Przeczytajmy raport, potem dyskutujmy!

Dopóki nie przeczytaliśmy raportu MAK, a do wczoraj przeczytało go zapewne ledwie kilka osób, nie ma co wyrokować, czy jest obiektywny, czy nie. Nie przeszkadza to jednak opozycji w ataku z nieprzeczytanym raportem MAK w ręce na premiera Donalda Tuska. No, ale skoro lider tej partii i brat prezydenta, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem już po kilku dniach od katastrofy orzekł, że jest ona efektem zamachu ruskich, a krew na rękach ma także Donald Tusk, to trudno się dziwić, by on i jego partia nagle się z tego wycofali. Tusk jest więc winien, że MAK stwierdził, iż gen. Andrzej Błasik miał alkohol w krwi, Tusk jest też winien, że MAK opublikował raport właśnie teraz, z jednodniowym tylko uprzedzeniem strony polskiej.

Nigdy otóż nie było tak, by Rosjanie postępowali zgodnie z naszymi życzeniami, my także nigdy nie postępujemy tak, jak życzą sobie Rosjanie. W sytuacji, gdy treść raportu MAK nie jest jeszcze znana, a nasze media i politycy opozycyjni już zaczęli uprawiać swoje obrzydliwości, zaczęli je uprawiać też sami Rosjanie. Wszak te 0,6 promila alkoholu w krwi gen. Błasika to oczywiście wstrętne wyjątkowo. Ale posłanka Kempa już oskarżyła o to premiera, adresując do niego pytanie: „Dlaczego Błasik dostał medialny strzał w tył głowy?”. Pytanie nośne, ale równie obrzydliwe, jak tytuł na stronie jednego z tabloidów, że gen. Błasik był pijany.

Ilość alkoholu w krwi gen. Błasika nie interesuje mnie zupełnie. Interesuje mnie natomiast odpowiedź na następujące pytanie: na czyje polecenie znalazł się w kabinie pilotów? Były premier Leszek Miller mówił kilka miesięcy temu, że architektura wnętrza rządowego Tupolewa jest tak urządzona, że do kokpitu pilotów można przejść jedynie przez kabinę-salonkę prezydencką. Nie był to więc przedpokój, korytarz, którym każdy mógł się poruszać. Gen. Błasik albo dostał pozwolenie na wejście do kabiny pilotów, albo został do tego wezwany. Przez kogo i po co? Na to pytanie pewnie nigdy nie dostaniemy odpowiedzi, a opozycja będzie robić wszystko, by takiej odpowiedzi nie było.

Niemal natychmiast po konferencji prasowej MAK wszystkie polskie stacje TV zapałały oburzeniem, że raport wini za katastrofę stronę polską. Ja czekałem, co powiedzą fachowcy, czyli piloci. I wszyscy spośród tych, których zapytano, odpowiadali zgodnie, że nie było warunków do lądowania, a załoga nie powinna była nawet próbować podchodzić do lądowania. Ale te słowa były skrzętnie odsuwane w cień, wszak nie są pożywką dla spektakularnych kłótni. Szef MSWiA Jerzy Miller też wypowiedział zdanie, którego specjalnie nie wyeksponowano, choć jest znamienne. Powiedział mianowicie, że raport polskich śledczych będzie jeszcze bardziej dotkliwy dla strony polskiej niż raport MAK.

No to już słyszę, jak minister Miller będzie oskarżany o działalność agenturalną na rzecz Moskwy.

Krzysztof Pipała

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.