Resovia może wygrać CEV

Fot. Wit Hadło

SIATKÓWKA. Trener Daniel Castellani o szansa Asseco Resovii i reprezentacji Polski.

Były szkoleniowiec reprezentacji Polski, Daniel Castellani uważa, że Asseco Resovię stać na sukces w Pucharze CEV. Trener Fenerbahce Stambuł i fińskiej reprezentacji podkreśla, że w Challeng Round Pucharu CEV spotkały się dwa zespoły, które należą do faworytów tych rozgrywek.

- Ktoś musiał wygrać i padło na Resovię – mówi DANIEL CASTELLANI. – Mecz był bardzo zacięty i praktycznie w każdym secie rozstrzygnął się dopiero w końcówce. Nie mogę mieć zastrzeżeń do swoich zawodników. Dali z siebie wszystko, zagrali na maksimum swoich możliwości na ten moment i ogółem pokazali się z dobrej strony. Resovia była od nas lepsza w kilku sytuacjach, które zadecydowały o wyniku. Dużo dała im skuteczna zagrywka. Świetne spotkanie rozegrał Maciek Dobrowolski i mimo, że jest mi przykro, że mój zespół odpadł z rywalizacji, to cieszę się z dobrej gry mojego byłego podopiecznego ze Skry Bełchatów. Na placu boju pozostały teraz trzy bardzo mocne zespoły – Resovia oraz włoska Monzy i Dynamo Moskwa, z tym, że te dwie ostatnie ekipy zmierzą się ze sobą w półfinale. Polski zespół naprawdę nie jest bez szans na końcowy sukces.

- Jak przyjął pan drugie miejsce reprezentacji Polski w Pucharze Świata? Był pan zaskoczony jej dobrym występem?
- Trochę tak, bo to był naprawdę bardzo ciężki i wymagający turniej. Myślę jednak, że trzy pierwsze miejsca zajęły zespoły o najbardziej szerokich i wyrównanych kadrach. Kluczem w PŚ było umiejętne gospodarowanie siłami zawodników i granie całym zespołem, a nie tylko podstawową “szóstką”. To była przewaga Polaków m.in. nad Włochami, którzy praktycznie w każdym meczu grali tym samym składem. Jestem pod dużym wrażeniem gry Polaków nie tylko w PŚ, ale w całym sezonie, w którym utrzymali równą dyspozycję i zasłużenie sięgnęli po trzy medale. Myślę, że w przypadku kilku młodszych zawodników w tym roku zaprocentowało już doświadczenie z gry z poprzednich sezonów. W okresie, kiedy ja byłem trenerem, brakowało im jeszcze chłodnej głowy i koncentracji w ważnych momentach, ale to jest też wynik czasu i cierpliwości. Polska ma wielu obiecujących młodych zawodników, którzy powoli już grają albo będą grali w reprezentacji. Potencjał w tej drużynie jest duży.

- Z perspektywy czasu nie ma pan żalu do PZPS-u, że nie pozwolił panu kontynuować pracy z polskim zespołem? Po nieudanych MŚ we Włoszech też był pan skłonny położyć większy nacisk na odmłodzenie zespołu.
- To już jest historia i nie ma sensu do tego wracać. Ja uważam, że największe efekty można osiągnąć pracując z zespołem w ciągłości, przynajmniej w czteroletnim cyklu pracy, jak robią to zwykle Amerykanie. Ten proces budowania drużyny wymaga pracy i cierpliwości. Po drodze mogą się zdarzyć takie sytuacje, jak nasz nieudany występ na MŚ. Obejmując kadrę Polski dałem szansę gry kilkunastu młodym zawodnikom, którzy stopniowo wdzierali się do podstawowego składu. To jest jednak proces, który wymaga czasu. Wiadomo, że pierwsze dwa lata są najtrudniejsze i mogą się wtedy przydarzyć duże wahania formy. Później przychodzi okres zbierania owoców tej pracy. W Polsce nie ma jednak cierpliwości do pracy trenerów takiej, jaką mieli np. Brazylijczycy do trenera reprezentacji kobiet, Ze Roberto, który dopiero za trzecim razem sięgnął po olimpijskie złoto ze swoimi siatkarkami. Mentalność Polaków jest na pewno inna, ale ja to akceptuję. To co się stało w 2010r. należy już do historii, a wszyscy musimy myśleć przede wszystkim o przyszłości. Polska kojarzy mi się wyłącznie z samymi pozytywnymi rzeczami.

- Po tym sezonie kończy się panu kontrakt w Fenerbahce. Zostanie pan w Turcji?
- Jeszcze nie wiem. Powoli dostaję już oferty z różnych klubów. W ostatnim czasie zaczął się spory ruch na rynku trenerskim, także we Włoszech. Wiem, że wielu kibiców widziało by mnie w Polsce, choćby w Rzeszowie. Resovia ma jednak dobrego trenera, Andrzeja Kowala, który był moim współpracownikiem i zajmował się pracą z kadrą B. Bardzo cenię sobie jego osobę i kwalifikacje trenerskie, tak więc dopóki on będzie pracował w Rzeszowie nie chciałbym mu wchodzić w paradę. A w przyszłości dlaczego nie?

Rozmawiał RAFAŁ MYŚLIWIEC

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.