Rzucają się w ogień i dym, by ratować nasze życie

Pożary obejmują tylko 30 - 40 proc. działań strażaków.

Każdego dnia narażają życie, by pomóc zupełnie obcym ludziom. Ryzyko to dla strażaków codzienność.

Który chłopiec nie marzy, aby w bohaterskich akcjach wyciągać ludzi z płomieni i ratować domy przed spaleniem, lejąc strumienie wody z wielkiego węża? To jednak nie jedyne obowiązki panów w czerwonych wozach. Strażacy pomagają podczas powodzi, ratują poszkodowanych w wypadkach samochodowych, ściągają wisielców, wyławiają topielców, a nawet łapią bobry i jaszczurki. Mimo że praca ta nie jest często ani łatwa, ani przyjemna, oni kochają swój fach… bo chcą pomagać. Za wszelką cenę.

- Już od lat utarło się, że gdy ktoś nie wie, gdzie szukać pomocy, to zawsze dzwoni do straży. W związku z tym wachlarz naszych działań już jest tak duży, że specjalizacji nie mamy jeszcze chyba tylko z odbierania porodów – śmieje się Grzegorz Wójcicki z Komendy Miejskiej Straży Pożarnej w Rzeszowie. I – jak potwierdza – wybierając ten zawód, na nudę narzekać nie można.

Najpierw ludzie, potem płomienie
Mało kto wie, że wyjazdy do pożarów to jedyne 30-40 procent strażackich interwencji. Walka z ogniem to duże wyzwanie i często rzeczywiście “jest gorąco”!
- Najgroźniejsze są pożary w przestrzeniach zamkniętych, takich jak mieszkania i piwnice – przyznaje Grzegorz, strażak od 14 lat. – Zazwyczaj wiąże się to z jedną drogą wejścia i jedną drogą wyjścia. Towarzyszy temu wysoka temperatura, zerowa widoczność i duże zadymienie. Dlatego idziemy tam asekurowani linką lub jak małe dzieci, trzymając za ręce – śmieje się.

Podczas takich akcji nie jest im jednak do śmiechu. – Oprócz samego ognia, musimy liczyć się np. z możliwością przechowywania w piwnicach np. butli z gazem lub innych niebezpiecznych środków – zaznacza Mariusz Więcek, jego kolega z 12-letnim stażem. Najtrudniej jest znaleźć źródło ognia w piwnicach pod blokiem, co w praktyce oznacza kilkunastometrowe poszukiwania po omacku.

Jak przyznają rzeszowscy strażacy, bezpieczniejsze są “otwarte” pożary. – Gdy pali się np. stodoła, którą gasimy z zewnątrz, mamy lepszą widoczność, z czym wiąże się mniejsze ryzyko – twierdzi Mariusz. – Za to podnieść poziom adrenaliny potrafi osoba wewnątrz budynku. Przeszukiwaniom pomieszczeń towarzyszy duży stres, bo trzeba tam jak najszybciej dotrzeć. Najpierw wyciągamy człowieka, dopiero później gasimy ogień – dodaje Grzegorz.
Wyjazdów do walki z ogniem strażacy mają sporo, jednak nie zawsze zastają to, czego by się spodziewali. – Kiedyś dzwoni pan z krzykiem “pali się, pali się” – opowiada Mariusz. – Przyjeżdżamy na miejsce, a tu malutka kupeczka liści, którą wystarczyło tylko butem zagasić, co też zrobiliśmy. Pan podziękował i odjechaliśmy – śmieje się.

