Ruszył proces ratowników, którzy nie dopilnowali swoich obowiązków

1. Na ławie oskarżonych zasiedli ratownicy: Anna Cz. i Józef P. Fot. Wioletta Zuzak

KROSNO. Ratownicy (kobieta i mężczyzna) stanęli przed sądem.

Wczoraj przed Sądem Rejonowym w Krośnie rozpoczął się proces Anny Cz. (25 l.) oraz Józefa P. (59 l.), którzy są oskarżeni o to, że będąc ratownikami na krytej pływalni przy ul. Wojska Polskiego w grudniu 2011 roku nie obserwowali bacznie lustra wody, a także nie podjęli natychmiastowej akcji ratunkowej, gdy topił się 16-letni chłopak (u nastolatka nastąpiło zatrzymanie akcji serca i ustanie czynności oddechowych). Tym samym narazili go na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia. Oskarżycielami posiłkowymi w sprawie są rodzice poszkodowanego chłopca.

Do tragicznego wypadku na basenie doszło 15 grudnia ub. r. Tego dnia wieczorem Michał wybrał się na pływalnię ze swoją starszą siostrą (23 l.). Poddał się próbie wytrzymałości, nagle zachłysnął się wodą i poszedł na samo dno. Kilka minut przebywał pod wodą. Leżącego na dnie zbiornika chłopca dostrzegła jego siostra, która wszczęła alarm. Topielca pomógł wydobyć na brzeg jeden z nauczycieli Miejskiego Zespołu Szkół z Oddziałami Integracyjnymi, który ma uprawnienia do prowadzenia zajęć na pływalni.

Wczoraj Anna Cz. przedstawiła swoją relację z tamtego feralnego zdarzenia. – Ok. godz. 21 byłam przy małym basenie, zbierałam deski pływackie, zaniosłam je do miejsca przechowywania. W tymże basenie było kilka osób dorosłych, nie było dzieci – zeznała. – 16-latek z siostrą pływali najpierw w dużym basenie, potem przenieśli się do jaccuzzi, a ostatecznie wylądowali w małym basenie – mówiła. – Nie zostaliśmy poinformowani, że chłopak  chce wykonać taką ciężką próbę, która może zakończyć się śmiercią – zaznaczyła.

„Na małym basenie ktoś umiera…”
- Nagle usłyszałam krzyk, że ktoś na małym basenie umiera  Z drugim ratownikiem pofatygowaliśmy się do tego miejsca. Na brzegu leżał chłopak, przy nim był instruktor pływania, który udzielał prywatnych lekcji. P. z  tymże instruktorem wykonywali akcję resuscytacyjną. Przywrócili oddech poszkodowanemu – zeznawała 25-latka. – Pobiegłam do pokoju ratowników, gdzie znajdował się telefon służbowy, który był nieczynny. Zadzwoniłam więc na pogotowie ze swojej komórki, jednak nie dodzwoniłam się. Udało się to dopiero pracownicy kasy – dodała. 16-latek trafił na OIOM, doszedł do siebie.

Annie Cz. i Józefowi P. prokuratura przedstawiła zarzut narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo  utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi im od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Wioletta Zuzak

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.