Przestępstwo niby było, ale małe?

- Pełniący obowiązki dyrektora MNZP, Wojciech Władyczyn nie kryje, że jest - delikatnie mówiąc - zaniepokojony nader łagodnym podejściem przemyskiej Prokuratury Rejonowej do “potknięć” swego poprzednika. Fot. Monika Kamińska

PRZEMYŚL. – Uzasadnienie decyzji prokuratora jest kuriozalne – uważa szef MNZP, Wojciech Władyczyn

- Nie zgadzam się z decyzją prokuratury, która umorzyła sprawę przekazania przez mego poprzednika luf i bagnetu gościom z Instytutu Historii Wojska i Muzeum w Budapeszcie – mówi pełniący obowiązki dyrektora Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, Wojciech Władyczyn podkreślając, że opierano się głównie na zeznaniach małżonki eksdyrektora MNZP, Mariusza Jerzego Olbromskiego oraz nie wzięto pod uwagę opinii biegłego.

Do przekazania bagnetu oraz trzech luf przez Mariusza Olbromskiego, który wówczas kierował MNZP, węgierskim gościom doszło w 2008 roku. W lutym 2011 roku zarząd województwa odwołał Olbromskiego z funkcji dyrektora placówki, a obowiązki tegoż powierzył Władyczynowi. Gdy ten dowiedział się, że eksponaty przekazano, jako prezent Węgrom, zawiadomił prokuraturę. Ta w maju tego roku sprawę umorzyła motywując swą decyzję tym, że co prawda “w sprawie zostały zrealizowane znamiona czynu zabronionego”, ale społeczna szkodliwość tegoż jest znikoma, a rozmiar szkody, jaką poniosło MNZP z tego tytułu, niezauważalny. Za to przekazanie “spornych ruchomości” w darze budowało życzliwą atmosferę i mogło przyczynić się do rozwoju dobrych stosunków z zagranicą.

– To jest wręcz nieprawdopodobne – stwierdza Wojciech Władyczyn. – Pomijając już fakt, że eksponaty nie zostały prawdopodobnie darowane instytucji, tylko osobom fizycznym, to nawet instytucji żaden dyrektor żadnego muzeum nie może “tak sobie” rozdawać eksponatów bez zgody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – przypomina. Władyczyn podkreśla też, że prokurator uporczywie ignorował opinię prof. Kazimierza Kuśnierza, powołanego jako biegłego w sprawie przez Wojewódzkiego Konserwatora zabytków, a także opierał się głównie na zeznaniach małżonki eksdyrektora oraz osoby bezpośrednio jej podległej. – Poza tym pan prokurator przyjął za dobrą monetę wyjaśnienia mego poprzednika, jakoby nie zdawał sobie on sprawy z faktu, że “podarunki” mają jakąkolwiek wartość historyczną – dodaje Władyczyn. – To kuriozalne po prostu!

Ktoś chce chronić eksdyrektora?
Pełniący obowiązki dyrektora MNZP nie kryje, że jest zaniepokojony nader łagodnym traktowaniem swego poprzednika przez Prokuraturę Rejonową w Przemyślu. – Umorzono także sprawę zatrudnienia przez pana Olbromskiego 6 osób w muzeum w momencie, kiedy już nim nie kierował – przypomina W. Władyczyn. – Po analizie obu tych spraw trudno sobie nie zadać pytania, czy aby komuś nie chodzi tu o uchronienie pana Olbromskiego przed odpowiedzialnością i “zamiecenie spraw pod dywan” – mówi szef MNZP.

W. Władyczyn złożył zażalenie na postanowienie przemyskiej  Prokuratury Rejonowej przesyłając je m.in. do wiadomości Prokuratora Generalnego i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Prokurator Rejonowy w Przemyślu, Marek Ochyra potwierdził, że pismo już do nich wpłynęło i zostało odesłane do sądu z adnotacją, by zażalenia nie uwzględniać. -  Każda sprawa jest badana indywidualnie – przypomina M. Ochyra

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.