Resovia nie wykorzystała szansy, puchar pojechał do Bełchatowa

Fot. Wit Hadło

FINAŁOWY TURNIEJ PUCHARU POLSKI ENEA CUP 2012. Czy zespół z Rzeszowa będzie stać jeszcze w tym sezonie na zdobycie jakiegoś trofeum?

Siatkarze Asseco Resovii nie wykorzystali atutu własnej hali i finałowy turniej Pucharu Polski zakończyli na etapie półfinału. Główne trofeum i czek o wartości 350 tysięcy złotych zgarnęła po raz drugi z rzędu (szósty w historii) PGE Skra Bełchatów. Rekordzista pod względem zdobytych PP AZS Olsztyn ma na koncie siedem triumfów.

Po raz pierwszy w historii uczestnicy turnieju finałowego mieli rozgrywać pojedynki na biało-czerwonych boisku. Do tej pory na podobnej wykładzinie mondo rozgrywano prestiżowe mecze we Włoszech i Francji, gdzie z ułożeniem flagi narodowej nie było problemu. Boisko w Rzeszowie jednak bardziej przypominało flagę Peru niż Polski. Ta nowość sporo emocji wywołała już na konferencji prasowej, kiedy to trener ZAKSY Krzysztof Stelmach zapytał w jakim kolorze będą na nim linie, a słysząc odpowiedź: “żółte” stwierdził “pogratulować”. Jeszcze więcej emocji i niezadowolenia było podczas treningów zespołów w hali na Podpromiu. Jako pierwsi nową wykładzinę testowali siatkarze ZAKSY, który w pewnym momencie czuli się jak na lodowisku. – Zupełnie inaczej czujemy się w polu ataku (które jest w kolorze białym – przyp. red), a inaczej z tyłu (kolor czerwony). Nieco inne jest odbicie i poślizg, choć pod koniec treningu było już w tym nieco lepiej  – mówili zgodnie zawodnicy ekipy z Kędzierzyna Koźla. Ostatecznie władze PlusLigi, który w Rzeszowie zjawiły się praktycznie w komplecie po piątkowych treningach w trosce o zdrowie zawodników podjęły decyzję decyzje o zmianie wykładziny na klasyczna i znaną z meczów ligowych.

Załamani rzeszowianie

Kędzierzynianie mimo poważnego osłabienia jakim był brak Guillaume Samiki, który skręcił kostkę podczas … piątkowego treningu na feralnej nawierzchni, stoczyli zacięty i stojący na wysokim poziomie półfinałowy pojedynek z Jastrzębskim Węglem. – Mecz przegraliśmy w końcówkach, nie błędami, ale naprawdę sportową walką.

Jeszcze większe rozczarowanie było w szeregach gospodarzy, którzy mieli za sobą wszystkie atuty: zwyżkująca formę, własne boisko, kibice. Wydawać się mogło, że jak nie teraz to kiedy, a jednak znów w meczu o dużą stawkę lepsi byli rywale. – Na pewno bardzo szkoda tej porażki – mówi trener Andrzej Kowal i dodaje. – Kibice z pewnością nam pomogli, ale proszę mi wierzyć, że Skrze nie robi różnicy gdzie gra – stwierdził szkoleniowiec ekipy z Rzeszowa, której zawodnicy ze spuszczonymi głowami opuszczali boisko.

Resovii zabrakło cierpliwości

- Czuję dużą złość, bo było bardzo blisko. Wszystkie sety przegraliśmy na przewagi – mówił środkowy Asseco Resovii, Wojciech Grzyb. – Gdybyśmy zagrali bardziej cierpliwie, bardziej szanowali piłkę, to my moglibyśmy wygrać 3-1 – dodał. Okazji gospodarzom w półfinałowym pojedynku ze Skra nie brakowało niemal w każdym secie nieznacznie przeważali i dopiero na finiszu górą. W IV secie gospodarze wygrywali 21:18 i byli na dobrej drodze do tie-breaka ale rywale głównie za sprawą zagrywki Miguela Falaski szybko odrobili straty  – Zabrakło spokoju. Trzeba było skończyć i zrobić przejście –mówi Grzyb, a trener Andrzej Kowal dodaje. – To nie tylko ten czwarty set, to samo było w drugim, trzecim i czwartym. Graliśmy generalnie do 20. Później własne błędy, niedokładne przyjęcie. Tego nam brakuje, żeby ze Skrą wygrywać. Cierpliwości i takiej pewności w końcówce – stwierdza szkoleniowiec Asseco Resovii.

Cieszyli się, bo uciszyli

Zgoła odmienne nastroje panowały w bełchatowskiej ekipie, która po ostatniej piłce półfinałowego pojedynku cieszyła się niczym zdobyła by już główne trofeum. – Emocje w obu zespołach były ogromne – mówił libero PGE Skry, Paweł Zatorski – Z wiadomych przyczyn kibice w Rzeszowie nas lekko chyba nie trawią. Takie podjudzanie i te wszystkie niepotrzebne emocje później powodują taki ogromny wybuch radości jaki miał miejsce po półfinale. W sumie fajnie się gra przy takiej publiczności, a my cieszymy się, że udało się nam ich uciszyć – stwierdził libero PGE Skry.

Jednostronny finał

Finałowy pojedynek nie był już tak porywający jak półfinałowe mecze. Przewaga Skry nie podlegała dyskusji. Spotkanie trwało niespełna godzinę. Siatkarze z Jastrzębie musieli nie tylko walczyć z świetnie dysponowanym rywalem, ale też z własnymi słabościami. Zbigniew Bartman już w półfinale zagrał na własna prośbę, bowiem ma pękniętą kość strzałkową, natomiast nie w pełni zdrowi po kontuzjach byli Rob Bontje i brazylijski rozgrywający Vinhedo. Obaj po przerwie treningi wznowili dopiero w miniony czwartek. – Niby teoretycznie było łatwiej, ale finał jest finałem i trzeba było być skoncentrowanym. Pracowaliśmy na to wszystko długo i nie mieliśmy łatwo po drodze, ale cieszymy się z końcowego sukcesu – zakończył Mariusz Wlazły.

Rafał Myśliwiec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.