Recydywista zmarł w więzieniu

Witold R. zmarł w więzieniu, odsiadując kolejny wyrok. Śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych. Fot. Bogdan Myśliwiec

STALOWA WOLA. 59-letni Witold R. skazany za zabójstwo, śmiertelne pobicia, a ostatnio za napad na sklep spożywczy nie żyje. Mężczyzna zmarł w więzieniu.

Większość życia spędził za kratami i nie doczekał końca ostatniego wyroku. 59-letni mieszkaniec Stalowej Woli, który przed laty siał postrach wśród mieszkańców, a ostatnio, gdy po wielu latach wyszedł na wolność zaatakował właścicielkę sklepu spożywczego, zmarł podczas odbywania zasądzonej w październiku kary.

Witold R. miał na swoim koncie wyrok za zabójstwo, dwa za śmiertelne pobicia i kilka innych za mniejsze przestępstwa. Za kratami spędził ponad pół życia. W październiku za napad na sklep usłyszał wyrok 8 lat pozbawienia wolności. Sąd odwiesił mu bowiem karę, z której warunkowo go wcześniej zwolnił.

O procesie toczącym się latem i jesienią br. roku pisaliśmy kilkakrotnie, bo proces mężczyzny, który przed laty dokonał wraz z bratem okrutnej podwójnej zbrodni, leżał w zainteresowaniu opinii społecznej.

W latach 80. i 90. obaj mężczyźni siali postrach w “hutniczym grodzie”, nie bali się nikogo i zachowywali się tak, jakby wolno im było wszystko. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ich milicyjne jeszcze wtedy kartoteki pełne były opisów przestępstw, których się dopuścili. Witold R. wyszedł właśnie z więzienia za śmiertelne pobicie. Miał spędzić za kratami 10 lat, ale po 7 został warunkowo wypuszczony. Był już wówczas także podejrzany o zabójstwo 17-letniej dziewczyny, ale prokuratura nie miała wystarczających dowodów, aby postawić mu konkretny zarzut.

W 1989 roku Witold R. miał 36-lat, a na jego drodze stanęła 19-letnia dziewczyna. 21 sierpnia 1989 roku, gdy cała Polska cieszyła się z pierwszych tygodni odzyskanej wolności, Witold R., po kolejnej zakrapianej imprezie postanowił z bratem zabić 47-latka, który od dawna im “przeszkadzał”. 19-latka była jedną z pierwszych osób, które wiedziały, że to jej konkubent i jego brat mają na rękach krew “Dzika”. W mieszkaniu, które zajmowali, nie mogli pozostać, więc spakowali to co najpotrzebniejsze i uciekli pod namiot na obrzeża miasta. Po dwóch dniach w ukryciu mężczyźni i kobieta spokojnie spożywali alkohol, gdy, jak wynika z akt, w pewnym momencie 19-latka powiedziała, że ma braci w garści, bo zna przebieg zdarzeń sprzed dwóch dni. Witold R. i jego brat nie lubili takich żartów i zakatowali dziewczynę.

Zwłoki młodej kobiety w stanie daleko posuniętego rozkładu znalazły tydzień później dzieci bawiące się w okolicach Sanu. Jak wynika z przechowywanych w archiwum akt, bandyci zatłukli 19-latkę na śmierć. Gdy przestała dawać oznaki życia, sznurkiem od namiotu związali jej ciało, a na szyi zacisnęli pętlę. Zwłoki chcieli wrzucić do Sanu, ale zabrakło im na to sił. Od miejsca zbrodni uszli zaledwie 25 metrów i tam porzucili ciało. Przysypali je jedynie niewielką warstwą ziemi.

Witold R. został zatrzymany przez milicję 31 sierpnia. Jego brat dwa dni później. Obaj stanęli przed Sądem Wojewódzkim w Tarnobrzegu z siedzibą w Sandomierzu. Za śmiertelne pobicie 47-latka oraz za zabójstwo 19-latki w marcu 1992 roku bracia usłyszeli wyrok po 25 lat więzienia. Witold R. wyszedł na wolność w grudniu 2010 r., jego brat w październiku 2011.

Małgorzata Rokoszewska

do “Recydywista zmarł w więzieniu”

  1. piotr

    braciszek tez juz niezyje !!

  2. piotr

    jednego smiecia mniej

  3. mirek rokoszewski

    nazywa sie witold rynio

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.