Resovia jak bokser

Fot. Paweł Bialic

Rewelacja rozgrywek z Warszawy nie miała nic do powiedzenie w pojedynku z mistrzem Polski.

Mistrzowie Polski nie mieli najmniejszych problemów w pokonaniem rewelacji tegorocznych rozgrywek – AZS Politechniki. Rzeszowianie rozprawili się z rywalem w nieco ponad godzinę, nokautując go jak rasowy bokser. – Czasami tak się zdarza, że dostaje się w przysłowiowy “ryj”. Nie mieliśmy cienia szansy na zwycięstwo  – przyznał po meczu trener ekipy ze stolicy, Jakub Bednaruk.

Przewaga rzeszowian ani na moment nie podlegała dyskusji. Jedynie na początku inauguracyjnej partii trwała wyrównana walka, ale po kilku akcjach uwidoczniła się już dominacja resoviaków. – Mam pretensje do zawodników, bo wiedzieli, że na początku meczu było mnóstwo stresów po drugiej stronie siatki, że ręka rywalom drżała i zespół z Rzeszowa oddał nam cztery zagrywki – opisuje szkoleniowiec AZS Politechniki. – Powinniśmy naskoczyć na rywala tak, jak robiliśmy to w poprzednich meczach. Przez cały sezon nasza agresja skupiona była na początek meczu. I to był ten jedyny moment, kiedy mogliśmy coś zrobić, bo później Resovia wybiła nam już siatkówkę z głowy. Czasami właśnie tak bywa, że wychodzi się na mecz i wraca do szatni po godzinie, nie bardzo nawet rozgrzanym. Mamy inne cele niż Rzeszów. Zdarzył nam się pierwszy tak słaby mecz w tym sezonie, ale to dlatego, że Resovia zagrała dziś bardzo dobrze – stwierdza Bednaruk.

Gospodarze mocno ryzykowali zagrywką (18 błędów w tym elemencie na 27 w całym meczu), ale to się opłaciło, bo rywale mieli spore problemy w przyjęciu. – Nie mieliśmy żadnego elementu, aby zaczepić się w tym meczu – mówi przyjmujący AZS Politechniki, Krzysztof Wierzbowski.

W sobotę w szeregach gospodarzy nie wystąpili: Piotr Nowakowski i Grzegorz Kosok (byli poza meczową dwunastką) oraz Olieg Achrem. Ww. wciąż leczą różne dolegliwości zdrowotne, aby być w pełni zdolni do gry w kolejnych meczach. W sobotę jednak żaden z nich nie był potrzebny, bowiem ci, którzy grali, spisali się bardzo dobrze i nie były konieczne żadne zmiany. – Dziękuję chłopakom za wspaniałą grę i za ogromne zaangażowanie – komplementował kolegów Olieg Achrem. – Prowadziliśmy wysoko, a mimo to cały czas zachowywaliśmy koncentrację i dużą radość z każdego punktu. Wskoczyliśmy na właściwy tor, co tylko dobrze wróży na przyszłość. Pojawiła się wreszcie skuteczna zagrywka, dzięki, której ułatwiliśmy sobie grę i rywale nie byli już tak skuteczni w ataku – stwierdził kapitan Asseco Resovii.

- Wielkie gratulacje dla chłopaków za wielką determinację w grze. Przy takim zaangażowaniu nasze wyniki będą zdecydowanie lepsze – dodawał Andrzej Kowal, szkoleniowiec mistrzów Polski, dla których dodatkową motywacja były słowa trenera AZS Politechniki wypowiedziane przed przyjazdem do Rzeszowa. – Naszą dobrą postawą na boisku zamknęliśmy usta trenerowi warszawskiej drużyny, który dawał do zrozumienia, że gramy słabo i powinniśmy się obawiać Politechniki – mówi Lukas Tichacek i dodaje. – W rzeczywistości nie mieliśmy większych problemów z odniesieniem zwycięstwa. Zależało nam na tym żeby pewnie pokonać zespół z Warszawy i zdobyć cenne punkty, dzięki którym możemy awansować w tabeli. Nie chcemy już wracać do tych przegranych meczów i rozmyślać o tym, że coś nam nie idzie – kończy rozgrywający Asseco Resovii.

ASSECO RESOVIA – AZS POLITECHNIKA WARSZAWSKA 3-0 (25:17, 25:19, 25:16)
Resovia: Tichacek 1, Lotman 11, Grzyb 5, Bartman 19, Kovacević 15, Perłowski 8 oraz Ignaczak (libero)
Politechnika: Drzyzga 1, Siezieniewski 5, Nowak 2, Szymański 5, Wierzbowski 4, Zajder 3 oraz Potera (libero), Olenderek (libero), Dryja 2, Pawliński, Adamajtis 3.

Sędziowali: Andrzej Kuchna (Katowice) i Wojciech Maroszek (Żory). Widzów 4200. MVP meczu Nikola Kovacevic.

Rafał Myśliwiec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.