Rodzina dyrektora Kołakowskiego żąda sprawiedliwości

Oskarżony na pierwszej rozprawie podtrzymał swoje zeznania. Miejsce wypadku z domem Pawła T. dzielą niecałe 2 kilometry. Z tego względu, młody mężczyzna często jeździł tą drogą. Znał ją doskonale. Wiedział, że w tym miejscu obowiązuje podwójna linia ciągła i ograniczenie prędkości do 50 kilometrów na godzinę.

PRZEWORSK, JAROSŁAW.  Sprawca wypadku stanął przed sądem.

W ubiegły piątek w Sądzie Rejonowym w Przeworsku rozpoczął się proces sprawcy wypadku, w skutek którego zmarł Janusz Kołakowski, a jego podwładny został ranny. Oskarżonemu 21-latkowi grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Wcześniej był karany m.in. za krzywoprzysięstwo i posiadanie narkotyków. Jest też drogowym recydywistą. Otrzymał mandaty za przekroczenie prędkości i brak prawa jazdy.

Młodego jarosławianina oskarża się o umyślne naruszenie przepisów ruchu  drogowego, co w konsekwencji doprowadziło do nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.Prokurator zarzuca mu ponad dwukrotne przekroczenie dozwolonej prędkości. W miejscu, w którym doszło do kraksy wynosi ono 50 kilometrów na godzinę. Oskarżony wykonał też manewr wyprzedania w niedozwolonym miejscu, przekroczył podwójną linię ciągłą. Wszystko to doprowadziło do tragicznego w skutkach wypadku.

Katastrofalny finał brawurowej jazdy

Do nieszczęścia doszło 24 maja b.r. ok. godz. 8.30 na prostym odcinku drogi krajowej 77 między Pełkiniami a Jarosławiem.  Paweł T. tego feralnego dnia wsiadł za kółko pożyczonego bmw. Jechał na spotkanie z kolegą. Śpieszyło mu się, wiec postanowił wyprzedzić forda fiestę, który wykonywał manewr skrętu w lewo. Bezpośrednio po wypadku oskarżony przyznał, że kierowca forda sygnalizował zamiar skrętu w lewo. Był wtedy traktowany jako świadek, a nie sprawca wypadku, dlatego to oświadczenie jest nieważne. W późniejszych zeznaniach odwołał poprzednie słowa, powołując się na szok. Zdecydowanie twierdzi, ze żadnego “migacza” nie widział. Zaprzecza też temu, że przekroczył dozwoloną prędkość. Kierowca forda zeznał, że w momencie uderzenia koła auta były już prawie na chodniku przy wjeździe na posesję. Rozpędzone bmw uderzyło w lewy tył forda. Siła uderzenia obróciła pojazd. Nie wiadomo skąd, na tylnym siedzeniu pojawiły się płomienie. Wówczas w pojeździe znajdowały się dwie osoby, kierowca i pasażer. Pomimo natychmiastowej pomocy gapiów, jeden z mężczyzn doznał licznych oparzeń.  Kiedy wyciągnięto Janusza Kołakowskiego z płonącej pułapki, jego ubranie nadal się paliło.  Lekarze długo walczyli o jego życie. Pomimo ich usilnych starań, 3 czerwca Janusz Kołakowski zmarł.

Linia obrony Pawła T. opiera się nie tylko na zrzuceniu winy na kierowcę forda. Adwokat oskarżonego usilnie próbuje udowodnić, że tego dnia, bagażniku forda przewożone były butle z benzyną. To one miałby być powodem pożaru. Nie ma dowodów na potwierdzenie tej tezy. Kierowca forda również temu zaprzecza. Zdaniem pełnomocnika rodziny zmarłego dyrektora nawet, gdyby obrona udowodniła, że w aucie były środki łatwopalne, nie miałoby to znaczenia dla sprawy. – Postępowanie nie powinno iść w tym kierunku, ponieważ dotychczasowe śledztwo wykazało, że wybuchł zbiornik z paliwem. Poza tym, proces toczy się w sprawie naruszenia przez oskarżonego przepisów ruchu drogowego i spowodowanie wypadku. To, co znajdowało się w bagażniku forda, jest moim zdaniem nie istotne – wyjaśnia adwokat Adam Wawrzynek. Kolejny termin rozprawy wyznaczono na 2 grudnia.

Ewa Faber

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.