Powyborczy wzrost zarażeń

Fot. Wit Hadło

Premier Mateusz Morawiecki przed wyborami prezydenckimi przekonywał Polaków, że koronawirus jest „w odwrocie” i można iść zatem bez strachu głosować. – Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się koronawirusa i epidemii. To dobre podejście, bo COVID-19 jest w odwrocie, już nie musimy się go bać. Trzeba pójść na wybory – mówił szef polskiego rządu przed II turą wyborów, 2 lipca w Tomaszowie Lubelskim, ale usłyszała go wszak cała Polska. A ponad 20 milionów wyborców zaufało premierowi, stąd rekordowo wysoka frekwencja w wyborach. Teraz notujemy wzrost zakażeń koronawirusem, a także wzrost liczby zgonów wskutek niego. – To co zrobił premier Morawiecki było nieodpowiedzialne – uważa prof. Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego w latach 2010-16. – Przekonywał Polaków z całą mocą tuż przed II turą Polaków, że nic im już nie grozi, więc nie tylko poszli na wybory, ale także stracili czujność na koronawirusa w codziennym życiu – dodaje.

Kiedy w marcu koronawirus sprawił, że gdy tylko mogliśmy zostawaliśmy w domach, a zachowywanie dystansu społecznego stało się szybko naszym nawykiem, wszyscy ciężko to znosiliśmy. Codzienne raporty o nowych zakażeniach i zgonach na koronawirus utwierdzały nas w przekonaniu, że trzeba stosować się do obostrzeń, a ci których nie przekonywały, mogli liczyć się w karami za swą niefrasobliwość. Choć rządzący na siłę chcieli doprowadzić do wyborów prezydenckich w maju, choćby i korespondencyjnych, stało się jasne, że nie można ich przeprowadzić, choć władza uparcie nie chciała ogłosić stanu klęski żywiołowej. Jednak przeprowadzenie wyborów w końcu czerwca stało się dla Zjednoczonej Prawicy absolutnym priorytetem, więc sam premier Mateusz Morawiecki zaczął Polaków przekonywać, że wirus staje się coraz mniej aktywny i udział w wyborach będzie bezpieczny,a rząd zaczął „luzować” obostrzenia związane z kornawirusem. 28 czerwca Polacy poszli głosować na prezydenta RP, a tymczasem 30 czerwca Tedros Adhanom Ghebreyesus, szef Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) ogłosił wprost: – Pandemia COVID-19 nawet nie zbliża się jeszcze do końca. Choć wiele krajów poczyniło postępy w walce z wirusem, tak naprawdę pandemia przyspiesza – podkreślał.

A w Polsce trwała w najlepsze kampania wyborcza przed II turą, zaś sondaże pokazywały minimalne różnice w prognozowanych wynikach Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego. 2 lipca, premier Morawiecki w Tomaszowie Lubelskim zachęcał Polaków do głosowania przekonując, że koronawirus jest w odwrocie, nie ma się czego bać, a głosowanie jest bezpieczne! – To było po prostu nieodpowiedzialne ze strony premiera – stwierdza wprost w rozmowie z Super Nowościami prof. Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego w latach 2010-16. – Nie wiem jak państwo, ale ja nie widziałem, by słowa premiera o wirusie „w odwrocie” i o tym, że już nie ma czego się bać autoryzował swą obecnością podczas tej wypowiedzi choćby jeden uznany autorytet z dziedziny wirusologii – zauważył prawnik. – Pan premier nie jest autorytetem w tej dziedzinie, a wypowiadał się pewnie, jak noblista- uśmiecha się prof. Rzepliński z przekąsem.- Choć Mateusz Morawiecki jest „bajkopisarzem” i „zna się na wszystkim, jest także szefem naszego rządu! Ludzie mu uwierzyli, że jest, jak mówi – podkreśla prof. Rzepliński. – I nie chodzi wcale tylko o same wybory, bo w lokalach wyborczych w większości zachowywaliśmy ostrożność i dystans, ale o ogólne przekonanie Polaków, że koronawirus już nie jest groźny. Przez to straciliśmy czujność i przestaliśmy zachowywać ostrożność. Zaczęliśmy się odwiedzać, chodzić tłumnie na wesela i inne imprezy, powróciło witanie się uściskiem, czy pocałunkiem w policzek. A tymczasem, jak się przekonujemy, koronawirus wcale nie „odpuszcza” i tak naprawdę nie wiemy ilu z nas już się przez to zaraziło i ilu jeszcze zarazi – przestrzega prawnik.

Czy zatem ktoś mógłby szefa naszego rządu pozwać za to co mówił. A mówił dla celów politycznych? Artykuł 8 Kodeksu Postępowania Administracyjnego mówi, że: ”Organy administracji publicznej prowadzą postępowanie w sposób budzący zaufanie jego uczestników do władzy publicznej, kierując się zasadami proporcjonalności, bezstronności i równego traktowania.” – Ktoś kto po tych deklaracjach premiera nabrał przekonania, że nic mu już w związku z koronawirusem nie grozi i zaraził się, mógłby żądać od M. Morawieckiego publicznego ubolewania i odwołania jego słów. Pamiętajmy jednak, że wyzdrowienie z choroby nim powodowanej nie jest powrotem do zdrowia sprzed zakażenia. Choroba ta pozostawia ślady w płucach, nerkach, czasem mózgu. A gdyby ktoś stracił kogoś bliskiego, kto zmarł, bo zaufał w to co premier mówił? Taki ktoś mógłby się pokusić o pozwanie prezesa Rady Ministrów – stwierdza prof. Rzepliński. – Ponadto art. 68 Konstytucji mówi o tym, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia, a na straży tej ochrony stoi przecież rząd – dodaje.

Monika Kamińska

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o