Prezes liczy na niegłosujących

Prezes Kaczyński stwierdził, że aparat państwowy używany jest obecnie „do walki politycznej i wewnątrzpartyjnej”, ale natychmiast dodał: „To domysł. Nie mogę tego powiedzieć w 100 procentach”. Prezes po raz kolejny dowodzi, że nie rezygnuje z taktyki polegającej na pomawianiu politycznego przeciwnika. Zasada: „Wiem, ale nie mam dowodów”, to element stałego repertuaru w propagandowej walce prezesa.

W tym samym wystąpieniu prezes powiedział, że mamy do czynienia z niszczeniem pluralizmu w mediach, ponieważ niektóre programy w telewizji są usuwane, a dziennikarze spychani do mniej czytanych czy oglądanych mediów. Prezes miał oczywiście na myśli tych dziennikarzy, którzy są wierni prezesowi i „wolnej i demokratycznej Polsce” według recepty PiS. Mówiąc o braku pluralizmu w mediach Kaczyński pominął skromnym milczeniem fakt, co on wraz z bratem, zrobił by media, które są zależne od rządu, sobie podporządkować. Tusk i jego rząd jak dotychczas nie zrobili skoku na Rzeczpospolitą, która została zdobyta przez PiS natychmiast po wyborach w 2005 r. Mianowany przez braci naczelny wyczyścił „Rzepę” z nieprawomyślnych dziennikarzy, których było około siedemdziesięciu i zatrudnił swoich, wiernych jego i PiS poglądom. Jak PiS dbał o pluralizm w publicznej telewizji też dobrze pamiętamy.

Na zakończenie swojego ubiegłotygodniowego wystąpienia prezes orzekł, że dwudniowe wybory, ku którym skłania się prezydent, są niezgodne z konstytucją i że jeśli takie zostaną ogłoszone, to zaskarży tę decyzję do Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego prezes boi się dwudniowych wyborów? Proste. Elektorat PiS jest tak zdyscyplinowany, że poszedłby do urn nawet wtedy, gdyby wybory miały trwać pół godziny. Elektorat PO, tak zdyscyplinowany nie jest. Szanse na osiągnięcie dobrego wyniku wyborczego prezes widzi w tych, którzy na wybory się spóźnią lub do nich nie pójdą. Liczy więc na tych, którzy głosować nie będą, ale w razie wygranej będzie twierdził, że reprezentuje ogół społeczeństwa. Cynizm w najczystszej postaci.

Co więcej – niejednokrotnie nawet najbliżsi współpracownicy prezesa nie umieją skomentować jego wypowiedzi. Gdy np. rzecznik PiS, Mariusz Błaszczak, poproszony został w niedzielnym programie jednej ze stacji radiowych o skomentowanie wypowiedzi swojego prezesa zamiast to zrobić powiedział, że w tymże programie jest od dawna poddawany ogromnej presji. Prowadząca audycję Monika Olejnik odparowała, że chcąc uniknąć presji, może do radia nie przychodzić. Rzecznik Błaszczak poczuł się tym obrażony i z radia wyszedł.

A działacze PiS w terenie mówią po kątach, że modlą się, by prezes przestał być prezesem, bo ciągnie partię w mrok niebytu.

Krzysztof Pipała

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.