Rzeszowski kocioł znów parzy (ZDJĘCIA)

Fot. Wit Hadło

PLUSLIGA. W końcu! Czy to początek „odrodzenia”?

Podpromie odżyło! Siatkarze Asseco Resovii pokonali w „klasyku” Skrę Bełchatów, dzięki czemu wciąż delikatnie pozostają uchylone drzwi do fazy play-off. Kibice długo czekali na takie emocje.

ASSECO RESOVIA           3
PGE SKRA Bełchatów       1
(23:25, 25:17, 25:23, 25-22)
RESOVIA: Kozub 1, Schulz 3, Rossard 29, Buszek 7, Możdżonek 8, Smith 12, Masłowski (libero) oraz Jarosz 15, Shoji 3, Lemański
SKRA: Łomacz, Teppan 21, Katić 14, Orczyk 17, Kochanowski 8, Kłos 5, Piechocki (libero) oraz Milczarek, Wlazły, Droszyński.

Sędziowali: Marek Budzik (Rybnik) oraz Marcin Weiner (Mysłowice). Widzów: 4230. MVP: Thibault Rossard.

Pewnie nie byłoby tak gromkiego „sto lat” dla niedzielnego solenizanta – Jakuba Jarosza – gdyby nie tak pozytywny wynik. Rzeszowianie, pomimo problemów zwłaszcza w pierwszej odsłonie, w końcu stanęli na wysokości zadania. Owszem, żółto-czarni przyjechali do stolicy Podkarpacia mocno osłabienie kadrowo, ale deprecjonowanie wygranej Asseco byłoby nie na miejscu.

Aktualni mistrzowie Polski do protokołu meczowego mieli wpisanych zaledwie dziesięciu zawodników. Z powodów zdrowotnych zabrakło m.in. dwóch podstawowych przyjmujących: reprezentanta Polski Artura Szalpuka i pierwszego Persa w historii polskiej ligi, czyli Milada Ebadipura. Co więcej, wciąż nie do końca dysponowany jest Mariusz Wlazły, dlatego w Rzeszowie pojawiał się tylko na krótkie zmiany. Z konieczności na przyjmującego przemianowany został też nominalny libero Robert Milczarek. Tak duże problemy mogły Roberto Piazzę przyprawiać o spory ból głowy, na który nie pomagają nawet najsilniejsze leki. Ból stał się pewnie jeszcze bardziej drażliwy po ostatniej piłce oznaczającej przegraną. Jak to jednak często bywa, nieszczęście jednych bywa ułatwieniem dla innych. W tym przypadku główni zainteresowani – czyli rzeszowscy siatkarze – przedłużyli swoje szanse na awans do najlepszej szóstki. Ostatnie miejsce premiowane walkę o medale mistrzostw Polski zajmuje dziś właśnie Skra.

Amerykańsko-francuski luz

Po pierwszej, przegranej przez Asseco partii, wydawało się, że bełchatowianie pójdą za ciosem. Przeszkodzili im w tym jednak szczególnie Thibault Rossard i Kawika Shoji, który na placu gry pojawił się już w końcówce premierowego seta. Zmieniając grającego wczoraj schematycznie i bezpiecznie Łukasza Kozuba, „ruszył” kolegów w ofensywie. Pochodzący z Hawajów 31-latek wniósł na parkiet to, co lubi najbardziej: szybkie piłki i… uśmiech. Okazało się to świetną „pomocą” dla Rossarda i Davida Smith’a. Francuz – bez wątpienia najjaśniejsza postać drużyny na przestrzeni całego sezonu – zgarnął wczoraj nawet statuetkę MVP. Zresztą całkowicie zasłużenie, bo zgromadził na swoim koncie aż 29 (!) punktów, kończąc ważne piłki w ataku i niemiłosiernie obstrzeliwując rywali z zagrywki. Co więcej, Rossard zdobył w ataku aż 24 „oczka” na 77-procentowej skuteczności. Tak okazałych statystyk nie trzeba więc dodatkowo komentować.

Wróciła atmosfera

Niedzielne „derby polskiej siatkówki” – bo przecież tak przez lata określano rywalizację „Pasów” ze Skrą – pokazały przy okazji, że przyzwyczajeni do sukcesu, a przy okazji zirytowani ostatnimi niepowodzeniami kibice Resovii, wciąż potrafią wspomóc drużynę. Momentami panowała w hali atmosfera jak za najlepszy lat, gdy rzeszowianie sięgali po tytuły mistrza Polski. Oby podobne podejście się utrzymało, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że wygrana rzeszowian ze Skrą nie oznacza końca kłopotów czy dźwignięcia z kryzysu. O tym będziemy mogli mówić, gdy w najbliższych spotkaniach Asseco potwierdzi formę. Pierwszy – najpoważniejszy sprawdzian – już niedługo: wyjazd do Kędzierzyna-Koźla.

Tomasz Czarnota

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o