Prezydentowi Mielca mówimy: – Sprawdzam

Janusz Chodorowski, od 1994 r. prezydent Mielca. Fot. Autor
Janusz Chodorowski, od 1994 r. prezydent Mielca. Fot. Autor

W 2010 roku Janusz Chodorowski nie był specjalny wylewny. Nam jednak udało się dotrzeć do jego programu i obietnic wyborczych. Dziś go z tego rozliczamy.

Nowe miejsca pracy, aktywizacja zawodowa kobiet, rozwój usług, inwestycje w mieszkalnictwo, kulturę i sport – to najważniejsze punkty, jakie w swoim programie wyborczym zawarł prezydent Mielca, Janusz Chodorowski (69 l.). Obiecał on również, że zrobi wszystko, aby miasto, którym zarządza, osiągnęło europejski standard. Dziś, kiedy do końca jego kadencji pozostał zaledwie rok, mówimy: – Sprawdzam.

Janusz Chodorowski rządzi w mieleckim magistracie już 19 lat, będąc pod tym względem liderem na Podkarpaciu i drugim w Polsce (dłużej o trzy miesiące urzęduje tylko prezydent Gliwic). Być może dlatego podczas kampanii wyborczej w 2010 r. Chodorowski nie szastał obietnicami. W porównaniu do swych konkurentów prezydent zachowywał statyczną, niekiedy wręcz milczącą pozę, zapowiadając jedynie kontynuację podjętych już działań.

Przed wyborami zapowiadał kontynuację
– Ja nigdy nie obiecuję gruszek na wierzbie – przyznaje prezydent. – Mówiłem, że będę robił to, co będę mógł. Nie lubię oszukiwać ludzi. W życiu trzeba być wiarygodnym. Mi chodziło o to, by mielczanie uwierzyli, że naprawdę chcę zmienić to miasto – dodaje.

Inaczej na stonowaną kampanię prezydenta patrzy były mielecki radny opozycji, Ireneusz Dzieszko (46 l.). – Janusz Chodorowski nie czuł nawet potrzeby dużo obiecywać – uważa Dzieszko. – Przemawiał raczej w tonie: „jest jak jest, wybierzcie mnie, a nie będzie gorzej”. Ta strategia wynika z tego, że opozycja nie istnieje, działacze PiS wolą wyżywać się w radykalnej retoryce smoleńskiej, niż mówić o tym, co się dzieje w mieście – zaznacza.

Nam udało się jednak dotrzeć do ulotki z programem wyborczym prezydenta. Jest tam dość obszerna relacja z tego, co udało się zrobić, ale także i wypunktowane obietnice.

Obietnica nr 1: rozwój firm usługowych
Jedną z nich były nowe miejsca pracy. – „Pomimo ogromnej wykonanej pracy, w mieście jest zawsze wiele do zrobienia – pisał w 2010 r. Chodorowski. – Plany na przyszłość, które zamierzam priorytetowo realizować, to postawienie na rozwój usług, co da szansę na kolejne miejsca pracy. Bardzo ważną kwestią, jaką zamierzam się zająć, to miejsca pracy dla kobiet oraz rozszerzenie rynku pracy dla młodych ludzi” – czytamy w ulotce.

Dziś, rok przed końcem kadencji, pytamy prezydenta o fakty: – Jeśli chodzi o usługi, to sprzyjaliśmy im poprzez wspieranie budowy galerii handlowych – mówi Chodorowski. Ile ich powstanie? – Budowa jednej, bardzo dużej, na osiedlu Smoczka, jest już bardzo blisko. Drugi tego typu obiekt w okolicach starówki jest w trakcie przygotowań. Poza tym usługi rozwijają się także w gminach ościennych, nie tylko w samym mieście.

– Trzeba jednak pamiętać, że rynek usług jest globalny i tak podzielony, że wielkie firmy lokują swoje inwestycje w dużych ośrodkach – zastrzega. – Niemniej jednak robimy co możemy, aby i w Mielcu rozwijać usługi. Ich liczba rośnie. Wskazują na to statystyki. M.in. pod kątem usług uruchomiliśmy inkubator przedsiębiorczości, gdzie powstają już firmy.

Obietnica nr 2: miejsca pracy dla mielczanek
A co z obiecywanym wzrostem zatrudnienia mielczanek? – Tu też zauważam poprawę – zapewnia prezydent. – Powstają markety. Jestem świadom, że nie są to ulubione miejsca pracy kobiet, ale zawsze lepsze jest to, niż nic. W ostatnim czasie powstała też montownia w fabryce Husqvarny, dzięki czemu pracę dostało wiele pań. Ich zatrudnienie wzrosło dzięki rozwojowi zakładów: szwalniczy, tworzyw sztucznych i elektroniki.

– Specjalny program dla kobiet uruchomiła firma Kirchhoff, to samo tyczy się Polskich Zakładów Lotniczych. A wiec temat zatrudnienia mielczanek w moim przekonaniu poprawił się. To jednak nie znaczy, że jesteśmy w pełni zadowoleni. Rynek pracy w Mielcu i w jego okolicach jest szeroki, a więc i potrzeby są ciągłe – zastrzega nasz rozmówca.

Obietnica nr 3: nowe osiedla mieszkaniowe
W ulotce wyborczej prezydenta znaleźliśmy również taką obietnicę: „Przygotowane zostaną kolejne tereny pod rozwój mieszkalnictwa. Muszą powstać kolejne obiekty dla potrzeb kultury i sportu. Chcę inwestować w młodzież i tworzyć warunki do ich przyszłości”.

