Rywalizacja sposobem na sukces

Przed Ryszardem Federkiewiczem dużo pracy. Nowy trener Stali wierzy, że dla jego zespołu nadejdą jeszcze lepsze dni i spokojnie zdoła on się utrzymać w III lidze.

Trener Ryszard Federkiewicz wierzy, że dla jego zespołu nadejdą jeszcze lepsze dni.

Od porażki 0-1 z Limblachem Zaczernie rozpoczął swoją trzecią przygodę z sanocką Stalą trener Ryszard Federkiewicz. – Nie mam człowieka, który byłbym w stanie coś strzelić. To jest nasza największa bolączka – mówi opiekun sanockiej drużyny.

Ryszard Federkiewicz przyszedł do Stali w trudnym dla niej momencie. Klubowa kasa świeci pustkami, a drużyna z tygodnia na tydzień stacza się w ligowej tabeli. Na dwie kolejki przed zakończeniem jesiennej rundy, Stal znalazła się w strefie spadkowej. – Ten zespół jest w stanie powalczyć, ale czy więcej coś z siebie jest w stanie dać, tego na tę chwilę nie wiem. Nie jestem jeszcze na tyle zaznajomiony z predyspozycjami poszczególnych zawodników, by cokolwiek powiedzieć więcej – mówi nowy trener Stali. Jego zdaniem sposobem na poprawę wyników drużyny jest rywalizacja w zespole. – Nikogo nie trzeba wymieniać. Trzeba dać kogoś do rywalizacji. Nie wymieniać, nie wyrzucać, tylko dołożyć, bo tutaj są braki. W sobotę do Zaczernia przyjechało tylko 16 piłkarzy, bo w ten sam dzień grała druga drużyna. Są problemy niemal w każdej formacji. Potrzebni są nam zawodnicy, którzy poprzez rywalizację podniosą poziom zespołu – przekonuje Federkiewicz.

Dużo błędów

Zdaniem szkoleniowca sanoczan, mecz w Zaczerniu jego zespół przegrał pechowo. – Gdybyśmy wykorzystali dwie wyśmienite okazje z pierwszej połowy, wynik mógłby być zupełnie inny. Rywal w pierwszej połowie nie zrobił nic, co by mogło nam zagrozić. Gola straciliśmy po naszym błędzie. Bramka ta sparaliżowała moich zawodników na tyle, że po przerwie chwilami nie wiedzieli, jak się ustawić na boisku. W niczym nie zmienia to faktów, że błędów w naszej grze było od masy – analizuje Federkiewicz, który miał też sporo zastrzeżeń do stanu płyty w Zaczerniu. – Na tym boisku nie da się zagrać czegoś składnego. Tu jest boisko na bij, leć i jak masz sytuację to strzelaj.

Największą bolączką sanoczan jest w tej rundzie skuteczność, a właściwie jej brak. – Nie mam w tej chwili strzelców. Zresztą z tego, co pamiętam w Sanoku nigdy nie było takiego zawodnika, który gdzieś tam by stał, gdzieś by mu się odbiło i strzelałby bramki – kończy trener sanockiego zespołu.

mj

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.