Resovia jak armia Napoleona

Rzeszowcy siatkarze w obu spotkaniach walczyli z Dynamem jak równy z równych ale niestety oba przegrali po tie-breakacha. Fot. Wit Hadło

FINAŁ PUCHARU CEV. Resoviacy podjęli w Moskwie rękawice ale po heroicznym boju znów w tie-breaku polegli.

Dla polskich klubów wyprawy do Rosji w ostatnich latach kończyły się tak samo jak w 1812 roku kampania rosyjska dla Napoleona Bonaparte. Od czasu do czasu na wschodzie udawało się wygrać pojedynczą bitwę (Mostostal Kędzierzyn-Koźle czy PGE Skra Bełchatów), ale wojny toczone na terytorium wroga zawsze kończyły się zwycięstwami Rosjan.
Za wschodnią granica ciągle przegrywamy – choć czasami honorowo tak jak w niedziele na po wspaniałej walce w hali “Drużba” (przyjaźń) w Moskwie. W niedzielę mogło się to zmienić, bowiem resoviacy nie załamali się niepowodzeniem z pierwszego meczu (porażka 2-3) i przez cztery sety walczyli jak równy z równym i dopiero w tie-breaku Rosjanie zdecydowanie już potwierdzili swoja dominację. – Graliśmy bardzo dobrze  zrobiliśmy bardzo dużo i mieliśmy ogromną szansę. Jest niedosyt bo nawet z tak klasowym zespołem można było ugrać więcej – mówi szkoleniowiec Asseco Resovii, Andrzej Kowal.

Wierzyli w sukces
Po grze zespołu z Rzeszowa widać było, że bardzo szybko wymazał z pamięci straconą ogromną szansę na wygrana w pierwszym pojedynku. Resoviacy od samego początku poszli na ostrą wymianę ciosów i ryzykowali na zagrywce. – Ja byłem przekonany o tym, że tu wygramy – mówił na antenie Radia Rzeszów, szkoleniowiec Asseco Resovii, – Jechaliśmy wszyscy do Rosji bardzo pozytywnie nastawieni, nawet pomimo porażki w Rzeszowie. Wiedzieliśmy, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani. Oczywiście, normalne jest, że musieliśmy tutaj podjąć większe ryzyko, stąd ogromna liczba zepsutych zagrywek (23 – przyp. red). Przy takiej efektywności przeciwnika z pierwszego ataku nie mieliśmy większego wyboru. Graliśmy naprawdę nieźle i jeszcze raz podkreślę – zrobiliśmy bardzo dużo – stwierdza Kowal.

Koncert Grozera
W inauguracyjnej partii niedzielnego meczu jak w transie spisywał się Georg Grozer, który atakował aż 16 razy (63 proc. skuteczność). W niezwykle zaciętej końcówce więcej zimnej krwi wykazali podopieczni trenera Kowala, którzy za piątym setbolem postawili kropkę nad i (rywale mieli dwie piłki setowe). W drugiej partii od samego początku już bezpieczną przewagę zbudowali miejscowi, którzy kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku (3-4 pkt). Resoviacy nie zrażeni tym niepowodzeniem w jednak mozolnie odrabiali straty i w końcówce zdołali doprowadzić do remisu ale ostatnie słowo należało jednak go gospodarzy, którzy za sprawa Veresa i Pawłowa wygrali seta. W kolejnej części meczu rywale wicemistrzowie Rosji, poszli za ciosem i znów od samego początku przeważali (8:5, 10:6, 18:14). Resoviacy po raz kolejny pokazali w Moskwie prawdziwy charakter i doprowadzili do emocjonującej końcówki, ale to za trzecim setbolem mogli cieszyć się gospodarze.

Resoviacki charakter
Nasz zespół nie zrażał się jednak niepowodzeniem i cały czas dążył do zwycięstwa. Niemal koncertowo zagrał w IV secie i dopiero na samym finiszu złapał zadyszki. Prowadząc 24:21 resoviacy zupełnie oddali pole rywalom, którzy doprowadzili do remisu, ale w porę przyszło opanowanie i losy pojedynku rozstrzygnęły się w tie-breaku. Niestety ta decydująca częśc pojedynku od połowy przebiegała już przy przewadze wicemistrzów Rosji, w szeregach których nie doza trzymania nie tylko w ataku ale też w polu zagrywki był Nikołaj Pawłow. – Rywale byli lepsi od nas jako zespół – ocenia trener Kowal i dodaje. – Natomiast ta ich przewaga była naprawdę niewielka. Być może wygrali tym, że mają bardziej stabilny skład i tym, że z Grankinem grają już długi czas. Trudno tak na gorąco ocenić. Tych dwóch zawodników, którzy decydowali o obliczu Dynama w poprzednich meczach było również kluczowych w pojedynkach z nami, czyli Pawłow i Veres – stwierdza Kowal.

Kibice nie zawiedli
W hali położonej w kompleksie sportowym na Łuznikach nie zabrakło kibiców z Rzeszowa. 30-osobowa grupa fanów Resovii dotarła do stolicy Moskwy po 36 godzinnej jeździe autokarem i kilka razy potrafiła przekrzyczeć znacznie liczniejszych fanów gospodarzy, którzy niemal w komplecie wypełnili halę Przyjaźni. Ciekawostką jest tez to, że w oddalonej o dosłownie kilkaset metrów hali lodowej niemal w tym samym czasie hokeiści Dynama rozgrywali finałowy mecz konferencji wschodniej Ligi KHL (Puchar Gagarina) a na trybunach zjawił się komplet ponad 8 tys fanów, co tylko świdczy o ogromnym zainteresowaniu sportem w stolicy Rosji (dzień wcześniej mecz piłkarskiej ekstraklasy na Łużnikach pomiędzy Spartakiem Moskwa a Zenitem St. Petersburg zgromadził na trybunach ponad 40 tys widzów.).

DYNAMO Moskwa    3
ASSECO RESOVIA    2
(28:30, 25:22, 26:24, 24:26, 15:9)

DYNAMO: Grankin 2, Kalinin 10, Lee 13, Pawłow 30, Veres 18, Szczerbinin 5 oraz Bragin (libero), Krugłow 1, Karitonow, Bezrukow, Markin, Stiepanian (libero),
ASSECO RESOVIA: Tichacek 2, Lotman 6, Grzyb 11, Grozer 23, Achrem 21, Nowakowski 12 oraz Ignaczak (libero), Kosok, Bojić 7, Dobrowolski

Sędziowali: Frank Garthoff (Niemcy) i Dobromir Dobrew (Bułgaria). Widzów 3 tys. MVP meczów finałowych Nikołaj Pawłow.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.