Przeżył koszmar, ale nie mógł się z nim pogodzić

Nie żyje mężczyzna, którego dramatyczna ewakuacja z zalanego po dach wał wstrząsnęła całą Polską

KOĆMIERZÓW. 19 maja, gdy Wisła rozerwała wał w Koćmierzowie koło Tarnobrzega dom państwa Kutyłów był jednym z pierwszych do którego woda wdarła się przez okna i drzwi. Starsze małżeństwo i 90-letni ojciec kobiety zdążyli uciec na strych. Przerażonych ludzi zdjął z dachu policyjny śmigłowiec.

Koszmaru, który przeżyli pani Mieczysława Kutyła, jej mąż i ojciec nie da się opisać słowami i nie da się zapomnieć. Ich dom stoi zaledwie kilkadziesiąt metrów od wału. 19 maja wielokrotnie wchodzili na jego koronę i sprawdzali, czy przetrwa on napór milionów metrów sześciennych spiętrzonej wody. Jedni mówili, że mogą spać spokojnie, inni wiedzieli, że tej nocy lepiej nie kłaść się do łóżek.

- Tata położył się i nie obudził. Po tym wszystkim, co przeżył, zasłużył na taką piękną śmierć- mówi Mieczysława Kutyła

- Byliśmy wtedy w domu. Było cicho, normalnie, aż nagle usłyszeliśmy straszny szum wody. Nie mieliśmy szans na ratowanie czegokolwiek. Jedyne co zdążyliśmy, to wynieść na strych 90-letnigo tatę. Woda błyskawicznie zalała nasz dom. Wołaliśmy pomocy. Ludzie, którzy czuwali na wale słyszeli nas, ale nie mogli nic zrobić. Nikt nie umiał pomóc, bo wokół naszego domu były ogromne wiry. Każdy bał się podpłynąć. Nawet puściliśmy konia, który potem utopił się w rozlewisku.

Mieczysławę Kutyłę, jej męża oraz 90-letniego ojca z zalanego domu ewakuował policyjny śmigłowiec.

- Baliśmy się strasznie. Ten śmigłowiec tak warczał. Nie wierzyłam, że to przeżyjemy. Najbardziej martwiłam się o ojca. Byłam pewna, że jego serce nie wytrzyma tego koszmaru, ale udało się. Odstawiono nas w bezpieczne miejsce. Straciliśmy wszystko, ale uratowaliśmy życie.

Przez dom kobiety przelały się w hektolitry szlamu dwa razy. Dom stojący na wprost wyrwy ostał się jednak, a eksperci budowlani uznali, że jego konstrukcja nie została naruszona.

- To cud, że zostaliśmy. Inne domy stojące obok nas zburzono, a nasi sąsiedzi zamieszkają w bloku, który buduje dla nich inwestor z Kielc – mówi Kutyła. – Przychodzili tu, siadali na ziemi i płakali. My też wypłakaliśmy morze łez, ale odremontowaliśmy się na tyle, na ile mogliśmy. Ojciec bardzo przeżył to wszystko co się z nami stało. Cieszył się, że zostaliśmy, ale do końca nie mógł się pogodzić z tą tragedią. Wokół domu nie ma nic z tego, o co dbało się przez lata. Bardzo go to bolało. Tydzień temu tata położył się i już się nie obudził. To była piękna śmierć, a tata na taką zasłużył za to wszystko, co przeżyliśmy w tym roku.

Pani Mieczysława nie ma pewności, czy koszmar, który przeżyła nie powtórzy się jeszcze raz, ale jak mówi, to jest jej miejsce na ziemi i nigdzie indziej nie mogłaby żyć.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.