Prawa człowieka w IV RP

Jakim państwem była IV RP braci Kaczyńskich najlepiej ilustruje zakończona w poniedziałek rozprawa przed Sądem Najwyższym. Sąd uniewinnił od wszystkich zarzutów wybitnego neurochirurga, profesora i generała w jednej osobie, Jana Podgórskiego. W sierpniu 2007 był on szefem Szpitala Klinicznego MON w Warszawie i został zatrzymany przez CBA.

W dniu jego zatrzymania ówczesny szef CBA, Mariusz Kamiński, zorganizował pokazową konferencję prasową pt. „CBA nie próżnuje”. Przedstawił na niej profesora Podgórskiego jako skorumpowanego lekarza, który nawet za 100 zł wydawał lipne zaświadczenia lekarskie gangsterom, dzięki którym bawili się oni z wymiarem sprawiedliwości w ciuciubabkę. Wywodom o nieuczciwości profesora przytakiwał siedzący wtedy obok Kamińskiego słynny minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro.

Włosy na głowie jeżą fakty ujawnione przez Sąd Najwyższy. Profesor Podgórski został zatrzymany i oskarżony (prokurator wnioskował o jego natychmiastowe aresztowanie) na podstawie zeznań… przestępcy siedzącego wtedy w kryminale za łapówki i oszustwa. W nagrodę za zeznania przeciwko profesorowi, organa sprawiedliwości IV RP… zwolniły kryminalistę z więzienia. Wszystkie zarzuty okazały się zmyślone, gorzej – włożone w jego usta przez agentów CBA. Przerażające – nieprawdaż?

Przez ponad 3 i pół roku wybitny neurochirurg żył z odium przestępcy, ponieważ mianowany z awansu politycznego szef agencji mającej plenić korupcję, nie odnosił sukcesów i na wszelkie sposoby szukał dowodu na wykazanie swojej przydatności. Szef CBA nie mógł działać w tej kwestii bez akceptacji resortu sprawiedliwości. To, co Kamiński i Ziobro robili z profesorem Podgórskim, wcześniej z kardiochirurgiem, doktorem G., także z innymi niewygodnymi dla IV RP ludźmi, dowodzi niechybnie, że rząd IV RP łamał podstawowe zasady państwa demokratycznego. Oskarżano i niszczono życie ludzi dla efektu medialnego i politycznego. Takie postępowanie mieści się całkowicie w kategorii łamania praw człowieka, gorzej – w praktyce bandziorów z NKWD. Wszak to ich szefowie działali według zasady – dajcie mi człowieka, a dowody same się znajdą. Nie miał więc racji nieżyjący już prezydent Lech Kaczyński, gdy zapewniał w wywiadach, że za rządów IV RP demokracja nie była ani przez moment zagrożona. Jeśli łamane są prawa człowieka, demokracja musi być zagrożona.

Wszystkie „wykryte” przez CBA Mariusza Kamińskiego afery korupcyjne okazały się nieudolnie spreparowanymi prowokacjami. Wniosek z nich płynie następujący – jeśli partia Jarosława Kaczyńskiego wróci do władzy, na pewno powoła na kluczowe stanowiska w tak zwanych „służbach” posłusznych sobie ludzi, dla których prawa człowieka to pusty frazes. Wystarczyły dwa lata rządów, by PiS pokazał, że zniszczyć można każdego dysponując byle jak spreparowanymi dowodami. To przestroga, którą warto pamiętać. Przynajmniej do jesieni bieżącego roku.

Krzysztof Pipała

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.