Róbmy swoje, a będzie dobrze

Fot. Wit Hadło

Michał Twardowski jest zauroczony Rzeszowem. – Niewiarygodne, jak tu jest czysto i jakie macie dobre drogi – dziwi się napastnik Resovii.

- Ależ ulga! – wykrzyknął do słuchawki Michał Twardowski, pytany o emocje związane z pierwszym ligowym zwycięstwem Resovii i pierwszym golem zdobytym w barwach „pasiaków”. – Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale wciąż liczymy się w walce o pierwszą ligę – dodaje.

I prosi, by spojrzeć w tabelę, gdzie piąty Znicz Pruszków uzbierał zaledwie 3 punkty więcej. – To skuteczność poniżej 50 procent. Liga jest wyrównana, więc trzeba wziąć się w garść. I najlepiej nie patrzeć na innych, bo to mąci w głowie. Róbmy swoje, a będzie dobrze – przekonuje.

Szybka gra to jest to

W Wiśle Płock, gdzie występował ostatnio, zdobywał bramki głównie po wejściu z ławki. W Resovii jest zawodnikiem pierwszego składu, który na ławkę wędruje…po przerwie. – Postaram się udowodnić, że mogę być pomocny przez całe 90 minut – deklaruje. Ale o zajęciach prowadzonych przez trenera Marcina Jałochę i jego filozofii futbolu wypowiada się w samych superlatywach. – Oczekuje ruchu, podejmowania szybkich decyzji, gry skrzydłami. Jest dużo pracy z piłką, ćwiczenia są bardzo dynamiczne – komplementuje Jałochę. Kilka ciepłych słów zarezerwował też dla Kordiana Wójsa, nowego w Resovii człowieka od przygotowania fizycznego. – Zetknąłem się z nim w Płocku, to fachowiec jakich mało. W poniedziałek dostaliśmy wolne, ale każdy z nas otrzymał od Kordiana rozpiskę i ćwiczył indywidualnie. Nasze organizmy są monitorowane, pracujemy na pulsometrach. Choć akurat ja nie narzekałem na wcześniejsze przygotowania. Od samego początku dobrze się czuję – tłumaczy piłkarz.

Rewelacyjne Podkarpacie

Michał Twardowski grał w Augustowie, Wysokiem Mazowieckiem, Białymstoku i Płocku, ma dziewczynę w Warszawie i lubi Kraków, ale to Rzeszowem jest oczarowany. – Dużo jeżdżę po Polsce i muszę przyznać, że stolica Podkarpacia to najbardziej czyste i zielone miasto. A trasy spacerowe wzdłuż Wisłoka, Rynek i równe jak stół drogi – rewelacja! – zachwyca się. – Przyjazd do Rzeszowa to także okazja do wyprawy w Bieszczady, nad Jezioro Solińskie, gdzie wypoczywałem z rodzicami jako dziecko.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.