Ratownik okradał pacjentów

- Nie ma absolutnie żadnych dowodów świadczących o tym, że ktoś się przyczynił do śmierci wędkarza - mówi Dariusz Brzykowski, prokurator rejonowy w Ropczycach. Fot. Artur Getler

– Sprawę Huberta S. skierowaliśmy już do sądu, mężczyzna do stawianego zarzutu się przyznaje – mówi Dariusz Brzykowski, szef Prokuratury Rejonowej w Ropczycach. Fot. Artur Getler

DĘBICA, ROPCZYCE. Pracownik pogotowia przyznał się, że okradał chorych w dwóch powiatach.

Niedawno opisywaliśmy sprawę Hubert S., podejrzanego o kradzież dokonaną na osobach swoich pacjentek w Dębicy. Okazuje się, że ratownik ma więcej na sumieniu, w sądzie toczą się już dwie sprawy – jedna w Dębicy, jedna w Ropczycach.

Hubert S. (34 l.) z Ropczyc pracował na kontrakcie w dębickim pogotowiu, był ratownikiem. Po raz pierwszy był w kręgu podejrzanych we wrześniu 2016 r., gdy starsza pacjentka z podejrzeniem zawału trafiła do dębickiego szpitala. Na czas badań zdjęła i schowała w torebce złotą biżuterię (kolczyki i łańcuszek). Biżuterię ukradł Hubert S., jednak pacjentkę obsługiwało wiele osób i trudno było wytypować sprawcę.

Niemal równocześnie Hubert S., pracując w Ropczycach, we wrześniu 2016 roku został wezwany do 80-letniej pacjentki. Gdy drugi ratownik zajmował się pacjentką, Hubert S. pod pozorem wypełnienia dokumentacji przysiadł się do szafki z biżuterią, z której zabrał złoty pierścionek i srebrną biżuterię o wartości 2100 zł. Pierścionek zastawił w lombardzie jeszcze tego samego dnia.

W sprawie dwóch kradzieży oddzielne śledztwa prowadzono w Ropczycach i w Dębicy. W obydwu przypadkach nie udało się postawić zarzutów. W styczniu na policję zgłosił się jednak mieszkaniec jednej z poddębickich miejscowości. Był on przekonany, że został okradziony przez ratownika. Wezwał on pogotowie do swojej żony. Ratownicy poprosili o dokumenty chorej, mężczyzna je podał i pozostawił otwartą szufladę, w której znajdowała się portmonetka zawierająca 2050 zł. Mężczyzna zeznał, że jeden z ratowników, właśnie Hubert S., zaczął się przybliżać do szuflady, jednak zajęty chorą żona mężczyzna nie zwrócił na to uwagi. Po wyjściu ratowników zauważył brak portmonetki i wtedy połączył ze sobą fakty.

Policja zaczęła prześwietlać ratownika. Jeden z funkcjonariuszy ustalił, że zastawia on sporo biżuterii w lombardach. Ponownie wzięty na przesłuchanie Hubert S. przyznał się do okradzenia dwóch pacjentów, twierdził, że biżuterię podkradał też rodzinie, ale ta nie złożyła zawiadomienia. W Dębicy Hubert S. tłumaczył, że pieniędzy potrzebował, bo ma problem z hazardem.

Sprawa została skierowana do sądu. Mężczyzna oprócz zarzutów kradzieży biżuterii wartej 6 tys. zł, ma jeszcze zarzut posiadania narkotyków. Chce się poddać karze i proponuje dla siebie 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu.

W czerwcu równolegle z dębickimi śledczymi na trop ratownika wpadli ropczyccy policjanci, którzy namierzyli skradziony złoty pierścionek w lombardzie. Hubert S. podpisany był pod umową sprzedaży kradzionego przedmiotu. Mężczyzna przyznał się przed prokuratorem. Wyjaśniał, że kierował nim impuls, nad którym nie potrafił zapanować. Sprawa właśnie trafiła do sądu w formie aktu oskarżenia. Podejrzanemu grozi do 5 lat więzienia.

- Mężczyzna do stawianego zarzutu się przyznaje, twierdzi, że pierścionek sprzedał w lombardzie, resztę biżuterii miał porzucić jako, jego zdaniem, bezwartościową – mówi Dariusz Brzykowski, szef Prokuratury Rejonowej w Ropczycach.

W dębickim pogotowiu mężczyzna już nie pracuje. Został zawieszony już na etapie śledztwa. W ropczyckim ZOZ-ie dyrektor nie chciał zdradzać sytuacji zawodowej ratownika, zasłaniając się jego dobrami osobistymi. Podkreślał, że ratownik nie został jeszcze skazany, a oskarżony. Dyrektor zapewnił nas jednak, że mężczyzna nie ma kontaktu z pacjentami.

Artur Getler

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.