Pracują na dachach bez zabezpieczeń!

Trzech pracujących na wysokości i żadnego zabezpieczenia. To nasze redakcyjne zdjęcie, z którego PIP nie będzie miała użytku. Ale czy warto ryzykować?

STALOWA WOLA. Śnieg i wysokość im niestraszne. Bardziej boją się Państwowej Inspekcji Pracy.

Inspektorzy PIP ografują ludzi odśnieżających dachy. Reporterska pasja przydaje im się przy ewentualnych postępowaniach prawnych, a tych nie brakuje. Pracujący na dachach, nadal nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństw, jakie im grożą. Pracują bez zabezpieczeń i dziwią się mandatom, a te nie są małe. Zaczynają się od tysiąca złotych.

Aura napędza popyt firmom wykonującym prace na wysokościach. Gdy brakuje rąk do pracy na dachu, pracodawcy najczęściej posyłają tam podległych sobie pracowników. Zapominają, że musi to być pracownik nie tylko przeszkolony, ale i z predyspozycjami do pracy na wysokościach.

Lista przewinień jest długa

- Najczęstszym przewinieniem jest brak odpowiednich badań lekarskich – mówi Małgorzata Kulpa, kierownik Oddziału PIP w Tarnobrzegu. – Pracujący na wysokościach nie mają kasków ochronnych, lin zabezpieczających. Wymieniać można długo, ale w porównaniu do poprzedniej zimy, nie jest najgorzej.

Ubiegła zima faktycznie była sprawdzianem dla właścicieli nieruchomości z dużymi dachami. Po tragedii w katowickiej hali wystawienniczej, inspektorzy nadzorujący warunki pracy, wzięli się do roboty i na efekty nie trzeba było długo czekać. Śnieg sypał, strach przed zawaleniem dachu robił swoje i inspektorzy PIP nie nadążali z wypisywaniem mandatów. – To były wariackie dni – mówi jeden z inspektorów PIP. – Ludzie nie zdawali sobie sprawy z grożącego im niebezpieczeństwa. Zarabiali na rodziny, ratowali innych przed ewentualnym nieszczęściem, ale często sami pchali się w objęcia śmierci.

Oby tak do wiosny

Żeby ktoś nie miał wątpliwości, pracownicy PIP robią zdjęcia ekipom pracującym na dachach. Błędy, które na zdjęciach widać, punktują mandatami. Nie ma innego sposobu na nauczenie rodaków przestrzegania zasad BHP. Mało który z „dachowych odśnieżaczy” wie, że przed przystąpieniem do pracy powinien mieć instrukcję bezpiecznego wykonywania odśnieżania. Linki i szelki zabezpieczające są oczywiście obowiązkowe, ale nawet gdy są, podpięcie lin stanowi odrębny problem. A przez to wysokość mandatu rośnie.

Optymistyczne jest tylko to, że tej zimy – jeszcze nie kalendarzowej – nie było żadnego wypadku przy zrzucaniu śniegu z dachu. I oby taki był bilans całej zimy.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.