Ptaki ważniejsze niż ludzie?

TARNOBRZEG, SANDOMIERZ. Tysiące ludzi czeka na decyzję w sprawie ekologicznej pułapki zastawionej przez unijne dyrektywy

Tarnobrzeska Dolina Wisły to obszar o powierzchni około 4 tysięcy hektarów i jest zgłoszony do Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000. Jedną trzecią tego obszaru pokrywają wody Wisły i przyległe jej międzywale porośnięte drzewami. Drzew tych nie wolno usunąć, a zdaniem wielu ekspertów i mieszkańców tego terenu, to właśnie one spiętrzyły w czasie ubiegłorocznej powodzi wody Wisły i doprowadziły do rozsadzenia wału w Koćmierzowie.

Już latem ubiegłego roku w Tarnobrzegu i Sandomierzu mówiło się wiele o pułapce, w jaką wpadli mieszkańcy styku województw podkarpackiego i świętokrzyskiego. Rozżaleni powodzianie nie szczędzili słów krytyki ekologom i specjalistom z województwa podkarpackiego, którzy do programu Natura 2000 wytypowali obszar nazwany Tarnobrzeską Doliną Wisły. Na obszarze tym chronione mają być przede wszystkim siedliska ptaków, ryby oraz drzewa.

Krytykę w tej kwestii wyraził także podczas oględzin spustoszonego przez żywioł terenu premier Donald Tusk.

- Nie możemy sobie pozwolić na tworzenie rezerwatów przyrody pomiędzy wałami przeciwpowodziowymi. Nie będę już w Brukseli perswadował, tylko głośno krzyczał na temat obszarów chronionych. Gdyby tu, w Sandomierzu, na międzywalu nie było drzew, których nie wolno ściąć, woda byłaby niższa – mówił na wałach szef rządu.

Z zapowiedzi tych niewiele jednak zostało zrealizowane. Lokalne władze od miesięcy wydeptują ścieżki w instytucjach, które mają wpływ na wycinkę drzew i krzewów porastających międzywale w Sandomierzu. W minionym tygodniu burmistrz Jerzy Borowski interweniował w tej sprawie w Ministerstwie Środowiska. Wcześniej interpelację w tej sprawie wysłał do ministra także poseł Marek Kwitek. Na razie nie ma na nie jednak pozytywnej odpowiedzi.

Kilka tysięcy powodzian, którzy ucierpieli w maju i czerwcu ubiegłego roku, odbudowuje swoje domy licząc, że powódź w najbliższych latach już się nie powtórzy. Niestety, samo liczenie, to niestety, w tym przypadku za mało. Potrzebne są konkretne działania, które w sposób maksymalny zminimalizują ryzyko przelania lub rozerwania wału na tym stosunkowo krętym, a więc i niebezpiecznym odcinku Wisły.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.