Radny chce być pierwszym “klientem” nowego sądu

Kompaktor, który się zepsuł. Przed podróżą na złomowisko nie ochroni go napis “Stalowa Wola”.

STALOWA WOLA. Przetarg na maszynę do ubijania śmieci sprawdziły już wszystkie możliwe instytucje, ale prezesa MZK to jeszcze nie zadowala.

Co wspólnego ma lokalny “pałac Temidy” z ubijaczem śmieci na miejskim składowisku? Jeden i drugi jest świeżutki i jeszcze nie używany. Ponadto z powodu tego drugiego, w tym pierwszym może dojść do spektakularnego procesu. Wolę bycia sądzonym w nowym gmachu wyraził radny Lucjusz Nadbereżny, wyraźnie kpiąc z ostrzeżeń Mariusza Piaseckiego, prezesa Miejskiego Zakładu Komunalnego.

MZK kupił nowy kompaktor, czyli maszynę do rozprowadzania i zagęszczania odpadów na składowisku. Stary kompaktor, wyprodukowany za płotem, czyli w Hucie Stalowa Wola, a dokładnie w jednej z jej spółek-córek, zepsuł się. MZK tak ustawił warunki przetargu, że nie mogła go wygrać maszyna z HSW. To rozwścieczyło część radnych, którzy zwołali nadzwyczajną sesję i przeprowadzili swego rodzaju sąd nad MZK.

Prezes doniósł sam na siebie

Z tego sądu komunalna spółka wyszła cało. Co prawda jej prezes złożył dymisję, ale tej prezydent nie przyjął. Wtedy prezes poszedł za ciosem. Najpierw przetarg sprawdziły wszystkie powołane do tego organy, później Krajowa Izba Odwoławcza, a na koniec prokuratura. Do KIO odwołała się HSW i przegrała, płacąc przy okazji 15 tys. zł za posiedzenie. Do prokuratury prezes Piasecki doniósł sam na siebie. Tak trzeba rozumieć jego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przy przetargu na kompaktor. Prokuratura odmawiając wszczęcia postępowania ze względu na brak znamion czynu zabronionego, ostatecznie oczyściła zarząd MZK z podejrzeń snutych przez radnych. Wtedy prezes ruszył do natarcia.

Naciera na radnych, którzy na nadzwyczajnej sesji pastwili się nad MZK i nowym kompaktorem. Grozi im procesami cywilnymi, do czego namawia go szef rady nadzorczej Tomasz Pajęcki i cicho przyzwala prezydent miasta. Nie wiadomo kto przed sądem stanie, ale radni najbardziej aktywni na sesji, nabrali wody w usta. MZK ma dobrą passę, a przegrana przed sądem mogłaby oznaczać koniec rajcowskiej kariery dla wybrańca ludu.

Strachy na Nadbereżnego

Prezesa Piaseckiego najwyraźniej nie boi się inicjator “sądu nad MZK”. Nadbereżny jest gotów przed sądem jeszcze raz powtórzyć, że lepszy byłby o pół miliona złotych tańszy kompaktor z HSW niż jakikolwiek inny. Groźby ze strony MZK nazywa „strachami na Lachy”. Ze śmiechem na ustach wyraża nadzieję, że dane mu będzie stanąć przed sądem, jako pierwszemu w nowym gmachu. Jeszcze w tym miesiącu zakończy się budowa sądu. W tym samym czasie na stalowowolskim składowisku zacznie pracować nowy kompaktor.

Jerzy Mielniczuk

do “Radny chce być pierwszym “klientem” nowego sądu”

  1. roman

    znowu jedni pokazują drugim kto tu rządzi – oby się w tym sądzie jeszcze nie pogryźli

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.