Proces szefa miejskiej spółki ciągnie się już prawie rok

– To sąd podejmie decyzję czy jestem winny, a dopóki nie jestem skazany jestem niewinny i nie widzę powodów do odejścia – mówił w 2012 roku Roman Sz., pytany przez Super Nowości, czy nie powinien ustąpić ze swojego stanowiska. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Nadal nie ma wyroku w sprawie prezesa rzeszowskiego MZBM. Tym razem nie pojawił się najważniejszy świadek.

W środę miał zostać przesłuchany najważniejszy świadek w procesie Romana Sz. (57 l.), prezesa rzeszowskiego Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych, który zasiada na ławie oskarżonych razem z trzema innymi mężczyznami. – Rozprawa została odroczona do kwietnia – mówi Krzysztof Jucha, sędzia prowadzący proces. Wówczas powinien także zapaść wyrok w tej sprawie. Super Nowości jako pierwsze już w ubiegłym roku pisały o prokuratorskich zarzutach wobec Romana Sz. i problemach z rozpoczęciem procesu. Szefowi miejskiej spółki grozi nawet kilka lat więzienia, choć on sam czuje się niewinny.

Śledztwo dotyczy firm Trans Stal i Trans Kop, w których wiele lat temu działał obecny prezes rzeszowskiego MZBM. Według śledczych, Roman Sz. (57 l.) od grudnia 2002 roku do kwietnia 2003 r. doprowadził firmę Trans Kop do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na kwotę około 96 tys. zł.

Sz. miał także nie złożyć wniosku o ogłoszeniu upadłości firmy Trans Stal do Sądu Rejonowego w Rzeszowie. Następny zarzut dotyczy tego, że Sz., jako ówczesny prezes zarządu Trans Stal, miał doprowadzić spółkę do niewypłacalności i upadłości. Co więcej, śledczy twierdzą, że w firmie były prowadzone nierzetelnie księgi. Dodatkowo Roman Sz. miał także zaspokajać tylko niektórych wierzycieli, działając na szkodę pozostałych i to w stanie grożącej niewypłacalności i upadłości Trans Stal. Ostatni zarzut dotyczy tego, że Sz., będąc prezesem Trans Stal, nadużył powierzone mu uprawnienia.

Przepychanki sądu z prokuraturą
Akt oskarżenia w tej sprawie gotowy był już w lutym 2012 roku. Proces jednak nie rozpoczął się, bo w rzeszowskim Sądzie Rejonowym uznano, że prowadząca śledztwo Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie ma uzupełnić postępowanie dowodowe. Śledczy się z tym nie zgodzili i złożyli zażalenie na decyzję sądu. Tym samym 14 tomów akt trafiło do Sądu Okręgowego w Rzeszowie, który uznał w połowie sierpnia 2012 roku, że to prokuratura ma rację.

Proces rozpoczął się z opóźnieniem, w lutym 2013 roku. – Dotychczas udało się przesłuchać zarówno świadków, jak i oskarżonych. Pojawił się jednak jeszcze jeden bardzo ważny świadek, ale nie stawił się na dzisiejszą rozprawę, dlatego musiała zostać odroczona – mówił w środę sędzia Jucha. Dlaczego się nie stawił? Prawdopodobnie policjanci nie doręczyli mu wezwania. – Następna rozprawa odbędzie się w kwietniu i jeżeli uda się tę osobę przesłuchać, to myślę, że wówczas zapadnie także wyrok – dodaje sędzia.

Zadzwoniliśmy w środę do prezesa, ale jak usłyszeliśmy od jego sekretarki, był w terenie. Miał wrócić o godzinie 13, ale gdy ponownie zadzwoniliśmy, usłyszeliśmy, że Romana Sz. nie będzie do końca tygodnia w pracy, bo wziął… urlop.

Grzegorz Anton

do “Proces szefa miejskiej spółki ciągnie się już prawie rok”

  1. ROMAN

    sprawiedliwość to była w średniowieczu; dla strachu dyby na rynku i batożenie – a dla bandziorów kat z toporem- a potem już od 1268 / czy w 1501 w Neapolu działała świetna maszyna z 40 kg. ostrzem – gilotyna – cięła wszystkich równo czy księcia Szfabi – Konradyna Hohenstaufa i jego znajomka Fryderyka z Badenii – i wielka szkoda że w dniu 17/czerwca 1939 roku prezydent Albert Lebrun zniósł publiczne

    wykonywanie egzekucji tą maszynką.
    przydała by się dzisiaj- nie.

  2. obywatel

    ludzie sady sa dla malych biednych gnokow bez poparcia i kasy „sprawiedliwe” a dla calej reszty wiekszosci przyjazne ot wszystko

  3. zyga

    sprawiedliwość jest dla maluczkich a nie prominentów

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.