Rok więzienia za zabicie karpia?!

Ryba spokojnie przetrwa transport do domu w reklamówce - zapewnia Mieczysław Stec

STALOWA WOLA. Na głupich przepisach jedni robią niezłe interesy, a inni mogą trafiać przed oblicze sądu.

Policjanci ujęli się za maltretowanymi przed świętami rybami. Zapowiedzieli wzmożone kontrole w sklepach i na targowiskach, gdzie handluje się karpiami. Patroli powinni się bać nie tylko sprzedawcy ryb, ale i kupujący. Może być tak, że ktoś zapłaci za karpia i do domu go nie doniesie. Na wigilijnym stole zamiast dzwonka ryby, położy mandat. I to w najlepszej sytuacji!

To nie żarty, a konsekwencja kilku aktów prawnych, które zresztą obowiązują u nas od lat. Dlaczego akuratnie teraz je powiązano i przypomniano? Po części dzięki ekologom, którzy najchętniej karpia położyliby do łóżka. Po części, dzięki suchej interpretacji prawa.

Kat ryb musi być wykształcony

- W 2009 r. wprowadzona została nowelizacja Ustawy o ochronie zwierząt, która mówi, że karpie i inne ryby podlegają takiej samej ochronie prawnej, jak inne zwierzęta kręgowe – czytamy w policyjnym komunikacie. – W związku ze świąteczną tradycją kupowania żywych ryb, zachodzi konieczność ścisłego stosowania przepisów dotyczących ochrony zwierząt.

I tu policjanci przytaczają przepisy prawne oraz wyjaśniają sytuacje, w których można łatwo złamać obowiązujące prawo. Najszybciej przez włożenie karpia do reklamówki lub siatki. To wyczerpuje znamiona znęcania się nad zwierzęciem. Karpia można włożyć do reklamówki, ale zabitego. Sprzedawca, bądź osoba przez niego wyznaczona może go zabić, ale musi przy tym schować się za parawanem. Wskazane byłoby od razu wypatroszenie karpia. Jeżeli chcemy uraczyć dzieci widokiem ryby pluskającej się w wannie, musimy kupić specjalny plastikowy pojemnik, do którego włożymy kupionego karpia, po wcześniejszym napełnieniu pojemnika wodą. Z nóg zwalił nas przepis, że osoba wyznaczona do zabijania ryb, musi posiadać wykształcenie co najmniej zasadnicze. W jakiej szkole uczą zabijania ryb?

I żeby nie było śmiesznie, policja straszy, że osoby, które nie dostosują się do tych przepisów, będą podlegały odpowiedzialności z art. 35 Ustawy o ochronie zwierząt. Artykuł ten przewiduje rok więzienia, ograniczenie wolności albo grzywnę dla znęcających się nad rybami!

Ryby głosu nie mają

- Chyba żartujecie? – z niedowierzaniem pyta Mieczysław Stec, ichtiolog i hodowca ryb. – Ryba oddycha całym ciałem i nic jej się nie stanie, jeżeli zabierzemy ją na półgodzinny „spacer” w reklamówce, ze sklepu do domu. Poza tym, w okresie przedświątecznym, ryby mają zwolnione procesy życiowe i nie odczuwają bodźców tak, jak dla przykładu latem. Wiadomo, że sprzedawcy muszą mieć napowietrzane pojemniki na ryby, ale noszenie ryb w specjalnych pudełkach, jest dla mnie zwyczajnie głupie.

A jednak takie pudełka już są w sprzedaży. Na początek wprowadziła je jedna z dużych sieci handlowych. Przezroczystą rynienkę z plastiku można kupić za złotówkę, albo nieco drożej. Ktoś zrobił na tym niezły interes. Czy ryby będą z tego zadowolone? Zwyczajnie głosu nie mają, ale po zaliczeniu ich do innych zwierząt kręgowych, powinny przemówić na wigilię. Sęk w tym, że gdy zaświeci pierwsza gwiazdka, większość z nich będzie na patelni.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.