Rzeszów między Gnieznem i Białorusią

Cenzura w wydaniu Tadeusza Ferenca

Zadaniem dziennikarzy jest patrzenie władzy na ręce. Dziennikarze Super Nowości mają odwagę to robić. Zadawanie niewygodnych pytań, dociekliwość, ujawnianie kompromitujących faktów – są jednak dla wielu rządzących solą w oku. Dlatego niektórzy z nich chcieliby powrotu do czasów cenzury. Tak postępuje prezydent Rzeszowa, Tadeusz Ferenc.

Ciągoty do cenzury występują w różnych miastach w Polsce. Jak doniosła telewizja TVN24, pracownikom starostwa powiatowego w Gnieźnie zablokowano dostęp do lokalnych portali informacyjnych. Wszystko po to, by urzędnicy nie komentowali artykułów i wpisów nieprzychylnych władzom samorządowym. Te sprytnie twierdzą, że to przypadek przy testowaniu nowych systemów bezpieczeństwa. Po nagłośnieniu przez media blokadę w końcu zdjęto.

Jak ustalili dziennikarze lokalnego portalu z Gniezna, blokadą objęci byli wszyscy pracownicy, a nawet rzecznik prasowy starostwa. Skąd pomysł na cenzurę? Starosta miał zdecydować się na taki krok ze względu na pojawiające się na forach wpisy jednego z blogerów, w którego satyrycznych opowiadaniach Gniezno jest przedstawione jako zoo, a politycy jako zwierzęta. Starosta Dariusz Pilak występuje tam jako Bocian i przyznał, że to jego przezwisko ze szkoły.

Jak widać, różne osoby przy władzy na lokalnym szczeblu w oczy kole nawet niewinna satyra. Gotowi są więc posunąć się do odcinania pracowników urzędu od lokalnych informacji tylko po to, by nie mogli zapoznać się z krytyką dotyczącą swojego przełożonego.

Cenzura po rzeszowsku

Prezydent Ferenc boi się wszelkiej krytyki. Także tej zawartej w artykułach prasowych. Chciałby, by dziennikarze przestali dociekać, na co wydaje pieniądze podatników, rozliczać go z niespełnionych obietnic, wytykać błędy, krytykować absurdalne pomysły. Oczywiście nie może on na szczęście zakazać redakcjom publikacji takich czy innych artykułów. Marzy mu się jednak cenzura.

Dlatego jeszcze przed wyborami Ferenc zakazał swoim urzędnikom udzielania informacji dziennikarzom niektórych mediów. Są wśród nich także dziennikarze Super Nowości. Miejscy urzędnicy odmawiają więc odpowiedzi na pytania, a rzecznik prezydenta najzwyczajniej w świecie nie odbiera telefonów. Ta kuriozalna sytuacja nie ma chyba odpowiednika nigdzie w Polsce.

By dziennikarze nie patrzyli na ręce

Po wyborach Tadeusz Ferenc poszedł o krok dalej w swych cenzorskich zapędach i zakazał wstępu dziennikarzom wszystkich mediów na cotygodniowe odprawy z urzędnikami w ratuszu. Co ma do ukrycia prezydent? Dlaczego nie chce, aby dziennikarze mogli bezpośrednio u źródła posłuchać o tym, co dzieje się w mieście i magistracie? Tadeusz Ferenc po prostu nie chce, aby dziennikarze patrzyli mu na ręce i ujawniali mieszkańcom miasta prawdziwe skutki decyzji podejmowanych w ratuszu.

Krystian Barczewski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.