Ratowników nie było ponad 40 minut w oku kamery

Annie Cz. i Józefowi P. prokuratura przedstawiła zarzut narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi im od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Fot. Autor

KROSNO. Wczoraj został odtworzony obraz z zapisu monitoringu.

W Sądzie Rejonowym w Krośnie trwa proces Anny Cz. (25 l.) oraz Józefa P. (59 l.), którzy są oskarżeni o to, że będąc ratownikami na krytej pływalni przy ul. Wojska Polskiego 15 grudnia 2011 roku nie obserwowali bacznie lustra wody, a także nie podjęli natychmiastowej akcji ratunkowej, gdy topił się 16-letni chłopak. U nastolatka nastąpiło zatrzymanie akcji serca i ustanie czynności oddechowych. Tym samym narazili go na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia. Podczas ostatniej rozprawy zeznawał m.in. Ryszard N. (48 l.), ojciec poszkodowanego nastolatka. Jak się okazało, ratowników nie było w oku basenowej kamery między godziną 19.40 a 20.28.

- Od kobiety z basenu otrzymałem informację, że mój syn uległ wypadkowi, że się podtopił. Udaliśmy się więc z żoną na basen. Na miejscu okazało się, że syna zabrało pogotowie do szpitala – mówił  w sądzie Ryszard N. – Zobaczyłem syna leżącego na kozetce w Izbie Przyjęć, miał drgawki. Lekarz uzyskał dwie sprzeczne informacje. Wg jednej wersji chłopak uderzył się w głowę, a wg drugiej – podtopił się.

- Syn został zabrany na OIOM. Lekarze określili stan syna jako krytyczny, groziła mu śmierć. Wprowadzono go w śpiączkę farmakologiczną, w której przebywał kilka dni. Po wybudzeniu trafił na oddział dziecięcy – mówił. – Jakie zmiany nastąpiły u syna po wypadku? – pytał sędzia 48-latka. – Miał krótkotrwały niedowład prawej ręki oraz zaburzenia w koncentracji. Po kilku dniach zaczęły mu wypadać włosy – odpowiedział.

Gdzie byli ratownicy przez ponad 40 minut?
Sąd zwrócił uwagę na kilka kwestii odnośnie odtwarzanego obrazu z basenowego monitoringu. Z tego zapisu wynika, że o  19.29 odbywa się obchód ratowniczki, a następnie ratownika, kolejny obchód jest o  19.35, 19.36 i 19.39, po czym żaden z ratowników nie jest widoczny w oku kamery aż do  20.28. O  20.21 przychodzi do basenu pokrzywdzony, o 20.22 przychodzi do brodzika siostra poszkodowanego. O 20.30 pokrzywdzony rozpoczyna próbę pływania pod wodą. Pokonuje dwie pełne długości brodzika  oraz około trzech czwartych trzeciej długości, po czym chłopak krztusi się i opada na dno.

- Gdzie pani była między  19. 40 a 20.28? – pytał sędzia Annę Cz. -  Przy krótszej części dużego basenu jest tablica z danymi dotyczącymi powietrza i wody. Są tam drzwi, które można otworzyć, by zaczerpnąć powietrza, bo na basenie jest duszno. W tamtym miejscu byłam wtedy cały czas. Stamtąd obserwowałam dużą część basenu i mogłam wejść do pokoju ratowników, by napić się wody i włączyć bicze – zeznała oskarżona. – Drugi ratownik być może był w tym czasie w pokoju ratowników. Być może staliśmy razem i  chwilę rozmawialiśmy. Na pewno nie przebywaliśmy w jednym punkcie przez ponad 40 minut – zaznaczyła. – Przez 48 minut nie wykonywałam obchodu, bo albo brodzik był pusty, albo widoczne były w nim 2-3 osoby – oznajmiła. Z kolei Józef P. wspomniał o uciążliwościach z jakimi jest związana praca ratownika. -  Na basenie jest bardzo słaba wentylacja, wielki hałas. W pewnym stopniu ten hałas ogranicza ustne komunikowanie się ratowników – zeznał.

Wioletta Zuzak

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.