z domu, w którym doszło do wybuchu, wyniósł go syn, który niedaleko stamtąd remontował inny budynek. Mężczyzna był nieprzytomny i został zabrany do szpitala śmigłowcem.

- Nie wiedzieliśmy jednak, czy ktoś jest jeszcze w środku i ile jest butli z gazem – opowiada mł. kpt. Damian Łojek, rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Strzyżowie. Dlaczego butle z gazem? Ponieważ w budynku nie było podłączonej instalacji gazowej. Ostatecznie okazało się, że w domu były cztery butle, a na zewnątrz jeszcze dwie. Żadna jednak nie wybuchła. – Najprawdopodobniej z butli ulatniał się gaz, a wówczas naprawdę niewiele trzeba, żeby doszło do wybuchu – dodaje mł. kpt. Łojek. – Wystarczy wówczas zaświecić światło czy np. zapalić papierosa – dodaje.

IMG_3744

Dom nie nadawał się do mieszkania
Dom całkowicie nie rozpadł się, ale to, co zostało, trzeba było koparkami oraz innym sprzętem uporządkować. Ostatecznie został właściwie sam gruz, na miejscu tego, co wcześniej było budynkiem mieszkalnym. Co było przyczyną wybuchu, badać będzie biegły, który razem z prokuratorem i policjantami oglądał szczątki domu w sobotę. Po wsi krążą różne plotki na temat przyczyn wybuchu, ale, jak słusznie zauważył rozmawiający z nami prokurator, trzeba ustalić wszystkie fakty i wówczas będzie można mówić o tym, dlaczego doszło do eksplozji.

Grzegorz Anton

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.