Resoviackie serducho ciągle bije (ZDJĘCIA)

Gol Bartłomieja Buczka z rzutu karnego tuż przed końcem pierwszej połowy zapewnił Apklan Resovii zwycięstwo nad Radomiakiem. Fot. Wit Hadło

APKLAN RESOVIA – RADOMIAK. Rzeszowianie przerwali serię porażek. Po emocjonującym meczu pokonali lidera!

Porozbijane głowy, dziewięć kartek, kontrowersyjny karny i fantastyczne interwencje bramkarza Apklan Resovii w ostatnich minutach – oto pojedynek “pasiaków” z liderem w pigułce. – Gdyby nie ofiarna postawa moich zawodników, nie wygralibyśmy – nie miał wątpliwości Szymon Grabowski, trener beniaminka z Rzeszowa.

APKLAN RESOVIA 1
RADOMIAK 0
(1-0)
1-0 Buczek (45. – karny)
RESOVIA:
Daniel – Kantor, Domoń, Zalepa, Mikulec, Hajduk (89. Feret), Kaliniec (66.Świechowski), Frankiewicz, Buczek( 73. Hass), Ogrodnik (87. Adamski), Twardowski
RADOMIAK: Haluch – Grudniewski (56. Jabłoński, 70. Rolinc), Klabnik, Świdzikowski, Wawszczyk (82. Winsztal), Leandro, Kaput, Makowski, Banasiak, Bruno Luz (46. Sokół), Mikita.
Sędziował Marcin Bielawski (Katowice). Żółte kartki: Daniel, Świechowski, Frankiewicz, Twardowski – Grudniewski, Świdzikowski, Makowski, Bruno Luz, Mikita. Widzów 1057.

Kamil Antonik, Bartłomiej Banek, Mateusz Geniec, Bartłomiej Makowski – oto długa lista kontuzjowanych piłkarzy Apklan Resovii. Przed pojedynkiem z liderem Szymonowi Grabowskiemu kłopotów nie brakowało, ale – jak to ujął – w Resovii im gorzej, tym lepiej. – Przed Widzewem też mieliśmy problemy kadrowe, a daliśmy radę. Wiedzieliśmy, że jak do umiejętności nie dołożymy zaangażowania, nic z tego nie będzie, bo Radomiak piłkarsko jest mocniejszy – tłumaczył opiekun gospodarzy, który mógł być dumny z postawy swoich podopiecznych. Odkryciem meczu okazał się grający bez kompleksów młodzieżowiec Szymon Hajduk. – Z pochwałami poczekajmy do zakończenia sezonu. Mam jednak nadzieję, że ofiarność i odwaga będą nas cechować w kolejnych spotkaniach. Wciąż walczymy o utrzymanie – przypomniał opiekun „pasiaków”.

Fruwający bramkarz

Jeśli kieszonkowy Hajduk był odkryciem pojedynku z Radomiakiem, to nagroda dla piłkarza meczu powinna powędrować do rąk Rafała Mikulca. Boczny obrońca wypluwał płuca, biegając do ataku i wracając na swoją pozycję. W II połowie wybił piłkę z linii, ratując zespół, a przede wszystkim powstrzymywał największego technika ligi – Brazylijczyka Leandro. Najlepszy strzelec Radomiaka kilka razy zgubił ogon, ale łatwej przeprawy z Mikulcem nie miał. Resoviacką załogą kierował Dariusz Frankiewicz, przywódca pełną gębą, ale na końcu i tak wszyscy pobiegli z gratulacjami do Wojciecha Daniela. – To był najlepszy piłkarz gospodarzy – stwierdził Dariusz Banasik, trener Radomiaka. – W kluczowych momentach, szczególnie po przerwie, bronił niesamowicie.

W pamięci zostanie robinsonada po strzale głową Michała Kaputa. Chyba wszyscy widzieli piłkę w siatce, lecz Daniel pofrunął w stronę słupka, wyciągnął rękę i „Zieloni” zyskali tylko rzut rożny.

Sędzia pod obstrzałem

Podczas meczu i po jego zakończeniu powietrze było tak gęste od emocji, że można je było kroić nożem. Piłkarze nie szczędzili sobie kuksańców (m.in. rozcięta skóra na głowie Bartłomieja Buczka), a sędzia nad wyraz często używał gwizdka. – Był fatalny. Nie panował nad wydarzeniami, rozdawał kartki na lewo i prawo. Szkoda gadać – machnął ręką rozgoryczony trener Radomiaka. Niniejszy komentarz pojawił się dopiero po sprowokowaniu Banasika przez dziennikarzy, bo na początku konferencji prasowej usłyszeliśmy z jego ust krótki komunikat. – Przegraliśmy 0-1. Nie chcę powiedzieć za dużo, więc na tym zakończmy.

Goście mieli ogromne pretensje o podyktowanie karnego za rzekome zagranie piłki ręką w tłoku przez Michała Grudniewskiego. – Jak się gwiżdże takie karne, to mecze powinny się kończyć wynikami 5-4. Ktoś ma prosty sposób na Radomiaka: dyktować przeciwko niemu karne. To było trzecie spotkanie na wyjeździe i trzecia „11”. O co tu chodzi?! – irytował się Banasik. Gol dla Resovii zakończył pierwszą połowę, w tunelu prowadzącym do szatni sędzia stanął oko w oko z kierownikiem radomskiej drużyny, a po tym spotkaniu zażyczył sobie… ochrony. Kierownika usunął natomiast na trybuny.

Żeby jednak skończyć wątek karnych, pamiętajmy, iż to „Zieloni” zdobyli w tej lidze najwięcej bramek ze strzałów z „wapna”…

Po wygranej odetchnęli

– Wiedzieliśmy, z kim graliśmy, jaka jest waga spotkania. No i po wygranej odetchnęliśmy, bo przecież w dole tabeli ścisk jest niebywały – zauważył Bartłomiej Buczek, którego podczas wykonywania karnego bramkarz Radomiaka próbował wyprowadzić z równowagi. – Prowadził swoje gierki, podskakiwał, uderzał dłońmi w poprzeczkę. Myślał, że ucieknę? Trochę mnie zezłościł, więc celowo posłałem piłkę w środek bramki. Tak się nie powinno strzelać, ale chciałem zagrać mu na nosie – uśmiechnął się napastnik biało-czerwonych. Przełamanie „pasiaków” nadeszło w idealnym momencie, po trzech kolejnych porażkach. – Kluczem do zwycięstwa, oprócz nadzwyczajnej mobilizacji, okazało się zneutralizowanie kilku zawodników Radomiaka. To dało nam możliwość wyprowadzenia groźnych ataków, które mogły się zakończyć bramką, żeby przywołać choćby okazję Michała Ogrodnika w drugiej połowie – podsumował Szymon Grabowski. Trener Resovii miał też coś do przekazania kibicom: – Dziękuję tym, którzy nas wspierali po serii niepowodzeń oraz tym, którzy oceniali naszą pracę negatywnie. Konstruktywna krytyka jest OK. Jeśli jednak ktoś wątpił w resoviackie serducho, to otrzymał dowód, że ono wciąż istnieje.

Tomasz Szeliga

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o