– Przygotowaliśmy szereg planów zagospodarowania przestrzennego pod kątem budowy nowych osiedli mieszkalnych – zapewnia Chodorowski. – Efektem tego są gotowe, a więc w pełni uzbrojone tereny. Dość duże pieniądze na to wydajemy. Ale myślę, że warto. Nawet mam trochę wyrzuty sumienia, że jest ich za dużo. Tych działek jest tak wiele, że dzisiaj Mielec śmiało mógłby liczyć 80 tys. mieszkańców, a nie 60 tys. jak obecnie.

– Jako jedyni na Podkarpaciu realizujemy program sprzedaży działek na wieczyste użytkowanie. Wszyscy od tego odchodzą, my odwrotnie. Sprzedamy działki za 25 proc. ich kosztów, reszta jest spłacana co rok, wtedy kupujący ma pieniądze, aby się budować. To działa, nowe osiedla rosną jak grzyby po deszczu. Dla ubogich budujemy budynki socjalne. W przyszłym roku planujemy kolejny tego typu obiekt, tym razem wielokondygnacyjny.

Obietnica nr 4: inwestycje w sport i rekreację
– Co do sportu i rekreacji, to zakończyliśmy przebudowę stadionu. Przygotowujemy modernizację hali sportowej. Planujemy również dokonać rewitalizacji wielohektarowego terenu za budynkiem Samorządowego Centrum Kultury. W przyszłości będzie on wykorzystywany w dwóch kierunkach: sportu i rekreacji – zapewnia Janusz Chodorowski.

Prezydenta pytamy również o obietnicę osiągnięcia przez Mielec prawdziwie europejskiego standardu: – Proszę zobaczyć, jak dziś wygląda starówka, tereny rekreacyjne nad Wisłoką i inne obszary naszego miasta, które zostały poddane rewitalizacji – odpowiada Chodorowski. – Mamy nowoczesny przemysł, on jest już europejski. Może nasze codziennie życie nie jest takie, jakie byśmy chcieli, ale mam nadzieję, że za kilka lat takie będzie.

Dzieszko: – To strategia… neokolonialna
Co na to opozycja? Ireneusz Dzieszko, oceniając działalność prezydenta, mówi o strategii… neokolonialnej. – Chodzi o przekonanie, że władza lokalna jest po to, żeby przywilejami, ułatwieniami uprosić jakiegoś dobrego pana z zewnątrz, by on przyszedł na Podkarpacie, przywiózł fabrykę i zatrudnił w niej tubylców. Sama neokolonialna władza lokalna zapewnia sobie w tym modelu sukces w kolejnych wyborach.

– Mielec jest sztandarowym przykładem tego zjawiska. Oczywiście nie ma sensu krytykować istnienia strefy, bo ona jednak daje pracę ludziom. Te neokolonialne objawy są jednak ewidentne. Samo to, że kolejne strefowe fabryki są budowane kosztem dawnego lotniska, jest pomnikowym przykładem. Musimy wyrzec się ambicji, ważniejsze jest to, że doraźnie znalazł się łaskawca, co postawi tam barak i zatrudni sto osób – mówi Dzieszko.

– Rządy Janusza Chodorowskiego w Mielcu to wzorcowe realizowanie tego modelu. Nie staramy się szukać własnych strategii. Wpisujemy się w główny nurt i staramy się płynąć, utrzymując jakoś na powierzchni. Wielu to zadowala. Druga strona medalu jest jednak taka, że młodzież, która nie widzi dla siebie miejsca w tym systemie, po prostu wyjeżdża. Jeżeli godzimy się z tym, nie ma potrzeby zmieniać obecnego włodarza – dodaje nasz rozmówca.

Chodorowski: – Strefa zaczęła się w Mielcu
Gdy cytujemy te słowa, prezydent zaczyna się śmiać. – Proszę mi wybaczyć, ale nie potrafiłem się powstrzymać – mówi. – Uśmiecham się, bo przecież w Mielcu zaczęła się strefa ekonomiczna. Dzisiaj rozlewa się ona po całej Polsce i wszyscy chcieliby ją mieć. To samo nie przyszło – jak to pan określa – z nurtem. Jeśli więc ktoś zarzuca, że nie mam własnej strategii, to albo nie jest w temacie, albo jest do mnie bardzo źle nastawiony.

– Nie jest też prawdą, że w Mielcu jest tylko biznes globalny. Mówią tak tylko ci, którzy nie bardzo się tym interesują. Moją dumą jest to, że w ostatnim okresie w Mielcu rozwinęło się sporo lokalnych firm. Nie chcę ich wymieniać, żeby kogoś nie promować, ale są to przedsiębiorstwa na najwyższym poziomie i doskonale się rozwijają – zaznacza.

Kiedy pytamy prezydenta o ewentualną reelekcję, ten nabiera wody w usta. – Na to pytanie w ogóle nie odpowiem – mówi tylko. – W przyszłym roku będę obchodził 20 lat urzędowania na stanowisku prezydenta. Biorę to pod uwagę w swych przyszłych decyzjach. Temat jest otwarty. Zaręczam, że nie jestem osobą, która za wszelką cenę chce zostać w urzędzie. Po każdej kadencji sprzątam swoje biurko do zera. Za rok zrobię tak samo.

Paweł Galek

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Marek
Marek
7 lat temu

Zero konkretów . Jak na tak długi okres rządzenia to w sumie nic nie zrobione jest . Stwierdzaja to nawet przyjezdni , którzy zagladaja tu np. po 20 na odwiedziny do znajomych . A co miesiac ładna kasa wpływa Panu na konto ..

Ambroży
Ambroży
7 lat temu

Jedno moje szczere zdanie zwolennika PIS : Panie Dzieszko schowaj sobie pan swoją opinię głęboko w…. , lub zrób sam więcej zamiast bredzić trzy po trzy w tym temacie.