Psy w służbie u człowieka (ZDJĘCIA, WIDEO)

Gimi ma osiem lat (tu na zdjęciu ze swoim przewodnikiem Witoldem Sierackim). W służbie od szczeniaka. Najdłużej szukała człowieka przez 12 godzin, dlatego musi być niezwykle wytrenowana. Waży zaledwie 25 kg.
Gimi ma osiem lat (tu na zdjęciu ze swoim przewodnikiem Witoldem Sierackim). W służbie od szczeniaka. Najdłużej szukała człowieka przez 12 godzin, dlatego musi być niezwykle wytrenowana. Waży zaledwie 25 kg.

Naukowcy wymyślają coraz to nowsze urządzenia i maszyny, ale żadna z nich nie zastąpi zmyślnego czworonoga.

Są karne, zdyscyplinowane, wierne i nigdy nie odpuszczają zadania, które im się powierza. Natura obdarowała ich niezwykłą psychiką i silnie rozwiniętymi zmysłami – węchu, słuchu i wzroku. Mowa oczywiście o psach, które na co dzień służą w policji, stowarzyszeniu STORAT oraz pomagają na granicy celnikom.

Co mają takiego, czego nie posiada człowiek? Pole widzenia u psa wynosi 250 stopni, natomiast u człowieka – 180. Badania wykazały, że pies ma słuch nawet cztery razy lepszy niż człowiek. Każdy z nas, ludzi, posiada 5 mln komórek węchowych, a pies ma ich aż 220 milionów.

Szkolenie od szczeniaka
W rzeszowskim stowarzyszeniu STORAT psa kupują z hodowli, gdy ten ma kilka tygodni i od razu szkolą. – Mój owczarek niemiecki ma obecnie 8 lat, a kupiłem go, gdy miał 7 tygodni – opowiada Witold Sieracki, przewodnik psa ze STORAT-u. Gimi, bo tak się wabi, rozpoczęła szkolenie w drugim dniu od zakupu, będąc jeszcze małym szczeniakiem. Dlaczego tak wcześnie? Ponieważ bardzo ciężko nauczyć wszystkich rzeczy dorosłego psa, dlatego już szczeniaczkowi wpaja się różne umiejętności. Szkolenie trwa codziennie. Po około dwóch latach pies zdaje egzaminy. – Mój ma specjalizację gruzową i terenową – tłumaczy Sieracki.

Jak szukają psy ze STORAT-u? Co ciekawe, nie daje im się rzeczy zaginionego do wąchania. Mają znaleźć każdego człowieka. – Czyli idziemy szukać do lasu i pies spotka np. grzybiarza i on mnie wówczas o tym powiadomi. Dlatego, żeby było nam łatwiej, a także samym psom, do poszukiwań włączamy się głównie w nocy – tłumaczy Sieracki. Pies biegnie luzem z przyczepionym nadajnikiem GPS. Szuka w odległości około 70 metrów od przewodnika. Psy ze STORAT-u nie węszą, szukają za to tzw. górnym wiatrem, czyli z podniesionym nosem. Pies potrafi poczuć zapach nawet 100 metrów dalej. A jeden pies ratowniczy może przez noc przeszukać aż… 100 hektarów terenu. Gdy Gimi znajduje człowieka nie szczeka, ale bierze bezszelestnie specjalny rzemyk do pyska i biegnie do swojego przewodnika. Co ciekawe, poszukiwany często nawet nie wie, że znalazł go pies. Nagrodą dla czworonoga po odnalezieniu jest zabawa – gra w piłkę.

Kanto ma 3,5 roku (na zdjęciu ze swoim przewodnikiem sierżantem sztabowym Grzegorzem Jarząbem z Komendy Powiatowej Policji w Ropczycach). Kanto ma wiele sukcesów na koncie, ale ten największy wydarzył się w ubiegłym roku, w maju. Wówczas doszło do włamania do domku letniskowego. Pies razem ze swoim przewodnikiem tropił złodzieja 7 km i doprowadził do niego.
Kanto ma 3,5 roku (na zdjęciu ze swoim przewodnikiem sierżantem sztabowym Grzegorzem Jarząbem z Komendy Powiatowej Policji w Ropczycach). Kanto ma wiele sukcesów na koncie, ale ten największy wydarzył się w ubiegłym roku, w maju. Wówczas doszło do włamania do domku letniskowego. Pies razem ze swoim przewodnikiem tropił złodzieja 7 km i doprowadził do niego.

– Dlatego też jak przybiega do mnie i jest smutna, to wiem, że znalazła zwłoki. A smutna jest dlatego, że nie może się bawić – tłumaczy przewodnik. Po przyprowadzeniu do zaginionego swojego przewodnika, Gimi kładzie się i nie przeszkadza w dalszej akcji, np. gdy zaginioną osobę bada lekarz. – Dopiero gdy powiem jej odpowiednią komendę, to zaczyna się ze mną bawić – mówi Sieracki.

