Rzeszów to miasto dobrych ludzi

Jacek Ziółkowski po sześciu latach pracy w Rzeszowie wraca do Lublina, gdzie będzie kierownikiem tamtejszego KMŻ

Tylko do końca lutego funkcję kierownika PGE Marmy Rzeszów będzie sprawował Jacek Ziółkowski, związany z rzeszowskim speedwayem od 2005 roku.

- Takie jest życie. Sprawy osobiste przesądziły o tym, że wracam do Lublina – mówi ustępujący kierownik.

- Jak będzie pan wspominał okres pracy w rzeszowskim klubie?

- Bardzo dobrze. Rzeszów to miasto dobrych ludzi. Początkowo planowałem spędzić tutaj dwa lata. Skończyło się na sześciu. Żal jest się żegnać z klubem, zawodnikami, kibicami, miastem w momencie, gdy awansowaliśmy do Ekstraligi. Jednak żużel był w Rzeszowie zanim tutaj przyszedłem i będzie nadal w momencie, gdy skończę pracę w tym klubie.

- Sześć lat spędzonych przez pana w Rzeszowie można porównać do sinusoidy: były sukcesy w postaci awansów, medale, ale także spadek i widmo wycofania drużyny z rozgrywek…

- I to jest właśnie całe piękno sportu. Przecież nikt nie powiedział, że życie musi być proste i łatwe. Bardzo dobrze wspominam występy w Ekstralidze. Przecież nie byliśmy chłopcami do bicia. Potrafiliśmy wygrywać mecze i stwarzać świetne widowiska.

- Był pan w drużynie, która wywalczyła awans do Ekstraligi zarówno w 2005 roku i jak i w 2010. Jakby pan porównał te oba wydarzenia?

- Oba były bardzo ważne dla rzeszowskiego żużla, jednak według mnie temu awansowi z 2005 roku towarzyszyła większa euforia, radość. Spowodowane było to chyba tym, że Rzeszów bardzo długo czekał na Ekstraligę, która wreszcie stała się faktem. Zresztą od finałowego meczu z Ostrowem na rzeszowskim stadionie nie było chyba takich tłumów. Wówczas drużyna była oparta głównie na wychowankach. Jej celem był wprawdzie awans, ale było też sporo niepewności, czy się uda. Pamiętam jak do Rzeszowa przychodził Darek Śledź. Tak na dobrą sprawę nie wiedzieliśmy, co będzie prezentował. Okazał się jednak znakomitym transferem. Udowodnił to nie tylko w lidze, ale także w finale MPPK, gdzie zdobyliśmy złote medale.

- W okresie pana pracy w Rzeszowie przez klub przewinęło się wielu zawodników. Z kim panu się najlepiej współpracowało?

- Jeśli chodzi o obcokrajowców, to bez wątpienia Nicki Pedersen. To fantastyczny facet. Może tego nie widać na torze, ale po za nim to super człowiek, z którym współpracuje się doskonale. Z grona krajowych zawodników wzorem jest Maciek Kuciapa. Profesjonalista w każdym calu. Zawsze znajdzie czas dla młodszych kolegów, mediów. Bardzo dobrze wspominam także współpracę z Rafałem Dobruckim i rzecz jasna z Darkiem Śledziem. Darek był świetnym żużlowcem, teraz jest bardzo dobrym trenerem, a będzie jeszcze lepszy.

- W pierwszym roku pracy w Rzeszowie udało się awansować do Ekstraligi. Wypada zatem powtórzyć awans, tym razem do I ligi z KMŻ Lublin, gdzie będzie pan pracował w tym sezonie…

- Bardzo bym chciał, aby tak było. Wydaje mi się, że stać nas na awans. Wszystko jednak zweryfikuje tor.

- Jak pan z kolei ocenia szanse PGE Marmy Rzeszów w Ekstralidze?

- Pierwszy sezon po awansie jest zawsze bardzo trudny. Rzeszów ma jednak ciekawy skład, więc nie powinno być źle. Życzę mu jak najlepiej.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.