Na ratunek bobrom
Mało poważnych wezwań jest jednak więcej. Nasi strażacy, jak w amerykańskich filmach, są wzywani, aby np. zdjąć… kota z drzewa. I nie przekonają troskliwych właścicielek, że ich pupil miauczy bez powodu. – Często zdarza się, że przystawiamy drabinę do drzewa, a kot przeskakuje na drugie. Albo ściągamy go, a kot wskakuje z powrotem, tyle że na inne drzewo – opowiada Mariusz.
To jednak nie jedyne zwierzęta, z jakimi strażacy mają do czynienia. Zakleszczone psy, siejące strach węże, które zazwyczaj okazują się zaskrońcami, przymarznięte do tafli łabędzie, a nawet bobry! Codziennością są też dla strażaków wyjazdy do usuwania gniazd os i szerszeni. Mimo specjalnych, grubych ubrań z siatką na twarz, potocznie nazywanych “miśkami”, ugryzień się nie ustrzegą.
Chronią od ognia i wody
Wielkim zaangażowaniem wykazują się strażacy również podczas powodzi. Strażacy nie tylko ewakuują ludzi z budynków przy pomocy łodzi i helikopterów, dowożą im jedzenie i lekarstwa, dokarmiają zwierzęta, ale prowadzą także działania porządkowe takie jak: pompowanie wody z rozlewisk, domów, piwnic, pomoc w wynoszeniu zniszczonego sprzętu na zewnątrz, a nawet usuwanie padliny. Ubiegłoroczny kataklizm też “dał im w kość”.
- Nie było łatwo – przyznają rzeszowscy strażacy. – Tym bardziej, że podczas powodzi panują warunki nietypowe do pływania. Niszczą się silniki, a płoty, siatki, samochody, które zostawały pod wodą, groziły uszkodzeniem łodzi – wspominają. Do tego dochodzą ogromne skażenia środowiska przez rozkładającą się padlinę, co przy długotrwałym przebywaniu w takich warunkach odbija się na zdrowiu.

Nie patrzeć topielcowi w twarz
Do mało przyjemnych zadań należy także poszukiwanie i wyławianie ciał. – Nurkujemy w wodzie brudnej, bez widoczności, w rzekach, gdzie jest nurt, korzenie, konary, gdzie można się zaplątać, porozrywać sprzęt. Przy poszukiwaniu topielców istnieje także “niebezpieczeństwo”, że można wpłynąć na nich twarzą w twarz i mocno się przestraszyć Niejednokrotnie znajdujemy ciało po omacku, wiec łapiemy za nogę, za rękę i dociągamy bliżej brzegu – tłumaczy Grzegorz, który jest jednym ze strażaków-płetwonurków.
Zdarzają się również wezwania z prośbą o pomoc przy osobach wysoko powieszonych. I choć ich widok nie należy do przyjemności, najgorsza dla strażaków jest rozpacz rodziny.
Nieprzyjemne są także wyjazdy do wypadków samochodowych. – Najtrudniej jest, gdy zakleszczone w pojazdach osoby, które ratujemy, są przytomne i musimy patrzeć na ich ból – twierdzą strażacy. – Jeśli chodzi o ciało ludzkie, widzieliśmy go już w różnych postaciach: zmasakrowane, spalone, zmiażdżone. I na pewno do tego nie można się przyzwyczaić. Jedynie oswoić – dodają. Choć ich zdaniem i tak najbardziej wstrząsające są dla nich zdarzenia z udziałem dzieci. Ogromne wrażenie robią też wypadki, w których ginie wiele osób.

Jak sobie z tym radzą?  – Trochę rozmawiamy, czasem staramy się żartować na inne tematy, nie myśląc o akcji, ale to i tak wraca – przyznają. Dużo pomaga im rodzinna atmosfera w pracy, prywatne spotkania i wsparcie ze strony kolegów.
- Jest to ciężka praca z narażeniem życia, ale lubimy to robić – przyznają. -  Żona mówi, że poznaje już, kiedy idę do pracy, bo wstaję rano uśmiechnięty – dodaje Grzegorz.

Ramka: Strażacy mają inną garderobę do każdego rodzaju wezwania. Oprócz “miśków” zakładanych na wyjazdy związane z  usuwaniem gniazd os i szerszeni, do pożarów obowiązują ich specjalne ubranie bojowe, hełmy, kominiarki, rękawice i aparaty ochronne dróg oddechowych, do działań chemicznych – ubrania gazoszczelne, są też skafandry do nurkowania, ubrania na łódki (kapok lub w zimie ubrania pływające) i eleganckie stroje wyjściowe.

Strażacy mogą posiadać specjalizacje tj.: techniczna, chemiczno-ekologiczna, ratownictwo wodne, ratownik wysokościowy. Czas wyjazdu strażaków z jednostki, liczony od dzwonka alarmowego, wynosi w dzień do pół minuty, w nocy – do minuty.

Aneta Jamroży

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.