Przez godzinę prosiłam lekarzy, żeby zbadali syna

PRZEMYŚL. Matkę z chorym 2-latkiem odsyłano od gabinetu do gabinetu

Godzinę pani Tamara z Przemyśla dosłownie walczyła o to, by w poradni 114. Szpitala Wojskowego w Przemyślu zbadano jej dziecko, dwuletniego Mikołaja. Rzecz działa się w ubiegły piątek, a matka z chorym, jak się później okazało, na ostre zapalenie oskrzeli maluchem była odsyłana na zmianę z jednego do drugiego budynku. Na koniec dowiedziała się, że ma „nie grać dzieckiem i nie wykorzystywać go”.

Kaszleć Mikołajek zaczął już w zeszłą niedzielę (2 stycznia). Matka, pani Tamara, pojechała z nim do Szpitala Wojewódzkiego w Przemyślu. – Tu przyjęto syna, ale grzecznościowo – wyjaśnia kobieta. – Poinformowano mnie, że powinnam zgłosić się do 114. Szpitala Wojskowego, bo to mój rejon – dodaje.

Kiedy więc u dziecka kaszel nasilił się, 5 dni później (7 stycznia) pani Tamara zawiozła synka właśnie tam. Było tuż po godz. 17. – Okazało się, że poradnia jest już nieczynna, tak było napisane na kartce na drzwiach, nie po raz pierwszy zresztą – relacjonuje kobieta. – Według informacji, w takiej sytuacji powinnam skorzystać z pomocy lekarzy podstawowej opieki medycznej – dodaje. Matka z dzieckiem poszła jednak do Izby Przyjęć szpitala. – Było zimno, Izba Przyjęć jest bliżej, a poza tym zbliżała się już godzina 18, a po niej usługi POZ świadczą lekarze z izby – twierdzi matka. Tu pani Tamara z Mikołajem spędzili w poczekalni 20 minut. – Lekarka dyżurująca nie chciała jednak zbadać mojego dziecka, odesłała nas do lekarza rodzinnego – opowiada przemyślanka. – Być może tu pani doktor miała rację, jednak dodam, że bez samochodu pokonanie trasy między Izbą Przyjęć a przychodnią byłoby trudne – mówi. Rzecz w tym, że szpital nie mieści się w jednym budynku, a poszczególne obiekty wchodzące w jego skład są od siebie dość odległe.

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.