Przypisuje sobie napad, żeby zaspokoić prokuratora?

Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. – To jest k… napad. Wszyscy na podłogę i dawać kasę! Pracownice obrabowanego banku w Gościeradowie opisują kulisy głośnego napadu.

Przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu trwa proces domniemanej grupy przestępczej, która dopuściła się serii napadów z użyciem broni. Wczoraj zeznania uzupełnił pokrzywdzony, któremu zrabowano 415 tysięcy złotych, a także pracownice banku w Gościeradowie, z którego skradziono 50 tysięcy złotych.

Do luk w pamięci przyznaje się coraz więcej świadków wydarzeń, które miały miejsce w pierwszej połowie ubiegłej dekady, a które tarnobrzeska prokuratura ujęła w akcie oskarżenia sformułowanym przeciwko sześcioosobowej grupie domniemanych gangsterów.

Zawodna pamięć
- Nie pamiętam – właśnie to sformułowanie pada bodaj najczęściej podczas największego procesu toczącego się obecnie przed tarnobrzeskim Sądem Okręgowym. – Świadkowie wydarzeń sprzed kilku lat, jeśli nie padli bezpośrednią ofiarą przestępców, to albo wymazali już dramatyczne wydarzenia, albo po prostu nie chcą już do nich wracać, a czas powoli je zaciera.

Wczoraj, przed sądem stawiły się pracownice banku w Gościeradowie. Trzy kobiety także niewiele już pamiętały z napadu, do którego doszło w kwietniu 2004 roku. Potwierdziły natomiast szczegółowe zeznania złożone przed policją.

Wszyscy na podłogę
- Pamiętam, że to był dzień targowy. W banku było około 20 ludzi. Nagle na salę operacyjną wpadło trzech zamaskowanych mężczyzn. Nie rozpoznałabym ich, bo mieli kominiarki. Jeden krzyknął “K… to jest napad. Wszyscy na podłogę i dawać kasę”. Jeden z napastników przeskoczył przez ladę. Kasjerka dała mu pieniądze, ale oni chcieli więcej. Wołali “dawać więcej kasy”, chcieli też dostać się do starego sejfu, w którym były dokumenty, ale nie było do niego klucza. Ja zawołałam do koleżanki, żeby włączyła alarm. Napastnicy zdążyli jednak uciec – mówiła kobieta tuż po napadzie.

Mieszkanka Gościeradowa przyznała, że po napadzie zastanawiała się wraz z koleżankami, czy ktoś podejrzany kręcił się w banku przed tym zdarzeniem i wskazała policji, że mógł w nim być podejrzany Mariusz D. – Nie był on klientem, a wszedł do banku kilka dni wcześniej i podejrzanie się rozglądał. Nie robił zdjęć, ani szkiców, ale zwróciłam na jego zachowanie uwagę, bo był obcy. Kobieta przyznała także, że choć 8 lat temu stwierdziła, że napastnicy mieli przy sobie krótką broń i dwie sztuki długiej broni, dziś przyznaje, że nie wie, czy była to prawdziwa broń, czy taka “z odpustu”.

Wymieniał bilon
Mariusz D. przyznał, że był w banku, gdyż jego żona oraz nieżyjąca już teściowa miały w nim konta i bywał tam z nimi wpłacać bilon. Zarzucił on także drugiemu z oskarżonych, który opisał napad i wymienił go wśród jego organizatorów, że ten zna napad tylko z opowiadań.

- K. nie był na tym napadzie. Opisał go, ale w tym opisie jest wiele nieścisłości. On po prostu przypisał sobie ten napad, żeby zadowolić prokuratora, z którym się “ułożył” – twierdzi Mariusz D.

Tomasz K. nie odniósł się do tego zarzutu. Po raz kolejny przeprosił jednak świadków przestępstw, w których brał udział.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.