Prezydentowi zachciało się spotkania?

Ok. 1 tys. małych dzieci ma marznąć pod gołym niebem…

8-letni syn poinformował mnie, że w środę (9 bm.) ma jechać na godz. 16.30 na rzeszowski rynek. Co będzie robić małe dziecko pod gołym niebem w połowie lutego, kiedy na dworze ciemno i zimno? Świętować miejskie walentynki.

W programie są występy wokalne, nauka tańca, składanie życzeń walentynkowych, pokazy i konkursy. Miasto szykuje transport dla szkół. Liczy, że w imprezie pod gołym niebem weźmie udział ok. 1 tys. dzieci z podstawówek.

Czyj to jest pomysł? – Zbiorczy wszystkich instytucji kultury, które w tym uczestniczą – usłyszeliśmy w Wydziale Kultury, Sportu i Turystyki UM Rzeszowa. – Tak przygotowaliśmy program, żeby dzieci cały czas się ruszały. To jest tylko 1,5 godziny, no i prognozy mówią, że będzie ciepło.

A nie można było zrobić tego spotkania np. na hali na Podpromiu? – dociekamy naiwnie. – Pan prezydent chciał, żeby to było w rynku – słyszymy. Później tłumaczy, że miejskie walentynki to okazja do integracji środowiska i wyrażenia przez dzieci nie tyle miłości, co sympatii i przyjaźni.

Podpytuję koleżanki z redakcji, też mamy kilkuletnich uczniów, co myślą o imprezie? – Kretynizm. Ja swojego dziecka nie puszczę – mówią.

Hmm, ja swojego też nie… Ostatecznie w połowie lutego rynek to chyba ostatnie miejsce, gdzie chciałabym, aby moje dziecko przekonywało innych o swojej sympatii i przyjaźni.

Beata Sander

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.