Runda pełna rozczarowań

Andreja Prokić ze Stali Rzeszów i jego koledzy jesienią nad wyraz często łapali się z rozpaczy za głowy. Fot. Wit Hadło

Przy Hetmańskiej liczono, że na półmetku sezonu Stal Rzeszów będzie w czołowej piątce ligi.

Trzynaste miejsce i dorobek dwudziestu punktów – to z pewnością nie jest wynik, którego oczekiwali sympatycy Stali Rzeszów po rundzie jesiennej. O tym, jak duże rozczarowanie zapanowało przy Hetmańskiej świadczą słowa trenera Ryszarda Kuźmy, który po ostatnim meczu z Wigrami Suwałki stwierdził: – Jesteśmy w tym samym miejscu co rok temu. Niektórzy moi podopieczni pewnego poziomu już nie przeskoczą. Potrzebujemy radykalnych zmian w składzie – mówił rozczarowany szkoleniowiec.

Przed sezonem nikt głośno o awansie w ekipie biało-niebieskich nie mówił, ale… – Na pewno na tak słaby wynik też nikt nie liczył. Trener Kuźma zażyczył sobie utrzymanie składu z wiosny, bo wtedy zespół spisywał się bardzo dobrze i wzmocnienie go 2-3 doświadczonymi piłkarzami. Warunki spełniliśmy, bo dołączyli do nas Arkadiusz Baran i Daniel Koczon, a więc zawodnicy o uznanej marce. Mieliśmy zatem solidne podstawy, by liczyć na to, że na finiszu zespół zajmie miejsce w pierwszej piątce – przyznaje prezes sekcji Jacek Szczepaniak.

Grali zbyt odważnie
Skoro miało być tak dobrze, czemu było tak źle? Zespół udanie zaczął rozgrywki, w pierwszych czterech kolejkach dwa razy wygrywając i tyle samo remisując. W tym, okresie Stal rozbiła i to na wyjeździe Puszczę Niepołomice 4-1, późniejszego mistrza półmetka. To pokazuje, że możliwości zatem w tej ekipie były. Potem jednak przyszedł fatalny wrzesień, z sześciu spotkań biało-niebiescy przegrali aż pięć. W październiku nastąpiła poprawa, ale już do końca rundy, podopieczni trenera Kuźmy częściej rozczarowywali niż oczarowywali. Co było przyczyną ich chimerycznej formy? – Według mnie graliśmy zbyt ofensywnie i mało konsekwentnie. Przegraliśmy siedem spotkań, w pięciu z nich prowadziliśmy, a i tak zakończyły się one naszą porażką. To niewiarygodne marnotrawstwo, bo w tej lidze drużyna, która otworzy wynik meczu, z reguły go wygrywa. My tego nie potrafiliśmy. Nigdy nie ingerowałem w skład, ani nie mówiłem trenerom jak ustawić zespół, jaką obrać taktykę. Takie są jednak moje przemyślenia – przyznaje prezes Szczepaniak, który miał też spore zastrzeżenia do gry obronnej całego zespołu. – Nie tworzyliśmy monolitu, a bramki były tracone po głupich błędach.

Źle dobrany zespół
Do sztabu trenerskiego można też przyczepić się o dobór kadry. Spora ilość pomocników defensywnych (Baran, Michał Lisańczuk, Damian Jędryas, Łukasz Krzysztoń) nie zrekompensowała braku choćby jednego piłkarza, potrafiącego kreować grę. Grający najczęściej za wysuniętym napastnikiem Kamil Stachyra, często nie rozumiał intencji kolegów, albo oni jego. W ogóle lepiej prezentował się jako skrzydłowy. Z kolei najlepszy strzelec drużyny Andreja Prokić, poświęcił tę rundę na promocję własnej osoby, indywidualne popisy przedkładając nad dobro drużyny. W efekcie jedyny rasowy napastnik – Daniel Koczon, nie miał zbyt wielu okazji, by pokazać swoje snajperskie atuty. Stal cierpiała też z powodu braku bocznych obrońców. Wielkim błędem było świadome zrezygnowanie z usług Piotra Klepczarka (chyba najlepszy piłkarz Stali na wiosnę), bo na prawej stronie defensywy miał grać Krzysztof Hus. Tyle, że gnębiony przez kontuzje na boisku w ogóle się nie pojawił, do obrony z konieczności wycofany został Tomasz Persona, a popularny “Persi” przydałby się akurat na boku pomocy. Na lewej obronie występowali najczęściej Patryk Kapuściński, Szymon Solecki, a dopiero pod koniec rundy pojawił się inny rekonwalescent na którego liczono czyli Konrad Hus.

Wiosną będzie o co walczyć
Teraz w Stali pokutuje przekonanie, że od nowa trzeba zacząć układać zespół, który przez wiosnę okrzepnie, a swoją wartość pokaże już w przyszłym sezonie. Prezes Szczepaniak ma jednak inne zdanie na ten temat. – Runda rewanżowa wcale łatwa dla nas nie będzie. Proszę popatrzeć ile zespołów może spaść z I ligi, a to pociągnie kolejne degradacje w II lidze. Zakładając czarny scenariusz, dziś jesteśmy jeszcze w bezpiecznej strefie, ale przewagi nie mamy żadnej. A już teraz widać, że nikt się tak łatwo ze spadkiem nie pogodzi. Zatem spodziewam się, że na wiosnę możemy nie mieć czasu na eksperymenty, tylko znów twardo trzeba będzie walczyć o uniknięcie spadku – dodał nasz rozmówca.

Trzech na celowniku
W jakim składzie Stal przystąpi do rewanżów na razie nie wiadomo. Trener Kuźma ma lada dzień przedstawić propozycje zmian kadrowych. Rzeszowski klub nie będzie też na siłę zatrzymywał zawodników mających propozycję z ekstraklasy, względnie I ligi. A takowe mają Michał Lisańczuk, Donatas Nakrosius i wspomniany Prokić, który jednak z testów w Jagiellonii Białystok wrócił z kontuzją i na razie musi przez miesiąc odpocząć, co może mu zamknąć drogę do ewentualnego transferu.

Piotr Pezdan

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.