Rzeszowski Tymoszczuk chce zostać generałem

Andrij Nikanowycz grał w Skale Stryj, Karpatach Lwów, Niwie Tarnopol, FK Połtawa i Hetmanie Żółkiewka. Od lipca 2010 roku zakłada koszulkę Resovii. Fot Paweł Bialic

II LIGA Pomocnik Resovii Andrij Nikanowycz o polsko-ukraińskich różnicach i bolesnej rozłące z bliskimi.

Dwa lata temu stał na uboczu, dziś jest jednym z przywódców resoviackiej szatni i piłkarzem niemal niezastąpionym. – Szacunek kolegów i kibiców zdobywa się ciężką pracą, a ja nigdy nie odstawiałem nogi – podkreśla pomocnik Resovii ANDRIJ NIKANOWYCZ.

- Nasz Tymoszczuk – uśmiechają się zawodnicy “pasiaków”, pytani o swojego ukraińskiego kolegę. Przemianowanego właśnie na środkowego obrońcę. – Mniej biegać, więcej myśleć – to najważniejsze zadanie stopera. A tak całkiem serio: to trudna pozycja. Błędy popełnia nawet środkowy obrońca z 10-letnim stażem – tłumaczy Andrij.

Tata w mundurze
Urodził się 29 lat temu w Budapeszcie. Ojciec, radziecki wojskowy, mógł wybrać służbę w NRD albo na Węgrzech. Madziarzy wydali mu się sympatyczniejsi. – Po 1991 roku ojciec służył jeszcze przez kilka lat w ukraińskiej armii, dziś jest na emeryturze. Mama pracuje jako pielęgniarka w Stryju, skąd pochodzi nasza rodzina – rozpoczyna opowieść Nikanowycz.
Stryj do 1939 roku był polskim miastem. – Nadal znajduje się tam polski kościół, ale większych śladów przeszłości nie ma. Po polsku mówi jedynie garstka najstarszych mieszkańców – tłumaczy.
Na Ukrainę jeździ raz na kilka miesięcy, dostrzega zachodzące tam zmiany, ale nad poziomem życia zwykłych ludzi załamuje ręce. – Moja mama zarabia dramatycznie mało. Ja na jedzenie w dwa tygodnie więcej wydaję. Polska to inny świat, dzięki kasie z Unii Europejskiej dokonaliście wielkiego skoku cywilizacyjnego. Tymczasem 20-25 procent Ukraińców wyjeżdża z kraju za chlebem – ubolewa.

Od Skały do Resovii
Na Ukrainie dał się poznać jako solidny zawodnik. Ze Skałą Stryj awansował na zaplecze ekstraklasy, z Karpatami Lwów (rezerwy), Niwą Tarnopol i FK Połtawa grał w II lidze. – Koledzy z Karpat robią dziś kariery w mocnych klubach i zarabiają duże pieniądze. Kto wie, co by było, gdybym nie musiał wracać z wypożyczenia do Stryja? – zastanawia się. Jego pierwszym polskim klubem był IV-ligowy Hetman Żółkiewka. Stamtąd, dzięki pomocy Witalija Tyrkały, byłego zawodnika Resovii, trafił do Rzeszowa. Zespół “pasiaków” prowadził wówczas Czech Miroslav Copjak. – Trenerzy się zmieniali, ja przetrwałem – śmieje się Andrij – Dziś jestem jednym z najstarszych zawodników. Mam świadomość, że młodzi mnie obserwują, że mogę im coś przekazać. Czy myślę jeszcze o grze w mocniejszym klubie? Na Ukrainie mówi się, że każdy żołnierz chce zostać generałem. Ja też mam swoje ambicje, ale z Resovią wiąże mnie półtoraroczny kontrakt i nie wszystko zależy ode mnie – wyjaśnia.

Na Euro za Hiszpanią
Żeby jednak nie było niedomówień – Andrij chwali sobie pobyt w Rzeszowie. – Żyję w ładnym mieście, gram w niezłej drużynie. Żal jedynie, że sprawy osobiste tak kiepsko się ułożyły – ścisza głos. – Rozstaliśmy się z żoną, córeczka, mój największy skarb, została z nią na Ukrainie…
Dwa lata temu Andrij nie był tak rozmowny. Barierę stanowił język. – Dziś oglądam waszą telewizję, czytam gazety, nawet na prawo jazdy zdaję! Gorzej z pisaniem, przecież na Ukrainie nie ma łacińskiego alfabetu tylko cyrylica – zauważa.
Gra z numerem 13 i bardzo to sobie chwali. – Moi rodacy także wierzą, że ta liczba przynosi pecha. Doszło do tego, że w Dynamie Kijów nikt nie gra w takiej koszulce. To niepoważne.

Podczas polsko-ukraińskiego Euro piłkarz Resovii kibicować będzie…Hiszpanii. – Jestem też wielkim fanem Barcelony i Liverpoolu, gdzie występuje mój idol Steven Gerrard.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.