Przegrali mecz, nie przegrali sezonu

Andreja Prokić kontra Maksymilian Rozwandowicz. Pomocnik Stali zmarnował wyborną okazję, żeby strzelić na 1-0, obrońca gości trafił do siatki z karnego. Fot. Stal Mielec

PIŁKA NOŻNA. FORTUNA I LIGA. Gospodarze nie mieli szczęścia i… napastnika, który wykorzystałby stworzone sytuacje.

Łodzianie przerwali serię ośmiu kolejnych zwycięstw PGE Stali, która robiła w meczu na szczycie dużo szumu pod bramką przeciwnika, ale była mało konkretna. Mielczanie muszą poprawić skuteczność i to natychmiast. “ŁKS znalazł się na autostradzie do ekstraklasy” – ogłosili po piątkowej wiktorii łódzcy dziennikarze. Przeważały jednak głosy rozsądku. – Mówiłem przed meczem, powtórzę raz jeszcze: wynik tego spotkania niczego nie przesądza. Choć oczywiście to bardzo cenne zwycięstwo – tonował nastroje Kazimierz Moskal, trener gości. – Przegraliśmy mecz, nie przegraliśmy sezonu! – podkreślał Grzegorz Tomasiewicz, pomocnik Stali.

Taki kapitan to skarb

Bojowe barwy przywdział również Artur Skowronek, opiekun gospodarzy. – Każda seria kiedyś się kończy. Nie będziemy rozpamiętywać tej porażki, bo zagraliśmy bardzo dobre zawody. Mieliśmy pomysł, piłkarze oddali serce, robili wszystko, by zmienić wynik. Wojna o awans się nie zakończyła. Teraz gonimy i mam nadzieję, że dościgniemy przeciwnika. To jednak bardzo bolesna porażka. Rozstrzygnięcie nastąpiło po kuriozalnej pomyłce solidnego dotąd Josipa Soljica, który potknął się i wpadł na znajdującego się w narożniku pola karnego Piotra Pyrdoła. “Jedenastkę” wykorzystał Maksymilian Rozwandowicz, który mógł zostać…antybohaterem. Na początku spotkania stracił piłkę na rzecz Andrei Prokica, jednak zawodnik Stali przegrał pojedynek z bramkarzem łodzian. – Michał, dziękuję. Mając takiego kapitana, można myśleć o największych rzeczach. Jego interwencje napędzają zespół – komplementował kolegę. Michał Kołba nie jest ani najstarszy w drużynie ani najbardziej doświadczony, ale w piątek w Mielcu mogliśmy się przekonać, dlaczego to on nosi na ramieniu kapitańską opaskę. Jeszcze przed przerwą w świetnym stylu odbił piłkę po “główce” Prokica oraz soczystym uderzeniu Tomasiewicza.

Pechowiec Wroński

Biało-niebiescy po stracie bramki przypominali boksera, który otrzymał cios w podbródek i na wpół przytomny szuka ratunku. Do ataku zbierali się ślamazarnie, pochowali się piłkarze odpowiedzialni za kreowanie akcji. ŁKS zagęścił środek boiska, zastosował pressing i o mały włos, a zamknąłby mecz po błędzie Jonatana de Amo Pereza. Hiszpan, który za wszystkie wcześniejsze spotkania mógł otrzymać gwiazdę szeryfa dla najlepszego obrońcy, tym razem wyłożył piłkę przeciwnikowi. Uratował go ofiarną interwencją Maciej Urbańczyk. Obraz gry zmienił się po czerwonej kartce dla pomocnika gości. Stal przycisnęła, piłka co rusz przeszywała pole karne łodzian, jednak do siatki wpaść nie chciała. Pluć w brodę mógł sobie Marcel Gąsior, który powinien lepiej uderzyć głową po świetnym dośrodkowaniu z rogu. Prawdziwym pechowcem okazał się jednak Łukasz Wroński. Po jego strzale, już w doliczonym czasie gry, futbolówka odbiła się od słupka! “Rycerze wiosny” przetrwali i odskoczyli Stali na 3 punkty. – Czasami jest tak, że gra się nie układa. Pokazujemy wtedy charakter i walczymy o każdy skrawek boiska – podsumował spotkanie Rozwandowicz.

Co z tym napastnikiem?

Mielczanie byli aktywniejsi, stworzyli więcej okazji, lecz brakowało im jakości w ataku. Można zaklinać rzeczywistość, lecz brak napastnika jest aż nadto widoczny. Nie jest nim Prokić, nie jest Mendi, który się stara, lecz nie starcza mu umiejętności. Różnicę miał robić sprowadzony z Zagłębia Lubin Łukasz Janoszka, jednak gdy wyraziliśmy opinię, iż nie dojechał na piątkowy mecz, trener Skowronek gorąco zaprotestował. – Nie dojechał, ponieważ nie strzelił gola, nie dał dośrodkowania ani asysty? Uważam, że swoje zrobił, zagrał na bardzo dobrym poziomie. – A gdyby mógł pan cofnąć czas, wpuściłby Łukasza Wrońskiego wcześniej? – dopytywaliśmy. – Pokazał się, oddał groźny strzał, za to mu chwała. Zawsze jest tak, że rozpatrujemy mecz w kontekście wyniku, dorabiamy swoją historię. Stąd te pytania, ale to tak nie działa – odparł szkoleniowiec Stali.

PGE STAL Mielec – ŁKS 0-1 (0-0)

0-1 Rozwandowicz (53. – karny)

PGE STAL: Kiełpin – Spychała, Perez, Dobrotk, Getinger (81. Gąsior), Tomasiewicz (70. Mendi), Soljić, Urbańczyk (82. Wroński), Nowak, Janoszka, Prokić

ŁKS: Kołba – Grzesik, Rozwandowicz, Juraszek, Klimczak, Ramirez (80. Wolski), Bielak, Kalinkowski, Łuczak (63. Bryła), Pyrdoł, Kujawa (90. Radionow).

Sędziował Robert Marciniak (Kraków) Żółte kartki: Tomasiewicz, Wroński – Wolski, Bielak, Kalinkowski, Łuczak, Bryła. Czerwona kartka: Bielak (77. – druga żółta). Widzów 4815.

tsz

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o