Rząd chce dać niesłyszącym “po uszach”

Zdiagnozowanie niedosłuchu jest proste, gdyż można to zrobić nawet w mobilnej przychodni, w czasie bezpłatnych badań słuchu. Zlecenie na aparat będzie jednak musiał wystawić foniatra, których nie ma, lub audiolog, których jest kilku. Fot. Anna Moraniec

PODKARPACIE. Refundowany aparat będzie mogło przepisać tylko 6 specjalistów w regionie (330 w Polsce)

Osoby niesłyszące na aparaty słuchowe czekają teraz ponad rok. Ich sytuacja jeszcze się pogorszy. – Przygotowane w Ministerstwie Zdrowia nowe rozporządzenie dotyczące m.in. dostępu do refundowanych aparatów słuchowych przewiduje, że o ich przyznaniu będą decydowali jedynie audiologowie i foniatrzy – mówi nam  Józef Góralczyk z Małopolskiego Sejmiku Organizacji Osób Niepełnosprawnych. – To absurdalny zapis, bo w całym kraju jest ok. 300 tego rodzaju specjalistów, proszę sobie wyobrazić, jakie będą kolejki.

Dla osób niedosłyszących posiadanie aparatu słuchowego jest niezbędne, aby móc normalnie funkcjonować. Ograniczenie zlecania aparatu wyłącznie do audiologa lub foniatry jest całkowicie niezrozumiałe. Niedosłuch może przecież zdiagnozować laryngolog.

Audiologów nie ma, a foniatrów jak na lekarstwo

- W Rzeszowie jest 3 foniatrów, nie ma natomiast i ani jednego audiologa. W tej chwili (przy oczekiwaniu na realizację zlecenia wynoszącym ok. 3 miesięcy) na aparat czeka się blisko rok. Jeżeli sprawa dotyczy dorosłych osób zapis jest zupełnie absurdalny.

W przypadku małych dzieci sprawa jest bardziej skomplikowana, bo ze względu na lepsze przygotowanie korzystniej i bezpieczniej jest gdy zlecenie na aparat wypisuje małemu pacjentowi foniatra czy audiolog. Jednak ograniczona dostępność do tej specjalności niepotrzebnie wydłuża kolejki i opóźnia zaprotezowanie – mówi Dorota Szuber, otolaryngolog i specjalista foniatrii z Podkarpackiego Centrum Słuchu i Mowy w Rzeszowie.

W regionie (oprócz 3 rzeszowskich) jest jeszcze dwóch specjalistów foniatrii, jeden audiologii – w Ropczycach (nie praktykuje). W całym kraju jest jedynie 317 czynnych audiologów i foniatrów, zaś otolaryngologów i otolaryngologów dziecięcych łącznie – 2 219 (dane pochodzą z: www.nil.org.pl).

Absurdów jest więcej

Kolejka to niejedyne zmartwienie niesłyszących. Refundacja aparatu na oboje uszu przysługuje dzieciom i młodzieży do lat 18, uczącym się do 26. roku życia, a także osobom czynnym zawodowo. Emeryci i renciści, a także bezrobotni mogą dostać urządzenie tylko na jedno ucho apa co jest o tyle dziwne, że okulary dostaje się nie na jedno oko, ale na dwa.

- Trudności z uzyskaniem refundacji sprawiają, że ludzie decydują się na zakup urządzenia z własnych pieniędzy. I o to chyba chodzi Ministerstwu Zdrowia – mówi Góralczyk. – Niestety wielu osób nie stać na aparat. Urządzenie średniej klasy kosztuje od 2,5 do 3 tys. zł, ale ceny dochodzą nawet do 6 tys. zł. Nic więc dziwnego, że z aparatów słuchowych korzysta zaledwie od 2 do 3 proc. Polaków. Na Zachodzie nosi je ok. 14 proc. I wcale nie jest tak, że Polacy są zdrowsi. Tam aparaty są po prostu dostępne.

Anna Moraniec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.