Ratujmy zabytki bo w końcu się zawalą

KOLBUSZOWA. Przez dziesięciolecia zabytkowy obiekt pełnił rolę kulturalnego centrum miasta. Teraz grozi mu zawalenie, bo gmina żydowska zamknęła go na cztery spusty.

Ciężko w Kolbuszowej znaleźć zabytek takiego kalibru, jak, wybudowana w 1825 r., synagoga przy ul. Piekarskiej 19. Po II wojnie światowej służyła ona, jako miejsce wystaw artystycznych i innych imprez kulturalnych. Ale dwa lata temu obiekt przejęła gmina żydowska i… zamknęła na cztery spusty. Efekt? Synagoga sypie się na oczach kolbuszowian. – Musimy ją odzyskać, bo inaczej się zawali! – alarmują regionaliści.
Kolbuszowska synagoga to murowany obiekt, który powstała na planie prostokąta. Na sklepieniu głównej sali modlitewnej można zauważyć pozostałości polichromii z 1903 roku.

Tematem zainteresowały się organizacje żydowskie

Budynek został zdewastowany przez hitlerowskich okupantów, ale jakimś cudem ocalał. Po II wojnie światowej synagoga została upaństwowiona i po generalnym remoncie przekazana w użytkowanie kolbuszowskiemu muzeum. Historycy, regionaliści i animatorzy kultury przez lata organizowali tam różnego rodzaju przedsięwzięcia. I wydawało się, że tak być już musi. Ale dwa lata temu o zabytkową synagogę upomniały się organizacje żydowskie.

Ostateczną decyzję w tej sprawie podjęła warszawska Komisja Regulacyjna do spraw Gmin Wyznaniowych Żydowskich. Jackowi Bardanowi, dyrektorowi muzeum nie pozostało nic innego, jak ewakuować z synagogi bogate kolekcje eksponatów, a klucze zdać staroście. Pierwszą i jedyną decyzją gminy żydowskiej było zamknięcie obiektu na cztery spusty i pozostawienie go na pastwę losu. O jakiejkolwiek modernizacji nie było mowy.

Nie odbierają telefonów, drzwi są ciągle zamknięte

Kolbuszowscy regionaliści są załamani. – Synagoga z dnia na dzień jest w coraz gorszym stanie – alarmuje Paweł Michno. – Ją po prostu trzeba ratować. A gmina żydowska nie zrobiła w tym kierunku kompletnie nic. Dlatego chcemy odzyskać ten zabytek dla kolbuszowian. Problem w tym, że nie ma partnera do prowadzenia rozmów. W krakowskiej gminie żydowskiej drzwi są ciągle zamknięte. Nieraz musieliśmy pocałować tam klamkę.

Nam również, mimo wielokrotnych prób, nie udało się skontaktować z obecnym zarządcą synagogi. – Jest to bardzo ważny dla nas obiekt, jedyny taki w Kolbuszowej – uważa Michno. – Jesteśmy jednym z nielicznych miast, które nie posiada własnego muzeum, sali koncertowej, czy miejsca do organizowania wystaw poświęconych regionowi. A przez dziesięciolecia taką rolę odgrywała kolbuszowska synagoga. Chcielibyśmy do tego powrócić.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.