Sąd mnie uniewinnił, a skarbówka gnębi dalej

Na ile mi sił starczy, będę walczył, ale nie wiem, czy to coś da - mówił przed kamarami "Polsatu" Lesłąw Kwitkowski. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Byli wspólnicy pokłócili się, jeden doniósł na drugiego, a teraz miejsca pracy Bogu ducha winnych ludzi są zagrożone.

Lesław Kwitkowski, właściciel kilku firm w branży metalowej, odgraża się, że niektóre będzie musiał zamknąć. Wszystko przez fiskusa, który oficjalnie deklaruje służebną rolę wobec przedsiębiorcy, a z drugiej strony nęka jednego z większych biznesmenów w regionie notorycznymi kontrolami. Najgorsze jest jednak to, że Kwitkowski nie może wziąć żadnego kredytu, bo urząd skarbowy nie chce mu wydać zaświadczenia o nie zaleganiu z podatkami. A jak tu dziś rozwijać biznes bez kredytów?

Problem Kwitkowskiego zaczął się, gdy do swojego interesu dopuścił Pawła G. Jego wspólnik m.in. handlował stalą, którą Kwitkowski kupował i przetwarzał. G. popadł w tarapaty i nie chcąc płacić prawie milionowego podatku zeznał, że z Kwitkowskim nie współpracował, a do tego puścił w obieg kilkadzisiąt ‚lewych” faktur na grube pieniądze. Za obu biznesmenów, choć zdążyli się już rozstać, wziął się najpierw Urząd Kontroli Skarbowej, a po nim prokurator.

Wyrok sądu nie stępi czujności kontrolera skarbowego

Sprawa trafiła do sądu. Kwitkowski został oskarżony m.in. o działanie na szkodę własnej spółki, ale sąd nie dał wiary prokuratorowi, a inspektorowi z UKS w Tarnobrzegu zarzucił, że swoje rewelacje oparł na własnych domysłach, a nie dowodach. Wyrok się uprawomocnił, jednakże to w niczym nie zmieniło sytuacji właściciela kilku firm metalowych w Stalowej Woli. Urzędnicy skarbowi dalej prowadzą swoje śledztwa. – W moich firmach stale siedzą ludzie ze „skarbówki”, odwołałem się nawet do sądu administracyjnego, ale to nic nie dało – żalił się Kwitkowski dziennikarzom „Polsatu”. – Najgorsze jest jednak to, że bez zaświadczenia z urzędu skarbowego nie mogę starać się o kredyty, dofinansowanie z Unii Europejskiej, ani żadną inną pomoc, bo bez tego kwita jestem przestępcą podatkowym.

Sąd administracyjny nie doszukał się złej woli w postępowaniu Urzędu Skarbowego w Stalowej Woli, gdyż nasze prawo dopuszcza sytuację, gdy sąd oczyszcza podatnika z zarzutów, a „skarbówka” prowadzi dalej postępowanie w tej sprawie. Innymi słowy, dopóki Kwitkowski nie zapłaci zaległego – zdaniem urzędu skarbowego – podatku, zaświadczenia otwierającego drogę do banków nigdy nie dostanie. A sądy mogą wydawać wyroki jakie chcą, bo żadna z instancji nie zwolni urzędnika skarbowego z podejrzliwości.

Posłowie obiecali pomoc

Paradoks Kwitkowskiego poznali telewidzowie w całej Polsce, którzy w niedzielny wieczór zasiedli przed ekranami. W studio byli m.in. posłowie Adam Szejnfeld, szef sejmowej Komisji Skarbu i Sławomir Kopyciński z Sejmowej Komisji Finasów. – Będę interweniował w tej sprawie u min. Rostowskiego – zadeklarował Kopyciński. Szejnfeld podzielił się z widzami swoimi marzeniami. – Marzy mi się sytuacja, gdy polski urząd skarbowy będzie pomagał przedsiębiorcy, a nie z góry zakładał, że jest przestępcą – powiedział były wiceminister gospodarki. Daleki od marzeń był sędzia Grzegorz Zarzycki, wiceszef Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu, który dziwił się, że jakaś instytucja daje wiarę słowom Pawła G. – Ta osoba już wcześniej wchodziła w konflikt z prawem – powiedział sędzia.

Lesław Kwitkowski w swoich siedmiu firmach ulokowanych głównie na byłych terenach Huty Stalowa Wola, zatrudnia prawie 700 osób. Paweł G. nie ma żadnego majątku. Co zdążył, to przepisał na rodzinę.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.