Przy stole nie poszalejemy

Fot. Paweł Bialic

I LIGA. Liderka AZS Rzeszów Magdalena Bibrzycka o niełatwej drodze do ekstraklasy i potrzebie boiskowej improwizacji.

- Coraz częściej myślę o ekstraklasie, choć łatwo o awans nie będzie. Inne zespoły też mają przecież chrapkę na sukces – mówi MAGDALENA BIBRZYCKA, najlepiej punktująca koszykarka AZS Opteam Res-Drob Rzeszów, lidera I ligi.
- Po chorobie nie ma już śladu?
- Wróciłam do treningu, ale wciąż nie jestem pewna, jak przy większym obciążeniu zachowa się mój organizm. W końcu przez tydzień łykałam antybiotyki.

- Pojechała pani na mecz do Piekar, gdzie zagrała na własną odpowiedzialność. Często działa pani wbrew zaleceniom lekarzy?
- Staram się słuchać lekarzy (śmiech). Można było zostać w domu, ale czułam się nieźle i chciałam pomóc koleżankom. Po rozgrzewce zakomunikowałam trenerowi, że jestem w stanie zagrać. Nie zrobiłam niczego wielkiego, wszystko odbyło się w sposób kontrolowany. Cieszę się, że wygrałyśmy. Tego meczu obawiałam się najbardziej.

- AZS prowadzi, ale kluczowe mecze przed wami. Dobrze, że we własnej hali.
- Własny parkiet to duży atut. Kluczowe będzie pierwsze starcie z Pabianicami, zespołem szalenie doświadczonym i silnym fizycznie. To będzie premierowy mecz po świętach, zobaczymy, jak będziemy wyglądać. Nie to, żebym się bała o naszą wagę, ale przy wigilijnym stole faktycznie nie poszalejemy (śmiech).

- W lidze nie ma już drużyn niepokonanych…
- Nasza grupa jest dużo bardziej wyrównana od drugiej, co może wyjść na plus, bo po zakończeniu tej fazy, przystąpimy do meczów z zespołami słabszymi. Przynajmniej w teorii.

- Jak się trenuje u Wojciecha Downara-Zapolskiego, który na koszykówce zjadł zęby? Jest miejsce na odrobinę improwizacji?
- Na pierwszym miejscu trener stawia dyscyplinę. Powtarza, że musimy być zawsze przygotowane na ciężki bój, bo rywalki grają w myśl zasady: bij lidera. Ale podczas meczu czasem robimy coś zaskakującego. To jeden ze sposobów wprowadzenia przeciwnika w błąd.

- Nie macie w mieście większej konkurencji, bo koszykarze Politechniki występują zaledwie w II lidze. Ale kibiców wam wciąż brakuje.
- Na trybunach brakuje ludzi młodych, choć Rzeszów to ponoć miasto studentów. AZS nie jest jeszcze poważną marką, myślę, że to się zmieni, gdy znajdziemy się w elicie.

- Pani siostra, Agnieszka, najlepsza polska koszykarka, wraca do gry?
- Na razie wspaniale odnajduje się w roli mamy, choć zaczęła się już ruszać i być może po nowym roku zdecyduje się na powrót do profesjonalnego sportu.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.