Tego psa można się bać
O ile Gimi jest łagodna, to na co dzień służącego w policji owczarka niemieckiego Kanto można się naprawdę przestraszyć. Od razu widać, że taki pies musi mieć inne predyspozycje niż ten ratowniczy. Gdy policjanci robią dla Super Nowości pokaz umiejętności Kanto, największe wrażenie robi na nas jego atak na pozoranta. Gdy wbija się swoimi zębami w rękę przebranego policjanta nie odpuszcza nawet kręcąc się jak na karuzeli w powietrzu. Walczy do samego końca.

Psy w polskiej policji są szkolone nie tylko do patrolowania i tropienia. Wykorzystywane są także do wyszukiwania materiałów wybuchowych, narkotyków oraz zwłok ludzkich. – Każdy pies specjalizuje się jednak w jednej rzeczy – mówi nadkomisarz Tadeusz Szurlej, nadzorujący służbę psów w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie.

Na Podkarpaciu służy 37 psów, z czego dwa to labradory, a pozostałe owczarki niemieckie. Początki psa policyjnego zaczynają się w prywatnej hodowli. Następnie jego właściciel jedzie z nim na casting do ośrodka szkoleniowego w Sułkowicach. Tam stawiana jest psom wysoka poprzeczka. Mają doskonale aportować, być agresywne, odważne, samodzielne, czujne i mieć bardzo dobry stan zdrowia. Gdy kandydat na policyjnego psa przejdzie wszystkie testy, właściciel dostaje za niego do 5 tys. zł (po szkoleniu jego wartość wzrasta do 8 tys. zł), a sam pies trafia do swojego policyjnego przewodnika, z którym odbywa 5-miesięczny kurs. Po zdaniu egzaminów wraca z przewodnikiem do jednostki. Trafia wówczas do kojców przy komendzie lub sam przewodnik trzyma zwierzę w domu. Do opiekuna należy dbanie o psa, karmienie i szkolenie. Taki Kanto służy w jednostce policyjnej w Ropczycach i pracuje 8 godzin dziennie, z czego 7 godzin to służba patrolowa, a 1 godzina dziennie to oporządzenie i szkolenie. Zarówno on jak i jego inni „koledzy i koleżanki” z psiej służby po około 10 latach odchodzą na emeryturę. Wówczas zwykle trafiają do domu swoich przewodników i tam dożywają końca swoich dni.

8-letni labrador Tores jest łagodny i wesoły, ale jego noskowi nie umknie tytoniowa kontrabanda. Na swoim koncie ma wiele sukcesów, a „celniczy” nos najpewniej odziedziczył po rodzicach, którzy także służyli w przemyskiej Służbie Celnej i specjalizowali się w wykrywaniu narkotyków.
8-letni labrador Tores jest łagodny i wesoły, ale jego noskowi nie umknie tytoniowa kontrabanda.

Psie rodziny z granicy
W przemyskiej Izbie Celnej służy obecnie 12 psich celników. Większość z nich, bo aż 9, jest wyszkolonych do wykrywania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Pozostałe 3 potrafią wywęszyć narkotyki. Celników w ich pracy wspomagają całe psie rodziny. Labradory Mambo. Cola i Blues, czyli psie trojaczki w Służbie Celnej, które na swym koncie mają sporo sukcesów  w wykrywaniu kontrabandy, to dzieci już weteranów w pracy psiego celnika, czyli Diany i Questo. Dla psów pracujących na granicy konieczne jest specjalne dwumiesięczne szkolenie kończące się egzaminem. Poza kursem podstawowym, psy przechodzą kursy doskonalące, a także raz w roku uczestniczą w atestacji. Wszystkie celnicze psy mieszkają razem ze swoimi przewodnikami i pozostają z nimi po zakończonej służbie, która trwa do 10 lat. Jedną z gwiazd psiej Służby Celnej na Podkarpaciu jest 8-letni labrador Tores. Piękny, na co dzień wesoły i bardzo przyjazny pies służy od 2006 roku. Przez 7 lat wywęszył aż 8 milionów sztuk nielegalnych papierosów. Między innymi dzięki jego czujnemu nosowi celnicy udaremnili dwa rekordowe przemyty: 1,7 mln i 2,5 mln sztuk papierosów. 8-letni labrador jest dzieckiem psich celników: Anteyi i Ponga, którzy specjalizowali się w wykrywaniu narkotyków.

Na co dzień Toresa można spotkać na przejściu granicznym w Korczowej, ale zdarza mu się także pracować w terenie. Jak prawie każdy labrador, Tores jest łagodny i wesoły. Lubi pieszczoty i zabawę, a także pochwały za sukcesy i spacery.

Grzegorz Anton, Monika Kamińska

[print_gllr id=100345]

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Kiki
Kiki
7 lat temu

Świetny artykuł, szkoda że chociaż 10% właścicieli psów w Polsce nie wykorzystuje umiejętności swoich psów. Nie tylko labradory i owczarki niemieckie potrafią wywęszyć narkotyki i być super posłuszne. Te same umiejętności może zaprezentować popularny york czy kundelek. Wymaga to jedynie odpowiedniego zaangażowania ze strony właściciela. Szkoda że większość angażuje się jedynie w upasienie swojego psiaka do rozmiaru okrąglutkiej beczki :(